Dziedziny wiedzy

Najnowsze komentarze

Newsletter

Rosja demonstruje siłę PDF Print Email
Written by   
DATE_FORMAT_LC2
{jcomments on}
Jednym z przejawów znaczenia państwa na arenie międzynarodowej jest zdolność wykorzystania siły militarnej do osiągnięcia celów polityki zagranicznej w skali globalnej. Z tego powodu Rosja podjęła w ostatnich latach liczne i wymierne wysiłki umacniające jej obecność wojskową w świecie. Jednocześnie w tym czasie można było zarejestrować wiele wydarzeń z udziałem rosyjskich sił zbrojnych, które jednoznacznie można ocenić jako demonstracyjny pokaz siły militarnej w Europie i innych częściach świata. Tematyka ta stanowi treść trzeciego artykułu z serii dotyczącej coraz bardziej zauważalnego wzrostu aktywności militarnej w polityce dążeń imperialnych Rosji[1].

Jak każde mocarstwo, Rosja zdaje sobie sprawę ze znaczenia obecności swoich wojsk w tych rejonach poza granicami kraju, które mają kluczowe znaczenie dla jej żywotnych, narodowych interesów. Z tego względu tam wszędzie, gdzie to konieczne, ale zarazem realne, dyslokowane są rosyjskie bazy wojskowe, będące wyrazem pokazu determinacji politycznej i siły militarnej wobec innych podmiotów na arenie międzynarodowej. Przede wszystkim Rosja utrzymuje wojska w „gorących” obszarach Kaukazu. Najdobitniejszym tego przykładem są separatystyczne republiki Abchazji i Osetii Południowej, których „być albo nie być” jest w pełni uzależnione od politycznego i militarnego wsparcia Rosji. Dbałość o strategiczne interesy na Kaukazie oraz brak zgody na to, aby Gruzja, kolejna (po państwach bałtyckich) była republika radziecka, obrała całkowicie niezależną drogę rozwoju, powodują ciągłe napięcia na linii Moskwa - Tbilisi. Z tego powodu utrzymywanie przez Rosję potencjału militarnego jest stałym elementem krajobrazu politycznego w tym regionie. Obecność wojskowa na Kaukazie ma szerszy wymiar i wpisuje się w rosyjską politykę zagraniczną, przejawiającą się zainteresowaniem krajami należącymi niegdyś do ZSRR, a teraz skupionych we Wspólnocie Niepodległych Państw (WNP). Choć słychać wiele głosów, że formuła WNP już się wyczerpała, Rosja szuka innych rozwiązań utrzymujących „integrację” byłych republik radzieckich. W sierpniu 2009 r. Duma przyjęła ustawę o zmianach w strategii reintegracji obszaru byłego ZSRR[2]. Praktycznie otwiera to drogę do swobodnego, militarnego interweniowania w tych krajach np. w celu obrony mniejszości rosyjskiej czy destabilizacji miejscowych władz. Należy podkreślić fakt, iż w wielu krajach należących do WNP stacjonują rosyjskie wojska. Ocenia się, że aktualnie poza granicami kraju służbę pełni ponad 30 tys. rosyjskich żołnierzy. Bazy usytuowane są m. in. w Armenii, Azerbejdżanie, Białorusi, Kazachstanie, Kirgizji, Mołdawii, Syrii, Tadżykistanie, Ukrainie[3] oraz we wspomnianych wcześniej autonomicznych republikach na terenie Gruzji.

Pomimo budowania nowoczesnych sieci radarów typu WORONEŻ na terytorium rosyjskim, jeszcze przez jakiś czas bazy w azerskiej Gabali, białoruskich Baranowiczach, ukraińskim Mukaczewie i kazachskim Bałchaszu będą ważnymi elementami ostrzegania o ataku rosyjskiego systemu obrony rakietowej. Z kolei baza morska w syryjskim Tartusie jest przejawem rosyjskiego zainteresowania obszarem Morza Śródziemnego. Zostało to szczególnie uwypuklone w świetle aktualnych krwawych wydarzeń w Syrii, kiedy to Rosja zdecydowanie stanęła na forum ONZ w obronie reżimu Baszara al.-Assada, a także wspomagała go dostawami broni. Bardzo kontrowersyjnie ocenia się też obecność wojsk rosyjskich w Naddniestrzu, zbuntowanym regionie Mołdawii oraz na ukraińskim Krymie. Należy ocenić, że nie ma co liczyć na jakiekolwiek ustępstwa Rosji w sprawie Naddniestrza, gdzie wojska rosyjskie skutecznie, od rozpadu ZSRR, uniemożliwiają integrację tego regionu w ramach jednego organizmu państwowego Mołdawii. Na Ukrainie natomiast wytworzyła się korzystna sytuacja dla Rosji w związku ze zwycięstwem w wyborach prezydenckich Wiktora Janukowycza w styczniu 2010 r. Zgodnie z rosyjsko-ukraińskim porozumieniem z 1997 r., Flota Czarnomorska miała opuścić Krym w 2017 r., jednakże nieskrywana prorosyjskość Partii Regionów jak i samego prezydenta, dawała duże nadzieje stronie rosyjskiej na przedłużenie tego terminu. Nie okazały się one bezpodstawne. W połowie kwietnia 2010 r. prezydenci Rosji i Ukrainy podpisali porozumienie, które stało się początkiem procedury przesunięcia tego terminu do 2047 r. a nawet dłużej. Argumentem nie do podważenia za ukraińską zgodę okazał się rosyjski gaz, za który Ukraina tylko w pierwszych 10 latach obowiązywania porozumienia ma zapłacić o 10 mld dolarów mniej niż po dotychczasowych cenach.

Innym, można nazwać tradycyjnym od czasów Związku Radzieckiego, obszarem zainteresowania militarnego jest Ameryka Środkowa, położona w bezpośredniej bliskości Stanów Zjednoczonych. W I kwartale 2009 r. media donosiły o tym, że Rosja może wykorzystywać lotniska na Kubie i w Wenezueli do stacjonowania bombowców strategicznych. Poinformował o tym szef rosyjskiego sztabu lotnictwa dalekiego zasięgu generał Anatolij Żicharjew, który ocenił, że na Kubie jest 4 lub 5 lotnisk, zdolnych do przyjęcia samolotów dalekiego zasięgu i jeśli będzie polityczna wola przywódców obu państw, to rosyjskie samoloty gotowe są tam polecieć. Generał Żicharjew przyznał, że także prezydent Wenezueli zaproponował wykorzystanie lotniska na wyspie Achila. Rosyjskie samoloty miałyby tam stacjonować czasowo, gdyż konstytucja Wenezueli zakazuje istnienia obcych baz na jej terytorium. Wykorzystanie wenezuelskiego lotniska byłoby możliwe po jego modernizacji, gdyż na razie jest za krótkie do lądowania bombowców strategicznych. Plany zwiększenia aktywności rosyjskich bombowców strategicznych w tym rejonie świata jest kolejnym krokiem po tym, jak Rosja w sierpniu 2007 r. wznowiła loty samolotów dalekiego zasięgu. W 2008 r. dwa samoloty Tu-160 odbyły lot bez międzylądowania do Wenezueli. Przywódcy Wenezueli i Kuby znani są z antyamerykańskiego nastawienia, co może pozytywnie wpłynąć na decyzje polityczne, o których mówił generał Żicharjew[4]. Współpraca wojskowa Rosji z Kubą, będąca wyrazem odziedziczonej po „zimnej wojnie” obecności militarnej w tym regionie świata, ma objąć też wymianę doświadczeń w organizowaniu taktycznej obrony powietrznej oraz w szkoleniu kubańskich oficerów w Rosji[5]. Wydawać by się mogło, że to całkiem normalna i nie budząca podejrzeń działalność między dwoma państwami. Jednak, gdy się głębiej zastanowić, współpraca ta może stać się furtką do transferu rosyjskiej broni przeciwlotniczej na Kubę oraz być doskonałym pretekstem do obecności na wyspie rosyjskich ekspertów wojskowych.

Oprócz wymienionych przykładów, polityka zagraniczna Rosji zmierza do angażowania wojska w te regiony świata, w których dotychczas zjawisko to nie występowało. Przykładem tego są rosyjskie zapowiedzi obecności w Arktyce. W lutym 2009 r. Szef Sztabu Generalnego Rosji - generał Nikołaj Makarow - ostrzegł, że Rosja „odpowie adekwatnie" na próby militaryzacji Arktyki przez inne państwa: „śledzimy, jaki będzie stopień militaryzacji tego regionu i w zależności od tego będziemy postępować”[6]. Przypomniał też, że Rosja prowadzi „poważne prace w kierunku naukowo-badawczym" w tym rejonie świata. O przynależność tych bogatych w surowce energetyczne obszarów spiera się pięć państw: Kanada, USA, należąca do Danii Grenlandia, Norwegia i właśnie Rosja. Latem 2007 roku Rosja przeprowadziła spektakularną akcję umieszczenia swej flagi na głębokości 4000 m pod Biegunem Północnym, co było symbolem rosyjskich roszczeń do Arktyki.

Problem przynależności Arktyki zauważa też NATO. W styczniu 2009 r. ówczesny sekretarz generalny Jaap de Hoop Scheffer zapowiedział, że NATO musi określić, jak zamierza reagować na nowe wyzwania militarne w Arktyce. Zwrócił też uwagę, że zmiany klimatu i topnienie północnej czapy lodowej mają także konsekwencje militarne, a w minionych latach aktywność militarna w rejonie Arktyki stale się nasilała. Być może była to reakcja NATO na plany zorganizowania specjalnych jednostek wojskowych dla ochrony interesów Rosji w Arktyce. We wrześniu 2008 r. powstały „Założenia polityki państwowej Federacji Rosyjskiej w Arktyce do 2020 r. i w dalszej perspektywie". Jednym z najważniejszych punktów ujawnionego niedawno tekstu jest ten dotyczący militaryzacji Arktyki przez Rosję. Dokument wskazywał konieczność „stworzenia grupy wojsk ogólnego przeznaczenia Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, innych wojsk, formacji i organów wojennych w strefie arktycznej Rosji, zdolnych zapewnić wojskowe bezpieczeństwo w różnych warunkach wojskowo-politycznej sytuacji". W praktyce przełożyło się to na ogłoszone w połowie 2011 r. plany utworzenia dwóch specjalnych jednostek wojskowych, których zadaniem będzie ochrona arktycznych zasobów Rosji[7]. Jednak komentatorzy zauważają, że wojsko będzie pełnić na „froncie arktycznym" rolę jedynie służebną. Najważniejszy jest bowiem zapis dokumentu, przewidujący podporządkowanie wszelkich kwestii bezpieczeństwa i obrony w Arktyce Federalnej Służbie Bezpieczeństwa (FSB). Cała koncepcja sprowadza się faktycznie do przekazania FSB kontroli nad rosyjską Arktyką. W takim systemie monitoring obszaru przez wojskowe satelity, samoloty i okręty podlegał będzie FSB. Można też oczekiwać rozbudowy już istniejącej infrastruktury granicznej w Arktyce. Pierwszy krok w tym kierunku już wykonano, modernizując bazę Nagurskaja, najdalej na północ wysunięty posterunek graniczny Rosji[8].

Napiętą sytuację w sprawie Arktyki próbował łagodzić premier Rosji Władimir Putin na Forum Arktycznym w Moskwie we wrześniu 2010 r., w którym udział wzięli przedstawiciele państw regionu Arktyki. Odrzucił on tam sugestie, że może dojść do „bitwy o Arktykę" oraz wyraził przekonanie, że wszelkie prognozy i wizje dotyczące rozwoju sytuacji na dalekiej północy mają na celu tylko skłócenie państw regionu[9]. Putin przyznał, że w Arktyce „krzyżują się poważne geopolityczne i ekonomiczne interesy" różnych państw, co „daje podstawy do różnego rodzaju futurystycznych zapowiedzi przyszłej bitwy o Arktykę". Jednak jego zdaniem, wszystkie problemy można rozwiązać zgodnie z prawem międzynarodowym. Stosując wybitnie pokojową retorykę, przekonywał też, że w przypadku nieodpowiedzialnych poczynań w Arktyce zainteresowane państwa nie odniosą nowych korzyści, lecz doprowadzą do nowych globalnych problemów.

Pomimo to należy oczekiwać, że aktywność militarna Rosji w Arktyce będzie rosła, a główną przyczyną tego zjawiska są bogactwa naturalne ukryte głęboko pod wodą i dziś niedostępne, lecz w przyszłości mogące stać się jednym z ostatnich źródeł ich ziemskich zasobów.



Na podstawie zaprezentowanych przykładów należy ocenić, że w najbliższych latach zaangażowanie rosyjskich sił zbrojnych w sprawy międzynarodowe będzie coraz większe. Jest to związane z dającym się zauważyć wzrostem pozycji militarnej Rosji w świecie. Będzie to przede wszystkim dotyczyć utrzymania aktualnie funkcjonujących baz, rozwojem ich infrastruktury i wyposażenia oraz podnoszeniem poziomu przygotowania żołnierzy do użycia poza granicami kraju. Nie można też wykluczyć rosyjskich wysiłków na rzecz tworzenia nowych miejsc obecności w różnych regionach świata. Przez to, rosnąca aktywność militarna Rosji w świecie będzie gwarantować wpływy w regionach istotnych do utrzymania silnej pozycji państwa na scenie politycznej świata.

Oprócz obecności wojskowej w świecie, Rosja stara się demonstrować swoją siłę militarną i informować międzynarodową społeczność o swych wielkomocarstwowych aspiracjach. Na potrzeby niniejszego opracowania, demonstrację siły należy rozumieć jako pokaz możliwości i zdolności do ewentualnego zastosowania środków militarnych w celu rozwiązania problemów lub wywarcia nacisków na inne podmioty w układzie międzynarodowym. Ocenia się, że działania takie mają bardzo ważne znaczenie w polityce dążenia do dominacji na arenie międzynarodowej i pozostawiają wiele do myślenia władzom państw lub organizacji, wobec których taka demonstracja ma miejsce.

Do najbardziej znaczących przykładów takiego postępowania Rosji w ostatnich kilku latach należy zaliczyć serię zorganizowanych z wielkim rozmachem ćwiczeń wojskowych przeprowadzonych w 2009 r. Zdaniem Szefa Sztabu Generalnego Federacji Rosyjskiej gen. Nikołaja Makarowa, miały one być związane z transformacją rosyjskich sił zbrojnych.

Między 29 czerwca a 10 lipca 2009 r. odbyły się manewry pk. „KAUKAZ 2009”[10] z udziałem wszystkich brygad Północnokaukaskiego Okręgu Wojskowego, Floty Czarnomorskiej i Floty Kaukaskiej. Trudno uwierzyć, że ćwiczenia prowadzone w rejonie, w którym niespełna rok wcześniej te same oddziały prowadziły działania wojenne przeciwko Gruzji, miały na celu wyłącznie sprawdzenie rozwiązań organizacyjno-strukturalnych w rosyjskiej armii.

Z kolei we wrześniu 2009 r., niemal równolegle, odbyły się dwa ćwiczenia wojskowe pk. ZAPAD -09 (w tłumaczeniu ZACHÓD-09) i pk. ŁADOGA 09. W obu ćwiczeniach wzięło udział ok. 30 tys. żołnierzy. Ćwiczenie ZAPAD-09 miało miejsce z udziałem wojsk Białorusi, która udostępniła także swoje poligony w bezpośredniej bliskości granic Polski. Rosja skierowała na manewry ok. 6 tys. żołnierzy, a Białoruś ponad 6,5 tys. W ćwiczeniu uczestniczyli prezydenci Dmitrij Miedwiediew i Aleksander Łukaszenka – głównodowodzący swoich sił zbrojnych[11]. Już sam kryptonim ćwiczenia nie powinien pozostawiać żadnych wątpliwości, co do jego intencji. Tego właśnie kryptonimu używały w swoich największych i najważniejszych ćwiczeniach wojska Układu Warszawskiego w czasach, kiedy nieprzyjaciel w scenariuszach tych ćwiczeń był bardzo ściśle zdefiniowany – siły zbrojne państw NATO. W scenariuszu ćwiczenia uwzględniono powstanie polskiej mniejszości narodowej na Białorusi, co było powodem użycia sił białoruskich i rosyjskich w celu jego stłumienia i wykonania prewencyjnej operacji zaczepnej przeciwko państwu wspierającemu to powstanie. Analizując tylko ten element ćwiczenia, łatwo dostrzec powrót do zimnowojennej retoryki, w której podstawowym argumentem była siła militarna.

Z kolei manewry ŁADOGA-09 miały miejsce na Morzu Bałtyckim i rosyjskich obszarach do niego przyległych. Głównym „motywem” ćwiczeń z udziałem specjalnie w tym celu przegrupowanych na Bałtyk okrętów wojennych Floty Czarnomorskiej oraz Floty Bałtyckiej, lotnictwa i sił lądowych, było odparcie ataku na Gazociąg Północny. Pod okiem prezydenta Rosji ćwiczono m. in. desant rosyjskiej piechoty morskiej na wybrzeże bałtyckie, co z reguły jest jednym z elementów działań ofensywnych.

Manewry te, w bezpośrednim sąsiedztwie granic NATO odbiły się głośnym echem zarówno wśród komentatorów wydarzeń na arenie międzynarodowej, jak i w samym świecie polityki. W szczególności Polska ostro zareagowała na charakter, miejsce i rozmach ćwiczeń. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, poprzez list złożony początkiem listopada 2009 r. na ręce Sekretarza Generalnego NATO Andersa Fogha Rasmussena, wyraził zaniepokojenie polskiego rządu rosnącą aktywnością wojskową Rosji oraz wezwał sojuszników z NATO, żeby w pilnym trybie wzmocnili swoje zainteresowanie jej działaniami. Chciał tym samym wywołać reakcję Sojuszu na testowanie przez Rosję jego członków, którzy jeszcze dwadzieścia lat wcześniej znajdowali się w strefie wpływów ZSRR. Władze NATO podeszły do sprawy poważnie i rosyjskie manewry u granic Polski stały się jednym z głównych tematów obrad Rady Północnoatlantyckiej w listopadzie 2009 r. oraz szczytu ministrów spraw zagranicznych na początku grudnia 2009 r. Zdaniem komentatorów same ćwiczenia oraz polska reakcja uświadomiła państwom zachodnim, że zagrożenie militarne ze strony Rosji może okazać się realne, co powinno wiązać się z uwzględnieniem tego w koncepcji strategicznej NATO. Generalnie powinno się to sprowadzić do większego zainteresowania NATO problemami obrony terytorium państw członkowskich, zamiast skupiać się na tzw. zagrożeniach nowego typu, np. walce z terroryzmem czy operacjami ekspedycyjnymi, takimi jak w Afganistanie. Pomimo, iż zdaniem władz Sojuszu manewry były ściśle monitorowane i nie dostrzeżono w ich wyniku żadnych zagrożeń dla państw NATO, ich oddźwięk nie przyczynił się do wzrostu zaufania między Rosją a NATO, w szczególności po wojnie gruzińskiej w sierpniu 2008 r.

W ostatnich kilku latach nastąpiło także kilka innych, może mniej spektakularnych, ale istotnych zdarzeń z udziałem rosyjskich sił zbrojnych, które można zakwalifikować jako typowe przykłady demonstrowania siły.

W październiku 2008 r. Rosja dokonała próby z rakietą balistyczną „SINIEWA” na Oceanie Spokojnym, którą osobiście nadzorował prezydent Dmitrij Miedwiediew. Rakieta została wystrzelona z łodzi podwodnej o napędzie atomowym „Tuła" na umowny cel znajdujący się w okolicach równika na Pacyfiku. Był to pierwszy tego typu rosyjski test na Ocenie Spokojnym. Dotychczas Rosja testowała swoje rakiety balistyczne wystrzeliwane z okrętów, nakierowując je na cele położone na poligonie „Kura" na Kamczatce. Taką konwencję wystrzelenia rakiety należy jednoznacznie traktować jako przejaw pokazania się Rosji w roli światowego mocarstwa, dysponującego środkami militarnymi o zasięgu globalnym, będących w gotowości do natychmiastowego ich użycia. Podkreślenia wymaga także fakt, że nastąpiło to bezpośrednio po zdecydowanej postawie Rosji w wojnie gruzińskiej, która miała miejsce zaledwie 2 miesiące wcześniej.

Z kolei w październiku 2009 r. doszło do kolejnego pokazu siły przez Rosję w wymiarze morskim. Eskadra okrętów Floty Północnej z krążownikiem rakietowym o napędzie atomowym „Piotr Wielki", zmierzająca na ćwiczenia z siłami morskimi Wenezueli na Morzu Karaibskim, wpłynęła na Morze Śródziemne[12]. Według Rosjan, eskadra ta wykonała szereg zadań i odwiedziła kilka tamtejszych portów, w tym Trypolis w Libii oraz Tartus, który w przyszłości ma stać się rosyjską bazą morską na Morzu Śródziemnym, które przecież jest macierzystym akwenem amerykańskiej VI Floty. Innych szczegółów misji rosyjskich okrętów na Morzu Śródziemnym nie ujawniono. W środkach masowego przekazu pojawiły się spekulacje, iż może to być element powrotu do zimnej wojny, kiedy to duże, rosyjskie okręty nadwodne przechodząc przez Cieśninę Gibraltarską wprowadzały ponoć pod sobą okręty podwodne, gdyż szum akustyczny i pole magnetyczne okrętów nakładały się na siebie, co czyniło jednostki podwodne niewidzialnymi dla środków rozpoznania NATO. Ponadto, same ćwiczenia na Morzu Karaibskim, które miały miejsce w dniach 10–14 listopada 2009 r. z udziałem atomowych okrętów podwodnych z pociskami nuklearnymi na pokładzie oraz samolotów do zwalczania okrętów podwodnych, były pierwszymi od czasów Związku Radzieckiego manewrami w pobliżu amerykańskich granic. Oficjalna wersja głosiła, że ćwiczenia te były planowane od roku, a ich celem było przećwiczenie operacji ratunkowych i antyterrorystycznych na morzu. Jednak obserwatorzy wydarzeń na arenie międzynarodowej zauważyli, iż manewry te miały miejsce bezpośrednio po niedawnej obecności okrętów amerykańskich na Morzu Czarnym, które oficjalnie niosły pomoc humanitarną dla Gruzji. Oczywiście władze rosyjskie zaprzeczyły, by ćwiczenia te były wymierzone w jakiekolwiek państwo i że nie mają żadnego związku z działaniami Amerykanów na Morzu Czarnym. Dziwić zatem może publiczne pytanie zadane w tej sprawie przez Dmitrija Miedwiediewa o ewentualną reakcję Stanów Zjednoczonych, w sytuacji gdyby Rosjanie zaczęli dostarczać pomoc humanitarną na Karaiby używając okrętów marynarki wojennej. Dopełnieniem wypowiedzi prezydenta Rosji były słowa wypowiedziane przez byłego dowódcę Floty Czarnomorskiej admirała Eduarda Bałtina, który stwierdził wprost, że manewry mają zamanifestować, iż Rosja odzyskuje siły i pozycję na arenie międzynarodowej, utracone pod koniec ubiegłego wieku[13].

Kolejne wielkie ćwiczenia rosyjskiego wojska pod kryptonimem WOSTOK - 2010 miały miejsce na Syberii i Dalekim Wchodzie na przełomie czerwca i lipca 2010 r. Wzięło w nim udział ok. 20 tys. żołnierzy, 2,5 tys. pojazdów opancerzonych, 70 samolotów i 30 okrętów. W ćwiczeniach na Dalekim Wschodzie brał udział rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew. Nadzorował on też morską fazę manewrów, w której po raz pierwszy we współczesnej historii Rosji wzięły udział okręty trzech flot (Oceanu Spokojnego, Morza Białego i Morza Północnego), w tym krążownik atomowy „Piotr Wielki" z Floty Północnej. Szczególnego znaczenia nabrała ta część manewrów, która toczyła się w okręgach wojskowych graniczących z Chinami i Mongolią. Zdaniem komentatorów miały one zasygnalizować, że Kreml zachowuje silną kontrolę nad tym regionem, w sytuacji kiedy bogate w surowce rozległe terytoria za Uralem, które przeżywają kryzys demograficzny, mogą kusić swym bogactwem Chiny. Demografowie prognozują, że do 2015 roku na Syberii i Dalekim Wschodzie będzie żyło jedynie 4,5 mln ludzi. Rosyjski ekspert od spraw wojskowości Aleksandr Golc stwierdził, że Rosja przeprowadza te operacje, by przekonać samą siebie, że jest w stanie kontrolować te rzadko zaludnione rejony[14].



Innym przejawem demonstracji siły przez Rosję jest wielokrotnie powtarzana zapowiedź o rozmieszczeniu taktycznych rakiet balistycznych typu ISKANDER w obwodzie kaliningradzkim. Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew zapowiedział w listopadzie 2008 roku, że w przypadku dyslokacji przez Stany Zjednoczone elementów tarczy antyrakietowej w Europie Środkowej, w odpowiedzi na to strona rosyjska rozmieści w obwodzie kaliningradzkim właśnie ISKANDERY. Potwierdził to szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow, który oświadczył w lutym 2009 r., że ISKANDERY znajdą się tam tylko wtedy, gdy w Europie „fizycznie powstaną" obiekty amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Z kolei rosyjski Sztab Generalny jest gotów rozmieścić rakiety, jeśli taką decyzję polityczną podejmą rosyjskie władze. Oświadczył to również w lutym 2009 r. generał Nikołaj Makarow. Dodał też, że jeśli decyzja będzie negatywna, to ISKANDERY trafią do innych okręgów wojskowych[15]. Nawet ostateczna decyzja prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy z 17 września 2009 r. (w dniu rocznicy napadu ZSRR na Polskę w 1939 r.) o rezygnacji z budowy tarczy antyrakietowej opartej na stacjonarnych elementach nie zakończyła rosyjskich gróźb o instalacji ISKANDERÓW w obwodzie kaliningradzkim. Tym razem jako powód takiego działania, Rosjanie uznali stacjonowanie amerykańskiej baterii rakiet przeciwlotniczych PATRIOT w Polsce[16]. Sprawa rozmieszczenia ISKANDERÓW w Obwodzie Kaliningradzkim wróciła jeszcze z większą siłą na przełomie 2011 i 2012 r., kiedy to polityczne i wojskowe władze Rosji zapowiedziały kolejny raz rozmieszczenie rakiet w pobliżu granic Polski. Ma to być odpowiedź na amerykańską tarczę antyrakietową budowana na bazie rakiet SM-3, której elementy mają być m.in. usytuowane w Polsce. Analizując zasięg oddziaływania ogniowego ISKANDERÓW, wysuwa się wniosek, iż ich dyslokacja w Obwodzie Kaliningradzkim skierowana jest głównie przeciwko celom na terenie niemal całego obszaru Polski. Kraje nadbałtyckie (Estonia, Łotwa i Litwa) i tak są w zasięgu ISKANDERÓW z zachodnich obszarów Rosji. Warto też zwrócić uwagę na faktyczną potrzebę dyslokacji ISKANDERÓW w pobliżu granic Polski. Wysoka mobilność wyrzutni rakiet umożliwia bowiem ich przerzut w dowolny obszar działań np. w okresie eskalacji sytuacji kryzysowej bezpośrednio przed potencjalnym konfliktem, również do obwodu kaliningradzkiego. Poza tym stacjonowanie ISKANDERÓW w nowych garnizonach wymaga przygotowania i utrzymywania odpowiedniej infrastruktury logistycznej i szkoleniowej, a to ponosi za sobą określone, wcale nie niskie koszty. Zatem wydaje się, że gra nie podjętą decyzją o stacjonowaniu ISKANDERÓW blisko granic polskich jest typowym przykładem zastraszania i demonstrowania siły. Łatwiej jest bowiem wykorzystywać argument możliwości kaliningradzkiej dyslokacji rakiet, niż raz podjąć decyzję w tej sprawie i faktycznie zakończyć ten wątek, a jednocześnie być posądzonym o prowokacje i eskalację napięcie. Zatem sprawa ISKANDERÓW ma raczej większy wydźwięk polityczny niż militarny.

W 2007 r., po wieloletniej przerwie, Rosja wznowiła również loty patrolowe bombowców strategicznych, a w 2009 r. dalekomorskie patrole atomowych okrętów podwodnych. W sierpniu 2009 r. Amerykanie wyśledzili dwa rosyjskie okręty podwodne przemieszczające się po Atlantyku wzdłuż wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Pentagon wyraził zaniepokojenie tym faktem. Okręty nie wpłynęły wprawdzie na amerykańskie wody terytorialne ani nie podjęły żadnych działań prowokacyjnych, lecz wystąpiło zaskoczenie samą ich obecnością w tym regionie. Następnie kanadyjski samolot wojskowy śledził te okręty utrzymujące kurs północny, tym razem wzdłuż wybrzeży Kanady. Sami Rosjanie w oficjalnych komentarzach nie byli wówczas wylewni w tej sprawie. Zastępca szefa Sztabu Generalnego Rosji, generał Anatolij Nogowicyn, oświadczył, że dwa rosyjskie okręty podwodne o napędzie atomowym, które widziano u wschodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych i Kanady, przeprowadzały rutynowe patrole. Generał Nogowicyn dał do zrozumienia, że tego rodzaju patrole są rzeczą normalną i nie są warte wzmianki oraz podkreślił, że także Amerykanie wysyłają okręty podwodne na patrole w pobliżu Rosji[17].

Na początku listopada 2009 r. w mediach pojawiły się doniesienia o wydarzeniach, które można porównać niemal ze scenami z filmu „Top Gun”. Otóż 15 września 2009 r. w przestrzeni powietrznej u wybrzeży Estonii niemieckie myśliwce Eurofighter pełniące służbę w NATO-wskiej misji Air Policing w krajach nadbałtyckich, przechwyciły rosyjski samolot wczesnego wykrywania i ostrzegania Beriev A-50 (odpowiednik AWACS-a), wykonujący zapewne zadania rozpoznawcze. Niemcy bez skutku próbowali nawiązać łączność z rosyjskim samolotem. Nagle, nadleciały z naddźwiękową prędkością rosyjskie myśliwce Su-27 i pomimo, że nie otworzyły ognia stały się zagrożeniem dla Niemców, którzy stając się obiektem pościgu obrali kurs w przestrzeń powietrzną Finlandii. Tam skierowały się ku nim fińskie myśliwce F-18 i zmusiły Rosjan do odwrotu, eskortując ich aż nad wody międzynarodowe Bałtyku[18].

Mniej groźny incydent miał miejsce nad wodami Bałtyku 18 października 2010 r., kiedy to dwa rosyjskie samoloty Su-24, wleciały w przestrzeń powietrzną między dwoma łotewskimi portami - Lipawą i Windawą. Wprawdzie rosyjskie samoloty leciały nad wodami neutralnymi, jednak nie odpowiedziały na sygnał do identyfikacji. Wymusiło to start myśliwców NATO. W tym okresie NATO-wską misję Air Policing pełnili Amerykanie. Ministerstwo obrony Łotwy oceniło incydent jako bardzo nieprzyjazny gest wobec ich kraju[19].

Kolejne zdarzenie, w którym zostały użyte NATO-wskie myśliwce, tym razem niemieckich, dotyczyło przelotu dwóch rosyjskich bombowców Tu-22M w dniu 17 lutego 2012 r. w pobliżu granic Litwy i Łotwy. Przelot związany był z wcześniej nie zapowiadanymi ćwiczeniami rosyjskiego lotnictwa. Interesujące jednak jest to, że incydent ten wydarzył się w przededniu referendum na Łotwie w sprawie nadania językowi rosyjskiemu drugiego języka urzędowego[20].

Zaprezentowane przykłady demonstrowania siły militarnej wydają się być jaskrawymi przejawami rosnącej aktywności Rosji w wymiarze globalnym. Sama zaś demonstracja siły przez Rosję może spełniać podwójną rolę. Po pierwsze zdaje się ukazywać zdolność militarną do podejmowania określonych działań, a po wtóre być miernikiem reakcji państw i organizacji międzynarodowej na tego typu działania. Nie ulega wątpliwości, że na takie gesty na arenie międzynarodowej mogą pozwolić sobie państwa lub organizacje międzynarodowe, z których pozycją muszą się liczyć inne podmioty środowiska międzynarodowego.

Problematyka wykorzystywania środków siłowych w mocarstwowych dążeniach Rosji będzie kontynuowana w ostatnim artykule z serii, który będzie dotyczył wzmożonej działalności szpiegowskiej prowadzonej przez Rosję, a także najnowszej możliwościom dokonywania ataków na różne podmioty międzynarodowe, jakie stwarza wojna w cyberprzestrzeni.


[2] A. Rybczyński, „Wspólnota niepotrzebnych państw”, Gazeta Polska, 21.10.2009 r., s. 18.

[3] M. Nałęcz „Rosyjskie wojskowe bazy zagraniczne”, Bellona 1/2008, s. 182.

[4] „Rosja może rozmieścić bombowce na Kubie i w Wenezueli”, 14.03.2009 r., http://www.bankier.pl/wiadomosc/Rosja-moze-rozmiescic-bombowce-na-Kubie-i-w-Wenezueli-1923218.html

[5] „Rosja chce pomóc kubańskiej armii”, 27.10.2008 r.”, http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/rosja-chce-pomoc-kubanskiej-armii,1201043?source=rss

[6] „Rosja: Odpowiemy adekwatnie na próby militaryzacji Arktyki, 23.02.2009 r.,

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6308924,Rosja__Odpowiemy_adekwatnie_na_proby_militaryzacji.html

[7] „Rosyjskie brygady będą bronić Arktyki”, 1.07.2011 r., http://www.wprost.pl/ar/251504/Rosyjskie-brygady-beda-bronic-Arktyki/

[8] „Rosja militaryzuje Arktykę”, 09.05.2009 r., http://www.niezalezna.pl/article/show/id/20318

[9] „Putin nie wierzy w bitwę o Arktykę”, 24.09.2010 r., http://www.tvn24.pl/-1,1674879,0,1,putin-nie-wierzy-w-bitwe-o-arktyke,wiadomosc.html

[10] „Rosyjskie wojska rozpoczęły manewry Kaukaz 2009”, 29.06.2009 r., http://www.psz.pl/tekst-21164/Rosyjskie-wojska-rozpoczely-manewry-Kaukaz-2009

[11] „NATO ma zająć się rosyjskimi manewrami”, 12.11.2009 r., s. 1, Dziennik Gazeta Prawna.

[12]„Eskadra rosyjskich okrętów wpłynęła na Morze Śródziemne”, 7.10.2008 r., http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5770677,Eskadra_rosyjskich_okretow_wplynela_na_Morze_Srodziemne.html

[13] „Atomowy krążownik z flota Rosji płynie pod nos USA”, 05.10.2009 r., Onet.pl.Wiadomości.

[14] „Manewry wojsk Rosji. Kreml pokazuje swoja potęgę”, 3.07.2010 r., http://wiadomosci.onet.pl/swiat/manewry-wojsk-rosji-kreml-pokazuje-swoja-potege,1,3546519,wiadomosc.html

[15] „Będzie tarcza, będą ISKANDERY”, 11.02.2009 r., http://www.psz.pl/tekst-17296/Lawrow-Bedzie-tarcza-beda-Iskandery-w-Kaliningradzie

[16] „Rosja zbroi Flotę Bałtycką w odpowiedzi na PATRIOTY”, 21.01.2010 r. http://swiat.newsweek.pl/rosja-zbroi-flote-baltycka-w-odpowiedzi-na-patrioty,52198,1,1.html

[17] „Kanada śledzi rosyjskie okręty”, 13.08.2009 r., http://m.newsweek.pl/swiat,kanada-sledzi-rosyjskie-okrety-,42335,1,1.html

[18] „Myśliwce NATO przechwyciły rosyjski samolot wojskowy”, 3.11.2009 r. http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Mysliwce-NATO-przechwycily-rosyjski-samolot-wojskowy,wid,11656208,wiadomosc.html?ticaid=1e42a

[19] „Incydent nad Bałtykiem”, 18.10.2010 r., http://wiadomosci.onet.pl/swiat/incydent-nad-baltykiem-rosyjskie-bombowce-wymusily,1,3737308,wiadomosc.html

[20] „Myśliwce NATO nad Bałtykiem w związku z przelotem rosyjskich bombowców, 17.02.2012 r.http://wiadomosci.onet.pl/swiat/mysliwce-nato-nad-baltykiem-w-zwiazku-z-przelotem-,1,5030483,wiadomosc.html