Główne problemy globalne

Między państwami zawiązują się rozmaite konfiguracje wzajemnych zależności, zazwyczaj niesymetrycznych pod względem siły. Współzależności i wzajemne uwarunkowania stają się coraz ściślejsze, tzn. zdarzenia i zjawiska zachodzące w jednym miejscu naszego globu wywołują coraz silniejszą i szybszą reakcję w innych miejscach. Mimo że świat jest niewątpliwie niesłychanie podzielony i zróżnicowany pod wieloma względami (poziomu rozwoju, dobrobytu, systemu ekonomicznego itp.), zarazem wydaje się paradoksalnie coraz bardziej "jeden", coraz "mniejszy". Sprawia to szybkość przekazu informacji oraz szybkość środków transportu.

Owa "jedność" świata sprzyja wykształcaniu się globalnej świadomości. Ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że świat jako całość stoi w obliczu wielu zagrożeń i problemów do niedawna nie dostrzeganych. Umiędzynarodowieniu uległo nie tylko życie gospodarcze, ale również problemy z nim związane. Uwikłani we własne trudności i dylematy, nie zawsze zdajemy sobie w pełni sprawę z wagi problemów stojących przed światem jako całością. A przecież one również nas dotyczą, choć nie w sposób bezpośredni. Poniżej przedstawiamy zarys ważniejszych - naszym zdaniem - problemów globalnych, które trwale obciążają rozwój gospodarki światowej końca XX wieku.

Problemy demograficzne

W latach 1950-1985 liczba ludności świata podwoiła się i sięgała 5 mld. O ile przez całe pierwsze tysiąclecie naszej ery liczba ludzi na świecie była prawie stała, o tyle po II wojnie światowej liczba ta wzrasta w tempie 2% rocznie, co powoduje podwojenie jej w ciągu 35-40 lat. Co roku na świecie przybywa zatem około 100 min ludzi, którzy powinni być odziani, nakarmieni, a w niedalekiej przyszłości powinno powstać prawie tyleż nowych miejsc pracy i mieszkań. Tak powinno być, jeśli życie człowieka ma być godziwe.

Tak jednak nie jest. Tak nie jest zwłaszcza tam, gdzie przyrost demograficzny jest najwyższy, czyli w krajach słabiej rozwiniętych, gdzie w latach 1950-1985 liczba ludności podwoiła się, podczas gdy w Europie i Ameryce Północnej wzrosła tylko o połowę. Co zatem powoduje, że w Bangladeszu, Egipcie, Nigerii, Pakistanie przyrost jest tak wysoki (2,5-3,5% rocznie)? Przyczyn zdaje się być wiele, ale praprzyczyna jest jedna - ubóstwo. W Trzecim Świecie około 3/4 ludności nie ma stałej pracy, a więc i regularnych dochodów (płacy), nie mówiąc o emeryturze. Dzieci są więc jedyną inwestycją zabezpieczającą przyszłość. Rodzice mają wiele dzieci, gdyż oczekują, że przynajmniej cześć dzieci przeżyje i będzie żyła dostatecznie długo, aby zatroszczyć się o rodziców na starość, a przedtem pomóc im w pracy. Dodatkowe czynniki stymulujące przyrost naturalny to:

  • rozpowszechnienie elementarnych środków medycznych, co ograniczyło śmiertelność niemowląt i dzieci,
  • tradycyjne wzorce kulturowe, w których rola kobiety spełnia się dzięki potomstwu.

Dlatego kluczem do przełamania problemu przeludnienia jest przerwanie niedorozwoju. Rozwój gospodarczy daje ludziom pracę, poczucie stabilności i bezpieczeństwa ekonomicznego, dzieci przestają być jedynym zabezpieczeniem przyszłości. Oświata przyczynia się do przełamania niechęci do dyskutowania delikatnych zagadnień planowania rodziny. Niestety trudno jest dać receptę (a jeszcze trudniej ją zrealizować) na rozwój gospodarczy Trzeciego Świata, o czym wspominamy także dalej.

Problemy wyżywienia

Stale rosnąca liczba ludności świata nieuchronnie wywiera presję na popyt na żywność. Przodują w tym często zaludnione regiony Trzeciego Świata, ale nie wyłącznie; od lat siedemdziesiątych poważnymi importerami zbóż i pasz były także ZSRR i kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Tak więc w ostatnim ćwierćwieczu XX wieku nastąpiło przekształcenie się tradycyjnych eksporterów żywności w importerów. Co gorsza dla nich, nie wynika to z ekonomicznej nieopłacalności produkcji rolnej w tych krajach, lecz z prostej niezdolności rolnictwa do zwiększenia podaży żywności. Rolnictwo tych regionów jest zacofane: zatrudnia znaczną (w Trzecim Świecie więcej niż połowę, czasami znacznie więcej) część ludności, ale praca jej jest mało wydajna, używane są bowiem prymitywne techniki upraw, prymitywne narzędzia i środki. Tak więc rolnictwo nie zawsze jest w stanie wytworzyć ilość żywności dostateczną dla samej ludności wiejskiej; tym bardziej nie ma wtedy mowy o wyprodukowaniu nadwyżki dla szybko przyrastającej ludności miejskiej.

Gwoli ścisłości należy dodać, że sytuacja w zakresie wyżywienia i rolnictwa jest bardzo zróżnicowana w Trzecim Świecie. Na przykład w Chinach i Indiach produkcja żywności jest wystarczająca; z wyjątkiem Bangladeszu reszta Azji nie cierpi niedostatku żywności, podobnie jest w Ameryce Łacińskiej (prócz Kuby, Nikaragui i niektórych niewielkich obszarów innych krajów). Natomiast wielki problem stanowi niewydolność rolnictwa afrykańskiego, zwłaszcza Czarnej Afryki. Tam niedobory żywności mają charakter trwały.

Dzięki wielkim nadwyżkom produkcyjnym żywności w Ameryce Północnej, Australii i Europie Zachodniej światowy rynek żywnościowy jest zbliżony do stanu równowagi. Tej równowadze towarzyszy jednak niechlubne dla ludzkości końca XX wieku zjawisko występowania lokalnych stref niedożywienia oraz - okresowo - głodu. Sytuacja ta wymaga od władz krajów o niedostatecznie rozwiniętym rolnictwie podjęcia długofalowej polityki modernizacji tego sektora. Społeczność międzynarodowa (przede wszystkim państwa Zachodu) może przyjść tym krajom z pomocą techniczną, doradczą, kapitałową itp., lecz nie może ich wyręczać przez permanentną pomoc żywnościową w naturze. Z kolei ograniczone możliwości płatnicze krajów-importerów żywności praktycznie wykluczają dalszy wzrost przywozu żywności. Kraje te muszą usilnie dążyć do samowystarczalności żywnościowej, albowiem w ich przypadku alternatywą jest potęgujące się niedożywienie, a w skrajnym przypadku - głód.

Ograniczoność bogactw naturalnych

Ekspansja gospodarcza, która miała miejsce w różnych częściach świata, pociąga za sobą wzrost popytu na właściwie wszystkie bogactwa natury będące w dyspozycji człowieka. W konsekwencji może prowadzić do wyczerpywania się zasobów nieodnawialnych, takich jak złoża minerałów. W latach siedemdziesiątych światowa opinia publiczna została zaalarmowana przewidywaniami szybkiego wyeksploatowania zasobów surowców energetycznych (ropy naftowej i gazu ziemnego). Podobne prognozy odnosiły się do innych surowców mineralnych, choć tu moment wyczerpania się zasobów przesunięty był dalej w przyszłość.

Niewątpliwie fizyczna skończoność naszej planety i jej zasobów, także ziemi, stanowi istotny dylemat dla perspektyw wzrostu gospodarczego świata. Jeśli założyć, że świat będzie się rozwijał w kierunkach dotychczasowych, to oczywiście skończoność jawi się jako próg globalnego kataklizmu. Czy istnieją jakieś czynniki przeciwdziałające urzeczywistnieniu tej ponurej wizji? Na szczęście odpowiedź jest twierdząca.

Po pierwsze, mechanizm cenowy odgrywa ważną rolę w ukierunkowaniu działalności gospodarczej człowieka. Sprawia on, że w miarę wyczerpywania zasobu nieodnawialnego jego cena zwykle rośnie w stosunku do innych. Powoduje to w gospodarce procesy dostosowawcze, polegające na powstaniu nowych technologii wykorzystujących względnie tańsze zasoby; zjawisko to nosi nazwę efektu substytucji.

Po drugie, mamy do czynienia z działaniami władz, które mogą do pewnego stopnia wpływać na sposoby i kierunki użytkowania środowiska naturalnego. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy mechanizm rynkowy nie funkcjonuje dostatecznie sprawnie. Rynek daje w zasadzie sygnały dotyczące bieżącej sytuacji, sam w sobie nie jest jednak źródłem informacji i bodźców o charakterze długofalowym. Dlatego w takim przypadku usprawiedliwione wydaje się uzupełnienie mechanizmu cenowego działalnością państwa. Może ona przyjąć formę działań administracyjnych (np. zakazu lub limitu eksploatacji danego surowca) albo bodźców ekonomicznych (ulgi podatkowe, preferencje kredytowe itp.).

W przytoczonym wyżej przykładzie ropy naftowej zadziałały na Zachodzie oba czynniki . Wzrost cen doprowadził w pierwszej fazie reakcji do fizycznego zmniejszenia jej zużycia. Następnie wystąpiły procesy adaptacji nowych technologii: technologii energooszczędnych, wykorzystania nowych nośników energii (energia jądrowa, wodna itp.). Samoczynne procesy gospodarcze były wspierane przez instytucje, fundusze i badania państwowe.

Zagrożenia dla środowiska naturalnego

Rozszerzające się wykorzystanie naturalnego środowiska człowieka w procesie gospodarowania prowadzi do napięć nie tylko z powodu ograniczoności zasobów, lecz także ze względu na to, iż eksploatacja ich wiąże się z niszczeniem i zanieczyszczaniem środowiska. Niszczenie rozpoczyna się już na początku procesu produkcji - podczas czerpania zasobów. Wycinanie bądź wypalanie lasów, odkrywkowa eksploatacja minerałów, połów ryb i polowania na zwierzynę - to wszystko zakłóca harmonię natury i równowagę środowiska. Dalszy etap niszczenia odbywa się w trakcie konwersji zasobów w produkty finalne: fabryki zatruwają dymami, wyziewami i ściekami powietrze i wody rzek oraz mórz. Na koniec wreszcie odpady, resztki i śmieci pozostałe po konsumpcji dóbr także zatruwają środowisko.

Zagrożeniu podlega każdy fragment środowiska: ziemia, powietrze i woda. Wiele zagrożeń ma specyficzny charakter "ponadnarodowy"; występuje nie tylko w miejscu skażenia, ale rozprzestrzenia się daleko poza tym miejscem. Jest to również świadectwem tego, że świat jest jeden, że nie można się z niego wyizolować.

Najszybciej to dostrzeżono i rozpoczęto przeciwdziałanie dewastacji środowiska w krajach Zachodu, gdzie szkody były największe, ale także środki przeciwdziałające - najzasobniejsze. Dziś w niektórych regionach Europy Zachodniej i Ameryki Północnej osiągnięto poważne sukcesy w restauracji i ochronie środowiska. Częściowo jest to wątpliwą zasługą tzw. eksportu przemysłów zatruwających do państw stojących niżej w hierarchii rozwoju. Częściowo wynika to z samorzutnego podjęcia takiej produkcji w tej grupie krajów. W decydującej jednak części jest to rezultat świadomej, konsekwentnej i dobrze zaplanowanej polityki władz.

Jest oczywiste, że do wyeliminowania zagrożeń stojących przed całą gospodarką światową niezbędne jest najpierw uświadomienie ich sobie przez całą społeczność międzynarodową, a następnie zmobilizowanie środków i skuteczne, planowe ich użycie w celu zapobieżenia dalszej degradacji środowiska. Nieodzowna będzie międzynarodowa koordynacja działań w tej dziedzinie. Podkreślić trzeba raz jeszcze, że warunkiem wstępnym poprawy stanu środowiska jest powszechne zrozumienie tego, że w interesie całej ludzkości jest odejście od rabunkowych metod eksploatacji przyrody i od zachowań ludzkich ignorujących elementarne prawa natury. Łamanie tych praw jest samobójstwem rozciągniętym w czasie.

Dysproporcje rozwojowe

Poszczególne kraje i regiony rozwijają się w różnym tempie. Współczesny świat jest bardzo zróżnicowany pod względem poziomu rozwoju gospodarczego i dobrobytu narodów. Obejmuje on m.in. wysoko rozwinięty Zachód (gdzie produkt krajowy brutto per capita wynosił w 1993 r. 14-25 tys. doi. rocznie), azjatyckie kraje nowo uprzemysłowione (3-21 tys. doi.), latynoamerykańskie kraje nowo uprzemysłowione (5500-8700 doi.), europejskie kraje postkomunistyczne (2200-8400 doi.), jak również Chiny i Indie (2300 i 1200 doi.), kraje Sahelu (średnio około 1300 doi.), a także małe państwa naftowe Zatoki Perskiej (15-2L tys. doi.).

Rozpiętości dochodowe powiększają się w liczbach bezwzględnych. Na przykład dwuprocentowe tempo wzrostu gospodarczego per capita w Stanach Zjednoczonych daje roczny przyrost rzędu 500 doi. (24700 x 102% = 25 194). Wysokie, pięcioprocentowe tempo wzrostu w Polsce daje przyrost tylko 235 doi. (4700 x 105% = 4935). O ile w pierwszym roku różnica poziomu dochodów między Stanami Zjednoczonymi a Polską wynosiła 20 000 doi., to w następnym roku różnica ta wzrośnie do 20 259 doi. (24 700 - 4700 = 20 000 i 25 194 - 4935 = 20 259).

Czy Polska "dogoni" Stany Zjednoczone pod względem dochodu per capita? Teoretycznie ma taką szansę. Przy założeniach wzrostu: Stany Zjednoczone 2%, Polska 5%, ich dochody per capita zrównałyby się jednak dopiero po pięćdziesięciu czterech latach. Tak wynika z prostych rachunków. Czy jest to możliwe w praktyce? Mało prawdopodobne wydaje się utrzymanie przez ponad 50 lat tak wysokiej różnicy w tempie wzrostu.

Powyższe hipotetyczne przykłady ilustrują, jak trudno "przeskoczyć"dystans dzielący kraje zamożne i zaawansowane w rozwoju oraz ubogie i zacofane. Nie jest to jednak niemożliwe, przynajmniej w niektórych przypadkach. Świadczy o tym historia gospodarcza świata; zmienność centrów rozwoju, o której była mowa wcześniej, a także przykłady krajów, które w XX wieku dokonały "wielkiego skoku" w rozwoju w ciągu kilkudziesięciu lat (kraje skandynawskie, Japonia, Tajwan), dowodzą, że w sprzyjających warunkach pościg za czołówką światową może się powieść.

Dysproporcje rozwojowe wyrażają się nie tylko różnicami w zamożności narodów. Różnice te są jedynie pochodną różnic w poziomie rozwoju. Te ostatnie zaś są rezultatem odmienności dróg rozwojowych, odzwierciedleniem różnic poziomu zaawansowania techniki i technologii, kultury technicznej, systemu organizacji życia gospodarczego, etyki pracy i wielu innych czynników. Te właśnie różnice, stanowiące spuściznę historii i dziedzictwo odmiennych kultur, czynią proces przezwyciężania dysproporcji rozwojowych tak trudnym.

Zadłużenie międzynarodowe

W latach siedemdziesiątych nastąpił ogromny wzrost kredytów udzielonych przez banki prywatne i inne instytucje finansowe Zachodu krajom rozwijającym się oraz krajom o gospodarce centralnie planowanej. W okresie 1973-1981 wartość tych kredytów rosła średnio w tempie około 25% rocznie. Środki finansowe pochodziły głównie z wkładów krajów "naftowych", które po podwyżkach cen ropy naftowej lokowały dużą część dochodów z eksportu w bankach zachodnich.

Na początku lat osiemdziesiątych okazało się, że wiele krajów-kredytobiorców nie jest w stanie spłacać regularnie i w całości odsetek od zaciągniętych pożyczek, nie mówiąc już o spłacie rat kapitału właściwego. Aby umożliwić tzw. obsługę długu (spłatę oprocentowania), banki i rządy państw zachodnich zmuszone były w przypadkach wielkich dłużników (Brazylia, Meksyk, Argentyna oraz kilkanaście innych państw, w tym Polska) dokonać restrukturyzacji ich zadłużenia. Polega ona na uzgodnieniu przesunięcia terminów płatności, a niekiedy także innych warunków płatności. Nieliczne państwa dłużnicze okresowo lub częściowo zawiesiły spłatę zadłużenia.

Przyczyn kryzysu płatniczego należy upatrywać w trzech zjawiskach. Po pierwsze, w decydującym stopniu kredyty zostały wykorzystane niedostatecznie efektywnie przez kredytobiorców. Nie chodzi tu nawet o jawne nadużycia, co nie było rzadkością (zakupy zbrojeniowe, zawłaszczenie przez skorumpowane władze itp.), lecz o błędną politykę ekonomiczną, która kreowała niewłaściwe kierunki użycia zewnętrznych funduszy. Po drugie, w pewnej mierze do owego kryzysu przyczyniły się obiektywne czynniki o charakterze rynkowo-koniunkturalnym na Zachodzie, m.in. krótkotrwała recesja na początku lat osiemdziesiątych ograniczająca możliwości eksportowe (a więc i dochody na spłatę długu) dłużników, znaczny wzrost stopy procentowej na światowych rynkach finansowych, spadek cen wielu podstawowych towarów eksportowych dłużników i okresowo bardzo wysoki kurs dolara, którym reguluje się większość zobowiązań. Po trzecie, jakkolwiek niemoralne jest chyba przypisywanie choćby części "winy" za niewypłacalność dłużnika wierzycielowi, niemniej jednak bezsporne jest to, że pożyczkodawcy nie zachowali dostatecznej ostrożności, bezkrytycznie i nazbyt optymistycznie szacując zdolności absorpcji kredytów i późniejszego ich zwrotu.

Perspektywy rozwiązania problemu zadłużenia są niejasne. Mimo prób międzynarodowej koordynacji działań zarówno po stronie dłużników, jak i wierzycieli, nie należy oczekiwać "jednego, generalnego i globalnego "rozwiązania. Bardzo mało prawdopodobne są przypadki spłaty długu za wszelką cenę (casus Rumunii w końcu lat osiemdziesiątych), tj. kosztem dramatycznych ograniczeń konsumpcji i stagnacji. Nie jest powszechnie możliwym rozwiązaniem umorzenie części długu, co jak dotąd udało się uzyskać Meksykowi, Polsce, Egiptowi i kilkunastu najuboższym krajom Afryki. Większość krajów dłużniczych musi podejmować drogę pośrednią - restrukturyzacja plus polityka dostosowawcza uzgodniona z wierzycielami, wspomagana w pewnym zakresie nowymi środkami z zagranicy.

Źródło: R. Milewski (red.), Elementarne zagadnienia ekonomii, Warszawa 2002.

Newsletter



Wiadomość HTML?