CV utopii Platona

Wyobrażałem sobie, że będą rządzić państwem
w ten sposób, iż z drogi nieprawości
do prawych przywiodą je obyczajów.
Platon, „List VII”

Nie łatwa to sprawa napisać coś na temat życia Platona, tak jednak, by owa informacja była z jednej strony przydatna ze względu na cel tej pracy, a mianowicie jakoś tłumaczyła koncepcję państwa idealnego rzeczonego autora, a z drugiej nie była powtarzaniem tego, co inni już niezliczoną liczbę razy byli popełnili. Trzeba przy tym pamiętać o głównym wymogu, jaki samej prawdzie stawia Arystokles, bo takie jest jego prawdziwe imię, a Platonem nazwany dla swojej barczystej budowy ciała, a mianowicie, że: „Kto nie jest wewnętrznie zrośnięty i spokrewniony z tym, co moralne i piękne, ten (...) nigdy nie pozna prawdy o dobru i złu”.

Zamierzony temat, chociaż ociera się o utopię, słowo, które na przestrzeni dziejów kultury europejskiej zmieniało swe konotacje, bagatelny nie jest, gdyż, o ile byli byśmy skłonni koncepcje utopijne przypisywać ludzkiemu szaleństwu, to jednak w mniemaniu Platona „Szaleństwo jest piękniejsze od rozumu, bo pochodzi od Boga, rozum zaś - od człowieka”, a z bogiem, któż się zadrzeć odważy, nie będąc przykładowo marksistą, choć i ten, jak mówi L. Kołakowski mitologię uprawia?!

Twierdzić, że Platon utopistą nie był, czy to nie przypadkiem nieprawdę za prawdę podawać, samemu założycielowi Akademii czyniąc tym samym przysługę niedźwiedzią. Bo też działanie takie w oczach, które w samą Prawdę nawykłe były patrzeć, uchodzić miało za kamień obrazy śmiało ciskany w nauczycieli zwodniczej nauki, sofistami zwanych, chociaż ci przez to samo, że sztuką swoją do myślenia obywateli pobudzali, potępieni całkiem przez Platona nie byli. „Co do klasy sofistów uważam ich za bardzo biegłych w dyskusjach i innych pięknych rzeczach, lecz boję się, że (…) nie mogliby zrozumieć tego, co filozofowie i zarazem politycy, działający na wojnie i w walkach, i biorący w nich udział czynem i słowem mogliby uczynić czy powiedzieć”[1].

Bez większych ceregieli przyjmuje się za fakt - teorię dziedziczenia społecznego, co też wydatnie doświadczenie potwierdza, a historia dokumentuje. Marksizm tę myśl nawet w ideę fundamentalną dla swego systemu przekuł, stanowiąc „byt określa świadomość”, a twierdzenie przeciwne za reakcyjne mając, sankcją łagru je obwarował, gdy straż nad czystością doktryny Józef Stalin w kraju nam sąsiednim przejął. Ale historia to proces dialektyczny, i wcale w nie Heglowskim rozumieniu dziejów, choć samo źródło idei napędzającej optymizm tej sztandarowej postaci niemieckiego idealizm, także Platonowi nie było obce – Heraklita koncepcja cyklicznych przemian. Kiedyś wybitne jednostki, dziś także, ale w sprawach zazwyczaj tylko jednostkowych, bo w kwestiach, bez względu na to czy społecznych czy ekonomicznych, a może w ogóle czysto teoretycznych dla ich złożenia mogą coś zdziałać jedynie zespoły fachowców. I Założyciel Akademii do tych pierwszych przynależy, mimo że jego urodzenie w domu arystokratów, czyniło zeń fortuny dziedzica, a przez nią i spadkobiercę ten stan rzeczy zachowujących idei politycznych.

Idzie o to, że czasy, w których Platonowi żyć przypadło takiż ferment kulturowy przepełniał, że kategorie ram wiedzy odziedziczonej po filozofach jońskich i presokratykach ładu w życie cywilizacyjne i społeczne wprowadzić nie mogły. Wytworzyło się coś, co Margared Mead społeczeństwem koofiguratywnym by nazwała. Społeczny kontekst organizacyjny wg niej tworzy się „ przez komunikację i wzajemną akceptację zachowania jednostkowych organizmów, które biorą udział w tym procesie, i które ten proces posuwają naprzód”[2]. Bo też i oni, sami Grecy to o sobie mówią, że do nowej tradycji należą: <<Wtem jeden z kapłanów bardzo starych zawołał: „Solonie, Solonie, wy Grecy jesteście zawsze młodzi, a Grek stary w ogóle nie istnieje”. Gdy Solon to usłyszał, zapytał go: „jak to rozumiesz? Co chcesz przez to powiedzieć? „Wy, odpowiedział kapłan, jesteście wszyscy młodzi duszą, bo w niej nie macie złożonego żadnego poglądu, który by pochodził od starej tradycji, ani żadnej nauki wyblakłej przez czas>>[3].

Mówią, że jak bóg chce kogoś pokarać, to rozum mu odbierze. Trudno przypuszczać, że to samo mogło spotkać Platona, choć takie przypuszczenie po lekturze jego „Państwa” narodzić się może, bo tylko wizją szaleńca zda się można tłumaczyć koncepcję republiki, której przydomek totalitarnej niektórzy współcześni nam przydają, a nawet z obozem koncentracyjnym było, że porównywali. Absolutnie, nie taki los Moiry zawistne mu gotowały. On pod nieba opieką był zrodzon, by robotę Prometeusza wesprzeć, mając za sobą opiekuna wyroczni, bo jak powiada Diogenes Leartios, powołując się przy tym na „Kronikę” Apollodora: „Platon urodził się w siódmym dniu miesiąca Targeliona w czasie osiemdziesiątej ósmej Olimpiady [428 - 425 p. n. e.], a więc w dniu, w którym według wierzeń Delijczyków urodził się Apollo”[4].

Powszechnie znana była legenda o cudownych narodzinach Platona, którego Arystoteles, jego uczeń, uhonorował później ołtarzem wzniesionym w ogrodzie Akademii. Ojciec Platona, Aryston, ponoć na boskie polecenie powstrzymał się od obcowania ze swą dziewiczą małżonką Periktione, póki nie urodziła ona chłopca spłodzonego przez boga Apollina. Tę legendę opowiada już Speusippos, siostrzeniec filozofa, w swoim dziele gloryfikującym Platona.

Historia o mitycznym pochodzeniu Platon sankcjonuje wertykalnie racjonalność wywodów tego ostatniego, mimo że w oczach mu współczesnych obywateli mogłyby być (utopie) najbardziej niezwykłe tak, co do swego przedmiotu, jak i możliwości ich inkorporacji. Kiedy Spinoza pisze o Bogu religii, podkreśla funkcjonalny charakter tego obrazu, wobec tych, co w filozofii, jeśli w ogóle, to mało zaprawieni, nie są w stanie pojąć prawdy o Bogu, tylko z samego rozumu dobytej. „Przyznawał on, iż język teologiczny wyrażający tę wiarę spełnia ważną funkcję wobec tych, którzy nie umieją docenić języka filozofii, lecz uważał, iż on sam ma za zadanie raczej przywieść ludzi do obrania pewnych linii postępowania niż przekazywać im prawdziwą wiedzę o Bogu”[5]. Ten, kto choćby z czci dla mistrz, najdziwniejszych jego konceptów słucha, zapewne też poddawać owych w wątpliwość nie zechce. Niniejszym można by zapytać, oczywiście przy założeniu, że powyższe stwierdzenie tj. „wątpienie ze czci dla mistrza nie zachodzi, czy uznanie, jakiego kolwiek autorytetu”, nie uwłaszcza godności naszej jako ludzi, a więc - czy Kantowskie „sapere aude” ym samym nie zostaje naruszone? Gdy jednak rozum do wszystkiego się zabiera, i wiedzę znaczną posiądzie, wtedy dopiero problem ma tak wielki, że przy nim zagrożenie autorytetem intelektualnej wolności, to zaledwie niewielka rysa na samo zadowoleniu przez Sartre’a wysublimowanym do tak monstrualnych rozmiarów. Bo też wiedza dla się umocnienia szuka, jak to Georg Wilhelm Friedrich Hegel ponuro kontestuje Zrozumienie i wiedza mają w sobie coś, co budzi taką nieufność, że muszą zostać potwierdzone i uzasadnione przez siłę i przemoc: wtedy człowiek im się poddaje”.

Można się spodziewać, że człowiek do jakiejś sprawy przekonany, sił swoich bez pamięci jej użyczy. Jak chce Albert Einstein „Stan umysłu, w którym człowiek zdolny jest czegoś takiego dokonać, [...] przypomina stan występujący u mistyków religijnych bądź zakochanych; mój codzienny wysiłek nie jest owocem celowego zamiaru czy planu, lecz potrzebą serca”. W czasach Platona, dla wielu Hellenów założyciel Akademii był niekwestionowanym autorytetem moralnym i intelektualny, co jeszcze wtedy było do pogodzenia z demokracją, bo dziś demokracja opiera się na odmiennym założeniu - że nikt inny nie jest lepszy ode mnie. Jak w tym kontekście wygląda sprawa nienaruszalności autorytetu wielkiego Ateńczyka? Zapewne twórcy owej legendy o mitycznym narodzeniu Platona to mieli na uwadze, żeby sprawę idei Dobra obywatelom, zapewne tym najbardziej, co głos doniosły w demokracji Ateńskiej mieli, ważną, jeśli nie najważniejszą uczynić. Było bowiem co naprawiać, gdyż w miejsce średnich właścicieli zyskał przewagę motłoch ateński złożony z różnorodnych elementów, wtedy swawola goniąca za zyskiem osobistym, zastąpiła prawność, obywatelstwo zostało hańbą a cyniczni demagodzy nazywający się psami ludu niszcząc wolność i uczciwość Ojczyznę ku zagładzie pchali. W Obronie Sokratesa czytamy ten gorzki zarzut przez tytułowego bohatera Ateńczykom stawiany: „obywatele, kocham was całym sercem, ale posłucham boga raczej aniżeli was i póki mi tchu starczy, póki sił, bezwarunkowo nie przestanę filozofować i was pobudzać, i pokazywać drogę każdemu, kogo tylko spotkam, mówiąc, jak to zwykle, że ty, mężu zacny, obywatelem będąc Aten, miasta tak wielkiego i tak sławnego z mądrości i siły, nie wstydzisz się dbać i troszczyć o pieniądze, abyś ich miał jak najwięcej, a o sławę, o cześć, o rozum i prawdę, i o duszę, żeby była jak najlepsza, ty nic dbasz i nie troszczysz się o to?”[6].

Rodzice Platona pochodzili z rodów arystokratycznych, chlubili się koneksjami rodzinnymi z dawnym królem Kodrosem (ze strony ojca Aristona) i pokrewieństwem z Solonem (ze strony matki Periktiony). Szlachetność rodu, która z bogami wiąże, była w czasach pierwszych jońskich królów wezwaniem do ofiary z życia osobistego, a jak zaszła potrzeba, jak to w porze wojennej bywa, wtedy władca na czyn heroiczny się zdobywał, dar apolloński, życie własne, bogom oddawał byle Ojczyznę – Matkę prawdziwą, ratować. Matka biologiczna bowiem nie człowieka ale obywatela rodziła. Z czasem, kiedy arystokracja ku timeokracji szła, a to na skutek sposobów innych niż boskie namaszczenie, przez ludzi zastosowanych, co nie znaczy, że zawsze złych, bo z natury rzeczy równe boskim być nie mogły, chociaż bywało, ze bogowie dla celów ludzkich środkami ziemskimi się posługiwali, czyn szlachetny, bohaterski stracił na znaczeniu, gdyż pamięć o nim nieledwie pokoleniu jego świadków oprzeć się mogła. Do czego ci, co boskich przodków mają, mogą się posunąć, to i sam Platon widział, bo kiedy Kritias i Charmides – bliscy jego powinowaci - do liczby trzydziestu tyranów należąc swoje rządy rozpoczęli, to „(…) ludzie ci w krótkim czasie doprowadzili do tego, że złotem wydawały się dawne rządy”[7]. Arystokratą człowiek się stawał sprawiedliwości nabywając, a tę rozpoznać i wdrożyć mogła jedynie filozofia. Dlatego w oczach syna Aristona, w tym znaczeniu tj. mocarza dycha, do rangi pierwszego arystokraty Aten urasta, Sokrates, „(…) o którym nie waham się twierdzić, że był najzacniejszym człowiekiem, ze wszystkich ludzi ówczesnych (…)”[8]. Jeśli szlachectwo rodowe nie nobilituje, co też ma za sobą inne świadectwa niż tyrania trzydziestu, to zapewne późniejsze epatowanie arystokratą – filozofem w koncepcji idealnego państwa, nie mogło mieć bezpośredniej inklinacji w arystokratycznym pochodzeniu rodu Platona, chyba, że na zasadzie przewarunkowania, to jednak bardziej do psa Pawiowa się odnosi, jak więc mogłoby do Założyciela Akademii, oczywiście wyłączając wspomniane psy ludu. Czy wolno powiedzieć, że „przypadek arystokraty” ze wskazania bogów pochodzi i, to po drugie, aby ich (arystokratów ducha) znaleźć potrzeba nie mniej dzielnych, z odwagi słynących mężów. Co do pierwszego, to Platon wyraźnie stwierdza, że „(…) największy rozum – powiada – to ten, który powinien państwem i domem rządzić, a któremu na imię panowanie nad sobą i sprawiedliwość. Więc kto tego nasienia od młodości jest pełen, ten coś boskiego ma w duszy”. W tym drugim przypadku, to zamiar poszukiwania tych, co w głowach mają dobrze poukładane dla samego Sokratesa wyszedł odgórnie, choć nie na piśmie, bo w Delfach był usłyszał, jak wyrocznia mówiła, że z ludzi, to on najmądrzejszy, a wiedzy w sobie nie znajdując próbował dociec, co bóstwo słowami Sybilli mu oznajmiło. Zatem na służbę bogom się zaciągnąwszy dniem i nocą im służył, wypytując tych, co za mądrych się mieli, jak również tych, co za takich w oczach innych uchodzili, na czym to, ta ich niby mądrość polega, jeżeli w ogóle jest nią. Gdyby Sokrates na wierze w bóstwo tej służby nie oparł, to ani rozpocząć, bo widział, co z innymi, takimi jak on robili, ani kontynuować by nie mógł, bo zapłatę, jaką od Ateńczyków otrzymał, nie jeden z nas, ludzi współczesnych, którzy ani w bogów, ani w siebie samych nie wierzą, raczej w piekle spodziewaliby się otrzymać, gdzie, podobno, dobro uchodzi za największe przekleństwo.



Newsletter



Wiadomość HTML?