Rosja demonstruje siłę

{jcomments on}
Jednym z przejawów znaczenia państwa na arenie międzynarodowej jest zdolność wykorzystania siły militarnej do osiągnięcia celów polityki zagranicznej w skali globalnej. Z tego powodu Rosja podjęła w ostatnich latach liczne i wymierne wysiłki umacniające jej obecność wojskową w świecie. Jednocześnie w tym czasie można było zarejestrować wiele wydarzeń z udziałem rosyjskich sił zbrojnych, które jednoznacznie można ocenić jako demonstracyjny pokaz siły militarnej w Europie i innych częściach świata. Tematyka ta stanowi treść trzeciego artykułu z serii dotyczącej coraz bardziej zauważalnego wzrostu aktywności militarnej w polityce dążeń imperialnych Rosji[1].

Jak każde mocarstwo, Rosja zdaje sobie sprawę ze znaczenia obecności swoich wojsk w tych rejonach poza granicami kraju, które mają kluczowe znaczenie dla jej żywotnych, narodowych interesów. Z tego względu tam wszędzie, gdzie to konieczne, ale zarazem realne, dyslokowane są rosyjskie bazy wojskowe, będące wyrazem pokazu determinacji politycznej i siły militarnej wobec innych podmiotów na arenie międzynarodowej. Przede wszystkim Rosja utrzymuje wojska w „gorących” obszarach Kaukazu. Najdobitniejszym tego przykładem są separatystyczne republiki Abchazji i Osetii Południowej, których „być albo nie być” jest w pełni uzależnione od politycznego i militarnego wsparcia Rosji. Dbałość o strategiczne interesy na Kaukazie oraz brak zgody na to, aby Gruzja, kolejna (po państwach bałtyckich) była republika radziecka, obrała całkowicie niezależną drogę rozwoju, powodują ciągłe napięcia na linii Moskwa - Tbilisi. Z tego powodu utrzymywanie przez Rosję potencjału militarnego jest stałym elementem krajobrazu politycznego w tym regionie. Obecność wojskowa na Kaukazie ma szerszy wymiar i wpisuje się w rosyjską politykę zagraniczną, przejawiającą się zainteresowaniem krajami należącymi niegdyś do ZSRR, a teraz skupionych we Wspólnocie Niepodległych Państw (WNP). Choć słychać wiele głosów, że formuła WNP już się wyczerpała, Rosja szuka innych rozwiązań utrzymujących „integrację” byłych republik radzieckich. W sierpniu 2009 r. Duma przyjęła ustawę o zmianach w strategii reintegracji obszaru byłego ZSRR[2]. Praktycznie otwiera to drogę do swobodnego, militarnego interweniowania w tych krajach np. w celu obrony mniejszości rosyjskiej czy destabilizacji miejscowych władz. Należy podkreślić fakt, iż w wielu krajach należących do WNP stacjonują rosyjskie wojska. Ocenia się, że aktualnie poza granicami kraju służbę pełni ponad 30 tys. rosyjskich żołnierzy. Bazy usytuowane są m. in. w Armenii, Azerbejdżanie, Białorusi, Kazachstanie, Kirgizji, Mołdawii, Syrii, Tadżykistanie, Ukrainie[3] oraz we wspomnianych wcześniej autonomicznych republikach na terenie Gruzji.

Pomimo budowania nowoczesnych sieci radarów typu WORONEŻ na terytorium rosyjskim, jeszcze przez jakiś czas bazy w azerskiej Gabali, białoruskich Baranowiczach, ukraińskim Mukaczewie i kazachskim Bałchaszu będą ważnymi elementami ostrzegania o ataku rosyjskiego systemu obrony rakietowej. Z kolei baza morska w syryjskim Tartusie jest przejawem rosyjskiego zainteresowania obszarem Morza Śródziemnego. Zostało to szczególnie uwypuklone w świetle aktualnych krwawych wydarzeń w Syrii, kiedy to Rosja zdecydowanie stanęła na forum ONZ w obronie reżimu Baszara al.-Assada, a także wspomagała go dostawami broni. Bardzo kontrowersyjnie ocenia się też obecność wojsk rosyjskich w Naddniestrzu, zbuntowanym regionie Mołdawii oraz na ukraińskim Krymie. Należy ocenić, że nie ma co liczyć na jakiekolwiek ustępstwa Rosji w sprawie Naddniestrza, gdzie wojska rosyjskie skutecznie, od rozpadu ZSRR, uniemożliwiają integrację tego regionu w ramach jednego organizmu państwowego Mołdawii. Na Ukrainie natomiast wytworzyła się korzystna sytuacja dla Rosji w związku ze zwycięstwem w wyborach prezydenckich Wiktora Janukowycza w styczniu 2010 r. Zgodnie z rosyjsko-ukraińskim porozumieniem z 1997 r., Flota Czarnomorska miała opuścić Krym w 2017 r., jednakże nieskrywana prorosyjskość Partii Regionów jak i samego prezydenta, dawała duże nadzieje stronie rosyjskiej na przedłużenie tego terminu. Nie okazały się one bezpodstawne. W połowie kwietnia 2010 r. prezydenci Rosji i Ukrainy podpisali porozumienie, które stało się początkiem procedury przesunięcia tego terminu do 2047 r. a nawet dłużej. Argumentem nie do podważenia za ukraińską zgodę okazał się rosyjski gaz, za który Ukraina tylko w pierwszych 10 latach obowiązywania porozumienia ma zapłacić o 10 mld dolarów mniej niż po dotychczasowych cenach.

Innym, można nazwać tradycyjnym od czasów Związku Radzieckiego, obszarem zainteresowania militarnego jest Ameryka Środkowa, położona w bezpośredniej bliskości Stanów Zjednoczonych. W I kwartale 2009 r. media donosiły o tym, że Rosja może wykorzystywać lotniska na Kubie i w Wenezueli do stacjonowania bombowców strategicznych. Poinformował o tym szef rosyjskiego sztabu lotnictwa dalekiego zasięgu generał Anatolij Żicharjew, który ocenił, że na Kubie jest 4 lub 5 lotnisk, zdolnych do przyjęcia samolotów dalekiego zasięgu i jeśli będzie polityczna wola przywódców obu państw, to rosyjskie samoloty gotowe są tam polecieć. Generał Żicharjew przyznał, że także prezydent Wenezueli zaproponował wykorzystanie lotniska na wyspie Achila. Rosyjskie samoloty miałyby tam stacjonować czasowo, gdyż konstytucja Wenezueli zakazuje istnienia obcych baz na jej terytorium. Wykorzystanie wenezuelskiego lotniska byłoby możliwe po jego modernizacji, gdyż na razie jest za krótkie do lądowania bombowców strategicznych. Plany zwiększenia aktywności rosyjskich bombowców strategicznych w tym rejonie świata jest kolejnym krokiem po tym, jak Rosja w sierpniu 2007 r. wznowiła loty samolotów dalekiego zasięgu. W 2008 r. dwa samoloty Tu-160 odbyły lot bez międzylądowania do Wenezueli. Przywódcy Wenezueli i Kuby znani są z antyamerykańskiego nastawienia, co może pozytywnie wpłynąć na decyzje polityczne, o których mówił generał Żicharjew[4]. Współpraca wojskowa Rosji z Kubą, będąca wyrazem odziedziczonej po „zimnej wojnie” obecności militarnej w tym regionie świata, ma objąć też wymianę doświadczeń w organizowaniu taktycznej obrony powietrznej oraz w szkoleniu kubańskich oficerów w Rosji[5]. Wydawać by się mogło, że to całkiem normalna i nie budząca podejrzeń działalność między dwoma państwami. Jednak, gdy się głębiej zastanowić, współpraca ta może stać się furtką do transferu rosyjskiej broni przeciwlotniczej na Kubę oraz być doskonałym pretekstem do obecności na wyspie rosyjskich ekspertów wojskowych.

Oprócz wymienionych przykładów, polityka zagraniczna Rosji zmierza do angażowania wojska w te regiony świata, w których dotychczas zjawisko to nie występowało. Przykładem tego są rosyjskie zapowiedzi obecności w Arktyce. W lutym 2009 r. Szef Sztabu Generalnego Rosji - generał Nikołaj Makarow - ostrzegł, że Rosja „odpowie adekwatnie" na próby militaryzacji Arktyki przez inne państwa: „śledzimy, jaki będzie stopień militaryzacji tego regionu i w zależności od tego będziemy postępować”[6]. Przypomniał też, że Rosja prowadzi „poważne prace w kierunku naukowo-badawczym" w tym rejonie świata. O przynależność tych bogatych w surowce energetyczne obszarów spiera się pięć państw: Kanada, USA, należąca do Danii Grenlandia, Norwegia i właśnie Rosja. Latem 2007 roku Rosja przeprowadziła spektakularną akcję umieszczenia swej flagi na głębokości 4000 m pod Biegunem Północnym, co było symbolem rosyjskich roszczeń do Arktyki.

Problem przynależności Arktyki zauważa też NATO. W styczniu 2009 r. ówczesny sekretarz generalny Jaap de Hoop Scheffer zapowiedział, że NATO musi określić, jak zamierza reagować na nowe wyzwania militarne w Arktyce. Zwrócił też uwagę, że zmiany klimatu i topnienie północnej czapy lodowej mają także konsekwencje militarne, a w minionych latach aktywność militarna w rejonie Arktyki stale się nasilała. Być może była to reakcja NATO na plany zorganizowania specjalnych jednostek wojskowych dla ochrony interesów Rosji w Arktyce. We wrześniu 2008 r. powstały „Założenia polityki państwowej Federacji Rosyjskiej w Arktyce do 2020 r. i w dalszej perspektywie". Jednym z najważniejszych punktów ujawnionego niedawno tekstu jest ten dotyczący militaryzacji Arktyki przez Rosję. Dokument wskazywał konieczność „stworzenia grupy wojsk ogólnego przeznaczenia Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, innych wojsk, formacji i organów wojennych w strefie arktycznej Rosji, zdolnych zapewnić wojskowe bezpieczeństwo w różnych warunkach wojskowo-politycznej sytuacji". W praktyce przełożyło się to na ogłoszone w połowie 2011 r. plany utworzenia dwóch specjalnych jednostek wojskowych, których zadaniem będzie ochrona arktycznych zasobów Rosji[7]. Jednak komentatorzy zauważają, że wojsko będzie pełnić na „froncie arktycznym" rolę jedynie służebną. Najważniejszy jest bowiem zapis dokumentu, przewidujący podporządkowanie wszelkich kwestii bezpieczeństwa i obrony w Arktyce Federalnej Służbie Bezpieczeństwa (FSB). Cała koncepcja sprowadza się faktycznie do przekazania FSB kontroli nad rosyjską Arktyką. W takim systemie monitoring obszaru przez wojskowe satelity, samoloty i okręty podlegał będzie FSB. Można też oczekiwać rozbudowy już istniejącej infrastruktury granicznej w Arktyce. Pierwszy krok w tym kierunku już wykonano, modernizując bazę Nagurskaja, najdalej na północ wysunięty posterunek graniczny Rosji[8].

Napiętą sytuację w sprawie Arktyki próbował łagodzić premier Rosji Władimir Putin na Forum Arktycznym w Moskwie we wrześniu 2010 r., w którym udział wzięli przedstawiciele państw regionu Arktyki. Odrzucił on tam sugestie, że może dojść do „bitwy o Arktykę" oraz wyraził przekonanie, że wszelkie prognozy i wizje dotyczące rozwoju sytuacji na dalekiej północy mają na celu tylko skłócenie państw regionu[9]. Putin przyznał, że w Arktyce „krzyżują się poważne geopolityczne i ekonomiczne interesy" różnych państw, co „daje podstawy do różnego rodzaju futurystycznych zapowiedzi przyszłej bitwy o Arktykę". Jednak jego zdaniem, wszystkie problemy można rozwiązać zgodnie z prawem międzynarodowym. Stosując wybitnie pokojową retorykę, przekonywał też, że w przypadku nieodpowiedzialnych poczynań w Arktyce zainteresowane państwa nie odniosą nowych korzyści, lecz doprowadzą do nowych globalnych problemów.

Pomimo to należy oczekiwać, że aktywność militarna Rosji w Arktyce będzie rosła, a główną przyczyną tego zjawiska są bogactwa naturalne ukryte głęboko pod wodą i dziś niedostępne, lecz w przyszłości mogące stać się jednym z ostatnich źródeł ich ziemskich zasobów.



Newsletter



Wiadomość HTML?