Stany Zjednoczone jako supermocarstwo

Osiągnięcie pozycji supermocarstwa przez Stany Zjednoczone było długim procesem, wyznaczonym tak ważnymi momentami i etapami, jak pomyślne zakończenie wojny secesyjnej, dynamiczny rozwój gospodarczy na przełomie XIX i XX wieku, a także I i II wojna światowa, a w końcu rozpad Związku Radzieckiego i przeżywanie przez Amerykę najdłuższego, najintensywniejszego rozwoju w swojej historii.

Zasada, którą przedstawił pierwszy prezydent USA George’a Washington w słynnym Farewell Address z 1796 r., dotycząca izolacjonizmu, oznaczająca uniezależnienie rozwoju USA od ambicji, rywalizacji oraz dążeń innych państw, zwłaszcza europejskich, może zostać uznana za punkt wyjścia.

Stany Zjednoczone stosowały zasadę izolacjonizmu na przestrzeni ponad 100 lat. Polegała ona na trzymaniu się z dala od sporów i konfliktów, jakie toczyły się głównie w Europie. Pierwszym prezydentem, który próbował odejść od izolacjonizmu i uczynić ze Stanów Zjednoczonych wpływowe mocarstwo, był Thomas Woodrow Wilson. Hołdował on drugiej ważnej zasadzie działania USA na zewnątrz – posłannictwu amerykańskiemu, czyli promowaniu wolności, sprawiedliwości oraz demokracji. W myśl tej filozofii (ale nie tylko) zaangażował Amerykę w I wojnę światową, a później próbował zgodnie ze swoimi poglądami ukształtować powojenny porządek na świecie. Nie przyniosło to większego powodzenia. W okresie międzywojennym USA powróciły na tory izolacjonizmu, skupiając się na pomnażaniu własnego dobrobytu i zabieganiu o własne interesy[1].

Wszystko zmieniła II wojna światowa, z której Stany Zjednoczone wyłoniły się jako wielkie mocarstwo, dysponujące bronią tomową, potężnymi zasobami złota i silną gospodarką. Większość krajów po wojnie była zdana na pomoc udzieloną od USA, co zostało zrealizowane w formie Planu Marshalla[2].

Po II wojnie Stany Zjednoczone zaangażowały się w zimnowojenną rywalizację ze Związkiem Radzieckim, z której wyszły zwycięsko, co przypieczętowało ich pozycję supermocarstwa i globalnego lidera.

Polityka globalna USA

USA jako supermocarstwo angażuje się w wielu regionach świata na różne sposoby. W latach 90-tych najwięcej wyzwań dla Stanów Zjednoczonych pochodziło z regionu Bliskiego Wschodu, którego znaczenie dla amerykańskiej administracji rosło już we wcześniejszych dekadach. Na początku 1991 roku koalicja zmontowana przez USA zbrojnie zlikwidowała aneksję Kuwejtu przez Irak z sierpnia 1990 roku. Ponadto Waszyngton zmierzał do izolowania teokratycznego reżimu w Iranie oraz aktywnie angażował się w zapoczątkowanym w 1991 roku bliskowschodnim procesie pokojowym.

W Europie najwięcej uwagi pochłaniało ułożenie na nowo stosunków z Federacją Rosyjską, w tym zwłaszcza zabezpieczenie poradzieckiej broni jądrowej i materiałów radioaktywnych, a także wspieranie transformacji ustrojowej państw byłego Bloku Wschodniego, które zaczęły być wciągane do struktur ekonomicznych i bezpieczeństwa Zachodu: w 1999 roku Polska, Czechy i Węgry dzięki zdecydowanemu poparciu USA, uzyskały członkowstwo w NATO.      

Zamachy terrorystyczne w Nowym Jorku i Waszyngtonie 11 września 2001 roku zmieniły priorytety administracji USA w polityce zagranicznej. Walka z terroryzmem i rozprzestrzenianiem się broni masowego rażenia stały się osią polityki zagranicznej USA. Administracja George’a W. Busha od października do grudnia 2001 roku przeprowadziła wspólnie z afgańską opozycją kampanię militarną przeciw Talibom władającym Afganistanem. Oskarżano ich o ukrywanie przywódców al-Kaidy, która jest odpowiedzialna za zamachy z 11 września.

W marcu-kwietniu 2003 roku koalicja pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych obaliła reżim Saddama Husajna w Iraku. Oficjalną przyczyną były podejrzenia o dążenie do wejścia w posiadanie broni masowej zagłady. Te dwie wojny zdominowały politykę USA w pierwszej dekadzie nowego tysiąclecia. Konflikt w Iraku po usunięciu Husajna ulegał stopniowej eskalacji, której apogeum zostało osiągnięte w 2006-2007 roku i wymagało stacjonowania ponad 150 tys. żołnierzy amerykańskich.

Jednocześnie w 2005 roku ponownie nasilał się konflikt w Afganistanie. USA poświęcały również sporo dużo uwagi przeciwdziałaniu proliferacji broni masowej zagłady, m.in. sprzeciwiając się programom nuklearnym Iranu i Korei Północnej, jednakże notowały tu przeważnie niepowodzenia w obliczu niezłomnej determinacji obu tych krajów.

Demokratyczna administracja Baracka Obamy, znajdująca się u władzy od 2009 roku, wprowadziła jedną zasadniczą zmianę w priorytetach amerykańskiej polityki zagranicznej, podejmując działania mające na celu całkowite wycofanie wojsk z Iraku i skoncentrowanie uwagi na pogarszającym się konflikcie w Afganistanie oraz sąsiednim Pakistanie. Starano się też zwiększyć reputację międzynarodową USA, zwłaszcza wśród krajów muzułmańskich, angażując się w próby reaktywacji bliskowschodniego procesu pokojowego i sygnalizując gotowość do dialogu z państwami uważanymi dotąd za największych wrogów Ameryki, takimi jak Syria, Iran czy Sudan.

Oznaką łagodniejszej, bardziej pojednawczej polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych po objęciu urzędu prezydenta przez Obamę była naprawa stosunków z Rosją, którą określano hasłem „reset”[3]. Niemniej jednak na najważniejszego partnera zagranicznego wyrosła aspirująca do roli supermocarstwa Chińska Republika Ludowa. Jednocześnie, stając w obliczu wzrastającej w bardzo szybkim tempie potęgi ChRL i jej coraz większej asertywności w najbliższym sąsiedztwie, Waszyngton starał się wszelkimi sposobami umocnić swoją pozycję strategiczną w regionie Azji i Pacyfiku, poszukując nowych partnerów oraz zacieśniając powiązania z dotychczasowymi sojusznikami, co w 2011 roku zaczęto nazywać azjatyckim „piwotem” w polityce zagranicznej USA. Osobistym wkładem Obamy były działania na rzecz rozbrojenia nuklearnego, które już w 2009 roku niespodziewanie przyniosły mu Pokojową Nagrodę Nobla[4].

Polityka USA, której zasięg obejmuje praktycznie cały świat, świadczy o jej mocarstwowej pozycji. Ponadto świadczy o niej również rola Stanów Zjednoczonych w organizacjach międzynarodowych, takich jak ONZ czy NATO. W ONZ Stany Zjednoczone są członkiem Rady Bezpieczeństwa, która jest jedynym organem międzynarodowym mogącym w mocy prawa międzynarodowego decydować o podejmowaniu interwencji różnego rodzaju w różnych regionach świata, gdy jest to uzasadnione. USA posiadają prawo weta, w związku z czym jeśli nie wyrażą zgody na jakąś akcję, nie może ona zostać podjęta (za wyjątkiem sytuacji, w której Zgromadzenie Ogólne decyduje o podjęciu działań w związku z wydarzeniami zagrażającymi pokojowi i życiu ludzkiemu na większą skalę)[5]. Silną pozycję Stany Zjednoczone mają również w NATO, gdzie mają największy wkład finansowy i osobowy, a także w regionalnych organizacjach półkuli zachodniej.

Siły zbrojne

Stany Zjednoczone dysponują współcześnie najpotężniejszą i najbardziej nowoczesną armią na świecie. Wielkość armii odpowiada globalnym aspiracjom USA, które utrzymują swoje jednostki wojskowe w różnych regionach świata.

Pod względem liczebności armia USA znajduje się obecnie na drugim miejscu na świecie. Według stanu na 31 października 2012 roku całkowita liczba żołnierzy wynosiła 1 438 638. Wśród nich 548 283 to Siły Lądowe (Army), 317 587 – Marynarka Wojenna (Navy), 197 775 – Korpus Piechoty Morskiej (Marine Corps), 332,320 – Siły Powietrzne (Air Force) oraz 42,673 – Straż Wybrzeża (Coast Guard)[6]. Wszystko to stanowią wojsko zawodowe, które dodatkowo jest wspierane przez Gwardię Narodową oraz Rezerwę.

Trudno wskazać konkretny rodzaj sił zbrojnych rozwijany bardziej od pozostałych. Siły lądowe są największe pod względem liczby żołnierzy oraz wydatków (stanowią ok. 1/3 budżetu obronnego), ale z drugiej strony za najbardziej skuteczne obecnie uważane są siły powietrzne i właśnie z tymi wojskami związana jest największa liczba projektów rozwojowych. Służba wojskowa w USA obecnie nie jest obowiązkowa. O miejsce w armii ubiegać się mogą służyć zarówno mężczyźni, jak i kobiety od 18 roku życia.

Wydatki wojskowe Stanów Zjednoczonych wynoszą ok. 4% PKB. Pod tym względem kraj zajmuje 25 miejsce na świecie.  Jednak gdy przełożymy to na liczby bezwzględne, USA posiadają największy budżet obronny na świecie, co przekłada się na znaczną przewagę technologiczną nad innymi państwami[7]. Wysokość tego budżetu w 2010 roku wyniosła 693 mld USD, co stanowiło niemal połowę wydatków światowych. 534 mld USD tej kwoty to tzw. budżet bazowy (wydatki podstawowe), który mimo że nie jest dedykowany bezpośrednio operacjom w Afganistanie i Iraku, to pewne jego segmenty są z tym związane[8].

Najważniejszymi maszynami wojennymi USA są m.in. niewykrywalne (technologia stealth) samoloty bojowe F-22 Raptor, śmigłowce AH-64 Apache, myśliwce F-35 Lightning II, bezzałogowe samoloty rozpoznawcze RQ-4 Global Hawk, bombowce B-2 Spirit (zasięg 11 tys. km), nowoczesne łodzie podwodne (np. klasy Virginia), atomowe lotniskowce klasy Nimitz (mogą pływać bez przerwy przez 20 lat), czy niewielkie roboty wspomagające działania żołnierzy.

O potędze USA w zakresie siły militarnej świadczy również drugi na świecie, po Federacji Rosyjskiej, arsenał nuklearny. Obecnie armia USA dysponuje około 9,6 tys.  głowic (Rosja zaś 12 tys.). Szacuje się, że całkowita liczba głowic nuklearnych na świecie to ok. 22,6, więc liczba głowic USA stanowi ok. 40% światowego arsenału. Niespełna 2 tys. amerykańskich głowic nuklearnych to tzw. głowice strategiczne, a ponad 2,4 tys. zalicza się do tzw. głowic operacyjnych.  Należy zaznaczyć, że nie jest ważna jedynie sama liczba posiadanych głowic, lecz także praktyczna możliwość ich zastosowania, zdolność przenoszenia czy posiadanie technologii użycia kilkunastu niezależnych głowic przenoszonych jednym pociskiem (MIRV)[9].

Ambicje Stanów Zjednoczonych sięgają znacznie dalej, niż tylko na terenie naszej planety. W ciągu ostatnich kilku lat Amerykanie wypuszczają w kosmos wahadłowce. Ostatnim, jaki miał polecieć, był X-37B.

Jedyną nieutajnioną informacją lotu oznaczonego jako OTV-3 (Orbital Test Vehicle, trójka to oznaczenie trzeciego lotu) będzie prawdopodobne lądowanie na Florydzie, na lotnisku w kosmodromie NASA, które do niedawna było wykorzystywane przez normalne wahadłowce. Loty OTV-1 i OTV-2 kończyły się w bazie Vandenberg na drugim wybrzeżu USA, na zapasowym lądowisku dla cywilnych wahadłowców.

Niewiele obecnie wiadomo na temat lotu OTV-3. Wykona go starszy z dwóch egzemplarzy X-37B, który jako pierwszy poleciał w kosmos w 2010 roku. Automatyczny wahadłowiec spędził wówczas na orbicie 225 dni. Jego bliźniak wystartował w swój dziewiczy lot rok później i spędził nad Ziemią aż 469 dni.

Koncern Boeing, który wyprodukował X-37B, poinformował przed pierwszym lotem, że jego dzieło powinno wytrzymać lot trwający 270 dni. Nie wiadomo, czy również tym razem USAF będzie próbowało bić rekordy i OTV-3 spędzi na orbicie ponad rok. Nie wiadomo też, co właściwie wojskowy wahadłowiec będzie robił w kosmosie przez cały ten czas. Pentagon za każdy razem informuje jedynie zdawkowo o prowadzeniu "testów i eksperymentów". Szczegółowe informacje na ten temat są trzymane w ścisłej tajemnicy. Dotychczas nie było praktycznie żadnych przecieków, nie mówiąc o oficjalnych oświadczeniach[10].



Newsletter



Wiadomość HTML?