Wojna peloponeska - 431-404 p.n.e.

Przyczyny wojny peloponeskiej

W 443 r. p.n.e. dotknięty został ostracyzmem Tukidydes (nie chodzi tu o znanego historyka tegoż imienia), przewodzący ateńskim arystokratom po śmierci Kimona, zwolennik pokoju ze Spartą i pojednania ze sprzymierzeńcami. Pozbycie się głównego oponenta ułatwiło Peryklesowi przygotowania do wojny.

Demokraci widzieli w Sparcie największe zagrożenie dla Ateńskiej hegemonii. Na Spartę opromienioną chwałą dawnych zwycięstw i budzącą podziw stabilnością swego ustroju spoglądali wszyscy niezadowoleni z imperialnej polityki Aten. Już Samijczycy prosili Spartę o pomoc, a nie uzyskali jej z powodu oporu jej peloponeskich sprzymierzeńców. Pokój trzydziestoletni zerwała Sparta ze strachu przed ńadmiernym wzrostem ateńskiej potęgi, ale zdaniem historyka Tukidydesa, moralną odpowiedzialnością za wywołanie wojny należałoby obarczyć Ateńczyków.

Wybuch wojny poprzedziły trzy różne wydarzenia, które uznać należy za bezpośrednie przyczyny konfliktu.

W 435 r. p.n.e. doszło do zbrojnego zatargu między Koryntem a jego kolonią Korkyrą. Przedmiotem sporu było miasto Epidamnos leżące na północno-zachodnim wybrzeżu Grecji, założone kiedyś wspólnie przez kolonistów z Korkyry i Koryntu. Korkyra zwróciła się o pomoc do Aten i zaczęła atakować spartańskich sprzymierzeńców na Peloponezie. Sparta nie mogła pozostać obojętna wobec tak drastycznego naruszania jej interesów. W 433 r. stanęły naprzeciw siebie pod Sybotami, u wybrzeży Epiru dwie potężne floty Koryntu i Korkyry, doszło wów-czas do jednej z największych bitew morskich, jakie Grecy stoczyli między sobą. Symboliczna pomoc Aten nie uchroniła Korkyry od kompletnej klęski, część floty ateńskiej przybyła bowiem na miejsce bitwy z opóźnieniem, co okazało się genialnym posunięciem Peryklesa. Zachował on w ten sposób nietkniętą flotę i mógł osłabionym walką Koryntyjczykom stawiać warunki.

Kolejnym krokiem ku wojnie była ustawa z 432 r. zamykająca przed statkami megarejskimi porty symmachii ateńskiej. Dla Megary, sojusznika Koryntu, był to dotkliwy cios, albowiem handel był podstawowym źródłem dochodu tej polis.

I wreszcie trzeci z incydentów, który mógł zostać potraktowany jako casus belli, to ultimatum skierowane w 432 r. do Potidai, kolonii Koryntu na Chalkidyce w północnej Grecji. Zgodnie z liczącą wiele lat tradycją Koryntyjczycy wysyłali do tego miasta specjalnych urzędników, których wydania zażądali teraz Ateńczycy, podobnie jak zburzenia murów obronnych. Potidai nie pozostało nic innego jak zwrócić się ze skargą do Sparty, od której otrzymała przyrzeczenie pomocy.

Ponad dziewięć miesięcy trwały podróże posłów między Atenami, Spartą i Koryntem, zanim Ateny zdecydowały się wreszcie na oblężenie Potidai. W tej sytuacji Spartanie podjęli już oficjalne przygotowania do wojny przekonując również do niej swoich peloponeskich sprzymierzeńców.

Ostatecznym krokiem ku wojnie było osadzenie ateńskiego garnizonu w Plate- jach, uprzednio zdobytych przez tebańskich hoplitów. Był marzec 431 r. p.n.e.

Charakter i etapy wojny peloponeskiej

Wojna z lat 431-404 r. różniła się znacznie od wszystkich wojen, jakie Grecy dotychczas toczyli między sobą.

Wojny w Grecji były zwykle krótkie, toczono je zazwyczaj w lecie i najważniejsze było starcie dwóch formacji hoplitów. Kiedy żołnierze jednej ze stron szli w rozsypkę, wojna najczęściej kończyła się. Elementem tradycyjnej taktyki były również nękające najazdy na terytorium nieprzyjaciela, przede wszystkim starano się zniszczyć zbiory, rzadziej celem ataków były ufortyfikowane miasta. Technika oblężnicza nie stała jeszcze wówczas na zbyt wysokim poziomie. Jeśli już oblężenie kończyło się sukcesem, to osiągano go najczęściej przy pomocy zdrady - ktoś z obrońców otwierał bramy.

W porównaniu z wojną peloponeską wszystkie wcześniejsze wojny między Grekami były konfliktami lokalnymi o ograniczonym zasięgu. Teraz stanęły naprzeciw siebie dwa wielkie bloki. Z jednej strony Sparta i jej symmachia grupująca większość poleis z Peloponezu oraz Korynt, Megarę, Beocję bez Platejów, Lokrydę i Fokidę w Grecji środkowej, jak również Leukas i Ambrakię w Grecji zachodniej; zapewne sprzyjała też Sparcie Macedonia. Z drugiej strony mamy, obok Aten i członków ich symmachii, Cyklady bez Melos, na Morzu Jońskim - Zakynthos, Kefalenię i Korkyrę, w Beocji - Plateje; sojuszem z Atenami związana była również Akarnania na zachodzie Grecji oraz Tracja i Tesalia na północy. Walczono jednocześnie w różnych, nieraz dosyć odległych miejscach, co wymagało od obu stron zaangażowania ogromnych środków finansowych i rozwoju zaplecza.

Wojna archidamijska i pokój Nikiasza

Nie ulega wątpliwości, że w początkach wojny możliwości finansowe Aten były o wiele większe niż Sparty. Atutem Ateńczyków była flota, której Sparta mogła przeciwstawić na morzu jedynie mniejszą liczebnie flotę swoich sprzymierzeńców, przede wszystkim Koryntu. Po stronie Peloponezyjczyków była jednak przewaga w siłach lądowych, spotęgowana przez powszechne wśród Greków mniemanie o niezwykłej wartości bojowej spartańskich hoplitów. Zarysowany układ sił zapowiadał długą i wyczerpującą wojnę bez nadziei na zdecydowane zwycięstwo którejś ze stron. Tak też się stało, ale wydaje się, że w początkach konfliktu niewielu ludzi poza Peryklesem zdawało sobie z tego sprawę.

Perykles przygotowywał Ateny do dłuższej wojny licząc na wyczerpanie się zasobów finansowych przeciwnika. Jego taktyka zakładała unikanie rozstrzygającego starcia ze Spartanami, co do wyniku którego mógł żywić słuszne obawy. "Powtarzał [tzn. Perykles] również swe rady będące obecnie na czasie: że powinni przygotować się do wojny, ze wsi wszystko do miasta sprowadzić, bitwy nie przyjmować, lecz udawszy się do miasta strzec go, flotę, która jest ich silną stroną, przysposabiać, sprzymierzeńców trzymać w ryzach. Przypominał, że siła Aten zawisła od pieniędzy płaconych przez sprzymierzeńców, a problemy wojenne opanowuje się głównie mądrością i pieniędzmi" - czytamy w dziele Tukidydesa (tłum. K. Kumaniecki).

Strategia ta budziła niechęć pośród wielu mieszkańców Aten wymagała bowiem opuszczenia Attyki i skoncentrowania wszystkich sił na obronie samego miasta. Ludzie schronili się w obrębie długich murów i w obu portach. Cierpliwość Ateńczyków została wystawiona na ciężką próbę, kiedy na przedpolach Aten pojawił się spartański król Archidamos - od jego imienia pierwsze dziesięć lat wojny historycy nazywają często wojną archidamijską - i zaczął niszczyć domy i gaje oliwne. Do 424 r. p.n.e. Attyka przeżyła jeszcze pięć spartańskich najazdów, ale mimo znacznych zniszczeń z części ziemi nadal zbierano plony, co na pewno w jakimś stopniu charakteryzuje determinację attyckich chłopów. Dopóki żył jednak Perykles konsekwentnie realizowano jego koncepcję wojny.

Największym zagrożeniem dla Aten okazały się jednak nie spartańskie ataki, ale zaraza. Wybuchła ona w przeludnionym mieście latem 430 r. p.n.e. i z przerwami dziesiątkowała Ateńczyków do 426 r. Nie znamy rodzaju tej choroby, niektórzy badacze skłonni są przypuszczać, że była to jakaś odmiana tyfusu. Wstrząsający opis heroicznych zmagań Ateńczyków z chorobą znajdujemy u Tukidydesa. Historyk ten nie unikał najbardziej drastycznych opisów; niemal słyszymy jęki konających i czujemy odór rozkładających się ciał.

Przyjmuje się, że zaraza zmniejszyła o jedną trzecią stan ateńskiej armii, straty wśród ludności cywilnej musiały być również ogromne, ale z perspektywy dwóch tysięcy lat są niemożliwe do oszacowania.

Ogromną stratą dla Aten była śmierć samego Peryklesa, który w 429 r. podzielił los tysięcy swoich współobywateli. Jego miejsce na scenie politycznej zajęło dwóch ludzi różniących się społecznym rodowodem, doświadczeniem w kierowaniu sprawami polis, jak i temperamentem, co dla dalszych losów wojny nie było tak całkiem bez znaczenia.

Jednym z nich był arystokrata Nikiasz, należący do grupy najbogatszych ludzi w Atenach. Uchodził on za człowieka o umiarkowanych poglądach, ostrożnego w podejmowaniu decyzji i, sięgając do współczesnej terminologii politycznej, można by określić go jako polityka zachowaczego. Nie miał on pozycji i autorytetu Peryklesa, ale koncepcje Nikiasza były niewątpliwie bliskie poglądom jego wielkiego poprzednika. Nie można tego natomiast powiedzieć o Kieonie, drugim z głównych aktorów dramatu rozgrywającego się w Atenach w pierwszym okresie wojny peloponeskiej.

Wśród sterników państwa Kleon był człowiekiem nowym, nie pochodził bowiem z rodziny arystokratycznej, a w tej epoce było to jeszcze ewenementem. Był garbarzem i nigdy nie przestał doglądać swoich interesów, co miano mu za złe. W tradycji antycznej Kleon ukazany jest w wybitnie niekorzystnym świetle. Arystofanes, który poświęcił mu wiele uwagi w swoich komediach, przedstawia go jako pyskacza, samochwałę i nieuka.

W latach, które nastąpiły po śmierci Peryklesa, obie strony ze zmiennym szczęściem toczyły utarczki na wielu frontach: na Chalkidyce, w Koryncie i Akarnanii. Sparta przez cały ten czas bezskutecznie atakowała Plateje narażając się na niepotrzebne straty, niewspółmierne do ewentualnych korzyści z opanowania twierdzy. Sytuacja w Attyce pozostawała również bez zmian, ponieważ Ateńczycy zmęczeni zarazą nie byli w stanie przeprowadzić skutecznego kontrataku i zapobiec spartańskim najazdom.

W 428/427 r. miał miejsce groźny dla Aten incydent we wschodniej części Morza Egejskiego, zbuntowała sie bowiem wyspa Lesbos i zaistniało niebezpieczeństwo, że jej flota przyłączy się do Spartan. Nie wykorzystali oni jednak dogodnej sytuacji i pozwolili na zdobycie przez Ateńczyków Mityleny, głównego miasta wyspy. Jej mieszkańcy cudem uniknęli rzezi, taki bowiem los chciał im zgotować Kleon. Po dramatycznych obradach Zgromadzenie Ludowe złagodziło jednak warunki kapitulacji, ale jeńców przywiezionych do Aten jednak stracono. Mniej szczęścia mieli natomiast Platejczycy, którzy wreszcie poddali się Spartanom, a wszystkich wziętych do niewoli mężczyzn stracono. Podane przykłady świadczą o postępującej brutalizacji działań wojennych. Przed wojną peloponeską zabijanie jeńców czy też obracanie ich w niewolę należało do rzadkości, zwykle wymieniano ich lub zwalniano po otrzymaniu okupu.

Około 425 r. p.n.e. sytuacja na froncie zaczęła zmieniać się na korzyść Aten. Po raz pierwszy spartańscy hoplici ponieśli klęskę w Ambrakii. Po raz drugi kapitulowali odcięci przez ateńską flotę na wyspie Sfakterii leżącej naprzeciw Pylos w Mesenii. Spartanie, chcąc wówczas ocalić swoich hoplitów przed hańbiącym poddaniem się wrogowi, gotowi byli zawrzeć pokój nie pytając nawet o zgodę sprzymierzeńców.

Dla Ateńczyków była to bardzo korzystna propozycja, ponieważ nadal posiadali nienaruszoną flotę i mogli zachować swoją władzę na morzu, ale zmęczony niepowodzeniami demos łaknął spektakularnych sukcesów, a cóż mogło bardziej podtrzymywać na duchu jak widok Spartan w niewoli. Zabrakło Peryklesa, który byłby prawdopodobnie w stanie przekonać zgromadzenie, że w interesie Aten leży zawarcie pokoju. Kleon natomiast podsycał wojenną euforię licząc na umocnienie swej pozycji i poniekąd cel ten osiągnął, albowiem rodacy, dosyć niespodziewanie dla niego samego, wysłali go na Sfakterię w celu definitywnego rozprawienia się z wrogiem. Sukces na Peloponezie uwolnił wreszcie Attykę od spartańskich ataków, które zakończyły się, kiedy zagrożono zabiciem pojmanych hoplitów.

W tym okresie Ateny były u szczytu powodzenia, ale ich zasoby finansowe były na wyczerpaniu; nie tylko potrojono trybut płacony przez członków symmachii, ale jeszcze opodatkowano własnych obywateli. Sytuacja Sparty też nie była łatwa, klęska na Sfakterii nadszarpnęła jej autorytet w oczach sprzymierzeńców, zaczynało brakować żołnierzy, ponieważ trzeba było walczyć w zbyt wielu miejscach naraz, poza tym zawsze jakaś grupa obywateli musiała strzec spokoju w Mesenii. Doszło do tego, że Brazydas prowadzący operacje w Tracji (pod Amfipolis) miał w swej armii najemników, a nawet wyzwolonych helotów. Korzystanie na większą skalę z najemników wymagało zaś znacznego dopływu pieniędzy. Obie walczące strony, borykające się właściwie z podobnymi problemami, coraz częściej spoglądały w stronę Persji.

Jak już nie raz w tej wojnie bywało, sytuacja na froncie ponownie zmieniła się. Ateny, które nie wykorzystały sukcesu ze Sfakterii, straciły inicjatywę; padło Amfipolis, a pod Delion w Beocji Ateńczycy, wbrew przestrzeganej dotychczas strategii Peryklesa, wystawili przeciwko Beotom większość swoich sił lądowych i ponieśli druzgocącą klęskę. Ateny i Sparta znalazły się teraz w sytuacji patowej i kiedy zginął Kleon, główny podżegacz wojenny, można było rozpocząć rokowania pokojowe.

W 421 r. p.n.e. zawarto tzw. pokój Nikiasza i miał on obowiązywać lat pięćdziesiąt (corocznie miał być jednak odnawiany). Obie strony zobowiązały się nie podejmować żadnych wrogich kroków wobec siebie i swoich sprzymierzeńców, a wszystkie spory miały być rozstrzygane drogą arbitrażu.

Zarówno Ateny, jak i Sparta wyszły z wojny okaleczone i żadna ze stron nie osiągnęła celu, dla którego do wojny przystępowała. Warunki pokoju były dosyć trudne do zaakceptowania dla spartańskich sprzymierzeńców. Państwa te poczuły się oszukane; poniosły bowiem ogromne straty, a w zamian nie otrzymały nic. Fakt, że tak naprawdę nikt nie był z zawartego układu zadowolony, nie rokował dobrze trwałości pokoju.

wyprawa sycylijska. PO 421 r. p.n.e. główną rolę w życiu politycznym Aten odgrywali, prócz cieszącego się dużym autorytetem umiarkowanego Nikiasza, skrajny demokrata Hyperbolos, który zajął miejsce Kleona, i młody arystokrata Alkibiades. Hyperbolos został w 417 r. wygnany z miasta na mocy ostracyzmu i jest to ostatni znany nam przypadek zastosowania tej procedury. Natomiast Alkibiadesowi warto poświęcić w tym miejscu nieco więcej uwagi, był on bowiem jednym z bohaterów drugiej fazy wojny peloponeskiej i jedną z ciekawszych osobowości od czasów Peryklesa.

Alkibiades poprzez matkę spokrewniony był z rodem Alkmeonidów, a Perykles był jego opiekunem. Karierę polityczną rozpoczął w 420 r., kiedy to został strategiem. W Atenach Alkibiades uważany był za młodzieńca urodziwego o ujmującym sposobie bycia i błyskotliwej inteligencji. Zaliczał się do przyjaciół i wielkich admiratorów Sokratesa, chociaż trudno byłoby go nazwać filozofem. Był ulubieńcem zarówno ateńskiej "złotej młodzieży", spośród której wielu naśladowało jego styl życia, jak i demosu. Jego wystąpienia na zgromadzeniu przyjmowano entuzjastycznie; wielu Ateńczyków widziało w nim przede wszystkim orędownika wielkości Aten i spadkobiercę wielkiego Peryklesa. Nie powinno więc nas dziwić, że udało mu się przekonać rodaków do najbardziej szalonego przedsięwzięcia w tej wojnie - ekspedycji na Sycylię. Odwołał się przede wszystkim do najuboższych Ateńczyków, którzy, podobnie jak on, nie chcieli utrzymania pokoju ze Spartą. Nie mieli bowiem nic do stracenia, a - wręcz przeciwnie - wojna dawała im przynajmniej szansę na udział w łupach.

W latach 421-416 p.n.e. Sparcie udało się częściowo odbudować swoją pozycję na Peloponezie, doszło nawet - mimo formalnie obowiązującego pokoju - do bezpośredniego starcia z Ateńczykami pod Mantineją (418 r. p.n.e.). Spartanie odnieśli prestiżowe zwycięstwo, które przynajmniej w części zrehabilitowało ich w oczach sprzymierzeńców za niesławną kapitulację na Sfakterii. Klęska ta nie ostudziła jednak wojennego zapału Ateńczyków.

Charakterystycznym przykładem ilustrującym ówczesną politykę Aten jest tzw. sprawa wyspy Melos, sprzymierzeńca spartańskiego na Morzu Egejskim, której mimo różnych nacisków i szykan nie udało się skłonić do przystąpienia do symmachii ateńskiej. W 416 r. p.n.e. Ateńczycy siłą zmusili wyspę do podporządkowania się ich hegemonii, a jej niepokornych mieszkańców na wniosek Alkibiadesa potraktowano niezwykle okrutnie; mężczyzn zdolnych do noszenia broni wymordowano, a kobiety i dzieci sprzedano w niewolę. Na wyspie osadzono zaś ateńskich kolonistów. W sławnym "dialogu melijskim" z dzieła Tukidydesa znajdujemy zdumiewające uzasadnienie postępowania Aten: sprawiedliwość jest możliwa tylko między równymi sobie, silniejsze państwo może natomiast traktować słabsze kierując się wyłącznie własną korzyścią.

Już w 427 r. p.n.e. Ateńczycy wysłali na Sycylię niewielką eskadrę okrętów, by wesprzeć swoich sprzymierzeńców w ich sporze z Syrakuzami. Zimą 416/415 r. p.n.e. przyszło zaproszenie od Segesty, atakowanej przez Selinunt i Syrakuzy, poparte pewną sumą pieniędzy na częściowe sfinansowanie ekspedycji. Alkibiades, który na pewno zdawał sobie sprawę z potęgi Syrakuz, roztoczył jednak przed Ateńczykami kuszącą wizję łatwych zwycięstw i łupów. Nie pomogły ostrzeżenia przewidującego Nikiasza, przestrzegającego rodaków przed wojną na dwa fronty. Na zgromadzeniu, które dało się porwać wojennej euforii, zdecydowano o wysłaniu silnej armii na Sycylię.

Już we wstępnej fazie przygotowań do wyprawy popełniono duży błąd, albowiem rozdzielono dowództwo między trzech strategów: Alkibiadesa, Nikiasza i Lamachosa. Jak Ateńczycy wyobrażali sobie współpracę tak różnych i do tego niechętnych sobie indywidualności, pozostanie ich tajemnicą.

Wydarzyło się jednak coś jeszcze, co być może zadecydowało o fiasku całej wyprawy, a nie wykluczone, że przesądziło również o dalszych losach wojny ze Spartą.

Flota stała jeszcze w porcie, kiedy pewnego ranka odkryto, że ktoś poobtłukiwał wzwiedzione fallusy na posągach Hermesa (tzw. hermach), które Ateńczycy zwyczajowo stawiali przed drzwiami domów i na skrzyżowaniach ulic. W mieście rozeszła się też pogłoska, że podczas nocnej pijatyki w domu jednego z ważniejszych obywateli zabawiano się parodiując misteria eleuzyńskie. Obydwa wydarzenia nie musiały mieć ze sobą nic wspólnego, ale dla wielu Ateńczyków taki związek był oczywisty. Pośród winnych tych świętokradczych czynów wymieniano Alkibiadesa i jego przyjaciół z kręgu arystokratycznej młodzieży. Po ponad dwóch tysiącach lat trudno jest odpowiedzieć na pytanie o stopień jego odpowiedzialności za te ekscesy, warto jednak podkreślić, że oskarżenia nie wydają się tak całkiem bezpodstawne. W każdym razie dla politycznych przeciwników Alkibiadesa była to wymarzona okazja do ataku. Nie dopuścili oni do procesu, którego wynik mógł być przecież różny, i pozwolili, aby Alkibiades odpłynął na Sycylię w atmosferze podejrzeń i pomówień. Natomiast, kiedy ważyły się losy ekspedycji, zażądano od niego natychmiastowego powrotu i stawienia się przed sądem.

Alkibiades doskonale zdawał sobie sprawę, że większość jego sojuszników jest z nim na Sycylii i nie bardzo może liczyć na przychylną atmosferę w Atenach. Obrażony na swoich współobywateli uciekł do Sparty, gdzie przekonał zgromadzenie sprzymierzonych do udzielenia pomocy Syrakuzom. Za jego radą wysłano na Sycylię Gylipposa, który miał kierować obroną miasta obleganego przez Ateńczyków. Tak więc formalnie został wówczas zerwany pokój Nikiasza (414 r.).



Newsletter



Wiadomość HTML?

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies w celach statystycznych i w celu dostosowania strony do indywidualnych potrzeb użytkowników. Ustawienia cookies mogą być kontrolowane za pomocą przeglądarki.

EU Cookie Directive Module Information