Dziedziny wiedzy

Najnowsze komentarze

Newsletter

Wojna trzydziestoletnia - 1618-1648 PDF Print Email
Historia
DATE_FORMAT_LC2

Geneza wojny trzydziestoletniej

Po II wojnie światowej badania nad genezą i istotną treścią wielkiego konfliktu europejskiego z pierwszej połowy XVII w. posunęły się znacznie naprzód, zwłaszcza dzięki pracom historyków czeskich. Interpretowanie przyczyn wybuchu i przebiegu tej wojny wyłącznie w kategoriach historii politycznej, jako konfliktu militarnego wyrosłego ze sprzeczności politycznych i religijnych, należy już chyba dziś do historii historiografii. Podobnie przedstawia się sprawa z pojmowaniem jej jako konfliktu niemal wyłącznie niemieckiego, jako kryzysu Świętego Cesarstwa Rzymskiego.

Problem ten w świetle badań, opartych głównie na marksistowskiej metodzie badawczej, powiązany jest jak najściślej z zagadnieniem przejścia od feudalizmu do kapitalizmu lub, jak to się często - i trafniej - określa, z ogólnym kryzysem ustroju feudalnego, kluczowym zagadnieniem europejskiego procesu historycznego w XVI i XVII w.

Według tych poglądów jest więc wojna trzydziestoletnia przede wszystkim wielkim konfliktem zbrojnym powstałym na tle kryzysu feudalizmu europejskiego, wojną między siłami feudalnymi, reprezentowanymi przez obóz habsbursko-katolicki, a siłami rodzącego się kapitalizmu, reprezentowanymi przez protestanckie Czechy Niemcy, przez Europę reformacji a także Francję.

W wyniku ogólnego rozwoju gospodarczego i społecznego Europy na przełomie XVI i XVII w. doszło do zjawiska o pierwszorzędnym znaczeniu ekonomicznym, a mianowicie do podziału Europy na dwa wielkie rejony - przemysłowego Zachodu i rolniczo-surowcowego Wschodu. Podział ten miał wielkie znaczenie dla życia gospodarczego kontynentu, obie bowiem jego części nie mogły egzystować bez siebie. Ta współzależność gospodarcza Europy pociągnęła za sobą jak najbardziej widoczne następstwa polityczne, powstanie bowiem ogólnoeuropejskiego rynku przekreślało właściwie możliwość lokalizacji konfliktów politycznych.

Rozważania nad zasadniczymi elementami rozwoju społeczno-gospodarczego Europy w okresie, o którym mowa, doprowadziły nowszych badaczy zagadnienia do konkluzji, że główne przyczyny wojny trzydziestoletniej leżały w zagadnieniach społeczno-gospodarczych, a sama wojna była "wyrazem określonego stopnia sprzeczności pomiędzy rozwijającymi się siłami wytwórczymi a znajdującymi się w stagnacji feudalnymi stosunkami produkcji" (Poliśensky, Hroch). Sformułowane przez marksistowską historiografię czeską poglądy na istotę genezy wojny trzydziestoletniej są z jednej strony dość interesujące, próbują cały problem przedstawić na szerokim tle społeczno-gospodarczym, godne są przeto odnotowania, z drugiej jednak strony w wielu miejscach dyskusyjne, zbyt słabo udokumentowane, uproszczone, pełne a priori przyjętych tez, budzą więc bardzo liczne i poważne wątpliwości.

Nowe spojrzenie na genezę i znaczenie wojny 1618-1648 nie oznacza bynajmniej, że wciąż jeszcze nie ma zagadnień o znaczeniu pierwszorzędnym, które wymagają opracowania, by wszystkie aspekty wojny i jej genezy uznać można za całkowicie wyświetlone.

Jednym z takich postulatów badawczych jest bliższe wyjaśnienie, jakie iunctim istniało między kryzysem gospodarczym drugiego i trzeciego dziesięciolecia XVII w. a wybuchem wojny, która doprowadziła - w ostatecznym rezultacie - do zasadniczej zmiany w układzie sił na kontynencie europejskim.

Znaczenie wieku XVII w rozwoju gospodarczo-społecznym Europy jest - jak to wykazaliśmy - rzeczą bezspornie dziś uznawaną przez historyków. Najtrafniej a zarazem najlakoniczniej znaczenie stulecia w tej dziedzinie ujął niewątpliwie historyk angielski E. J. Hobsbawm stwierdzając, że wiek XVII jest "ostatnią fazą ogólnego przejścia z gospodarki feudalnej do kapitalistycznej". W przeciwieństwie do wieku XVI, wieku rewolucji cen i ekspansji ekonomicznej, XVII stulecie w oczach wielu badaczy to epoka ogólnego kryzysu i stagnacji ekonomicznej. Nie będziemy się tu bliżej zajmowali tą kwestią, chcemy jedynie zwrócić uwagę na pewne charakterystyczne dla gospodarki europejskiej zjawiska, jakie obserwujemy na początku XVII w., a zwłaszcza w pierwszych latach wojny trzydziestoletniej, w latach - co podkreślamy - kiedy konflikt zbrojny w Europie Środkowej nie przyjął jeszcze rozmiarów wojny powszechnej.

Niedawne badania przyniosły bliższe oświetlenie zagadnienia, które zostało określone jako kryzys gospodarczy lat 1619-1622. Do uchwycenia tego zjawiska konieczne było nieco głębsze wejrzenie w zagadnienie rewolucji cen i w ogóle w zagadnienie znaczenia cen w procesach gospodarczych tych czasów. Na cenach jako termometrze całej ekonomiki należy się oprzeć przede wszystkim przy badaniu podstawowych aspektów życia ekonomicznego, tj. produkcji i dystrybucji w najszerszym tego słowa znaczeniu.

Badania te wykazały ponad wszelką wątpliwość, że po okresie silnego rozwoju w końcu XVI w., a nawet na samym początku XVII, obserwujemy później stagnację i wyraźny zanik koniunktury gospodarczej. Charakterystyczne są tu liczby dotyczące handlu międzynarodowego w dwóch jego najważniejszych punktach w Europie, tj. w Sewilli i w Sundzie. Sewilla była jednym z największych portów europejskich nad Atlantykiem, gdzie koncentrował się olbrzymi oceaniczny ruch handlowy, głównie na szlaku Europa - Ameryka hiszpańska. Sund natomiast stanowił gardło, przez które przechodził morski szlak handlowy między Europą Wschodnią a Zachodnią, co w okresie wielkiej koniunktury na zboże wschodnioeuropejskie, jaką obserwujemy wówczas w Europie Zachodniej, w sposób dostateczny określało jego rangę gospodarczą.

Jak wykazały dokładniejsze wyliczenia (H. i P. Chaunu) na przykładzie Sewilli widzimy, że pierwsze zwiastuny kryzysu występują po 1600 r., następne po 1609, zostają one jednak przezwyciężone, lecz na krótki tylko okres. Charakterystyczne jest przy tym, że nawet w najpomyślniejszym pięcioleciu 1616-1620 wartość towarów wywiezionych i przywiezionych na okrętach do Sewilii nie osiąga poziomu z okresu największej koniunktury 1596-1600.

Co mówią dane dotyczące ruchu okrętów przez Sund? Chodzi tu przede wszystkim o okręty holenderskie, okręty bowiem płynące w tym rejonie pod inną flagą uczestniczyły raczej w ruchu o charakterze lokalnym.

Średnia roczna liczba tych okrętów przepływających przez Sund osiągnęła swe apogeum w latach 1591-1595 - 3923 jednostki (w okresie 1596-1600 - 3601), by na początku stulecia (1601-1605) spaść do 2633. W okresie największej koniunktury przedkryzysowej (lata 1616-1620) przeciętna ta wynosiła 3891 jednostek, by już w następnym pięcioleciu spaść do 2770, a w latach 1626-1630 nawet do 1822 jednostek.

Również i analiza ruchu okrętów na Morzu Śródziemnym wykazuje wyraźny spadek odpowiednich liczb koło roku 1620, zwłaszcza w latach 1621-1622. Niemniej charakterystyczne są znane nam liczby dotyczące produkcji w różnych ośrodkach przemysłowych Europy (Anglia, Wenecja). Wskazują one, że po roku 1619/1620 wskaźniki produkcji maleją. Dotyczy to nie tylko produkcji rzemieślniczo-przemysłowej, ale częściowo i rolniczej.

Wszystkie te fakty są świadectwem załamania się koniunktury gospodarczej ok. 1620 r. Zjawisko to w świetle wspomnianych badań uznać należy za bezsporne. Równocześnie jest rzeczą oczywistą, że po 1600 r. obserwować można w różnych dziedzinach życia gospodarczego pewne, dość wyraźne zapowiedzi zbliżającego się kryzysu ekonomicznego.

Po 1620 r. spadek produkcji i kryzys w handlu jest coraz bardziej widoczny, a zjawisko to można w pewnym stopniu uznać za związane z toczącą się właśnie wojną europejską, natomiast przesilenie się koniunktury gospodarczej, którego symptomy widzimy na samym początku XVII w., jak i wyraźne objawy kryzysu w latach 1619-1622 są znowu zjawiskiem, które uznać można za jedną z przyczyn tej wojny. Jest to oczywiście problem otwarty a zarazem postulat badawczy, jednak należy już teraz stwierdzić, że nie można całkowicie odizolować od siebie obu wspomnianych wydarzeń - kryzysu gospodarczego na początku XVII w. i wojny trzydziestoletniej.

Nowsze badania nad dziejami tej wojny przyniosły również sporo nowego spojrzenia na teoretyczne zagadnienia historii wojen i wojskowości w ogóle. Przestano się ograniczać tylko do aspektów teoretyczno-militarnych wojen i kunsztu strategicznego wodzów. Istotę problemu wielu historyków przesunęło ku badaniu wojen w aspektach społecznych, gospodarczych i finansowych. Historia wojen i wojskowości to także, a może przede wszystkim społeczny i narodowy skład poszczególnych walczących armii, awanse żołnierzy i oficerów, wpływ wojny na gospodarkę państw, na zniszczenie i wyludnienie kraju i w ogóle na problemy demograficzne oraz finansowe państwa. Dalej także na zaspokajanie wszelkich potrzeb wojska kosztem ludności zamieszkałej na terenach, gdzie prowadzono działania wojenne.

Sytuacja polityczna w Rzeszy Niemieckiej i we Francji przed wybuchem wojny

Konfiguracja polityczna, która doprowadziła do wybuchu wielkiej wojny europejskiej w pierwszej połowie XVII w., a następnie wywierała przemożny wpływ na jej przebieg, ma dwa wyraźne aspekty: wewnętrznoniemiecki i międzynarodowy, tj. kryzys wewnętrzny Rzeszy i rywalizację francusko-habsburską. O głębszych przyczynach tych zjawisk mówiliśmy już wcześniej, przy omawianiu szerszego tła genezy wojny trzydziestoletniej.

Kryzys wewnętrzny Cesarstwa był ściśle związany z tym układem sił w Rzeszy, który ukształtował się w wyniku wielkich wydarzeń XVI w. Był więc przede wszystkim kryzysem politycznym i strukturalnym, tendencje odśrodkowe reprezentowane bowiem przez władców terytorialnych w Niemczech i opozycja narodowa stanów w krajach habsburskich spotkały się na jednej wspólnej platformie - przeciwstawiania się tendencjom absolutystycznym Habsburgów i próbom wzmocnienia władzy cesarskiej. To była istota omawianych konfliktów. Nie można jednak nie doceniać roli konfliktów religijnych.

W drugiej połowie XVI i na początku XVII w. Rzeszę nurtowały sprzeczności wszelkiego rodzaju. Jak to wykazaliśmy w rozdziale XIII. szczególnie niebezpieczne dla wewnętrznego pokoju w Cesarstwie były dwa fakty - ostateczne rozbicie polityczne z chwilą powstania protestanckiej unii i katolickiej ligi oraz silna opozycja narodowa w Czechach przeciwko Habsburgom, która specjalnie wzmogła się pod koniec panowania Rudolfa II. Jego następca, Maciej (1612-1619), okazał wprawdzie dużo energii w walce ze swym bratem w poprzednich latach, zabrakło mu jej jednak do pokonania piętrzących się przed nim trudności.

W tych warunkach największy wpływ na rządy zdobył za jego czasów główny doradca cesarski, arcybiskup wiedeński, kardynał Klesi. Jego wysiłki zmierzające do rozładowania napięcia w Rzeszy spełzły na niczym, nie mogło być zresztą inaczej, mimo bowiem niewątpliwych talentów politycznych kardynała (pogardliwą nazwę osła, Klesl-Esel, którą nadali mu później wrogowie polityczni, nie można traktować inaczej jak niewybredną propagandę) i reprezentowanych przezeń tendencji pojednawczych, był on jednak przede wszystkim wyrazicielem interesów kontrreformacji i domu cesarskiego, nie mógł więc zaspokoić dezyderatów obozu protestanckiego w Niemczech i w krajach habsburskich.

Protestanci w Rzeszy coraz wyraźniej liczyli na protekcję i pomoc obcą, i to nie tylko angielską, niderlandzką czy szwedzką, lecz i na katolicką francuską. Potwierdzeniem związków z Anglią, które miały zresztą całkowicie zawieść, było małżeństwo przywódcy unii protestanckiej, księcia elektora Palatynatu, Fryderyka V, z córką króla angielskiego Jakuba I - Elżbietą.

Podobnie i katolicy niemieccy, skupieni w szeregach ligi, nie ograniczali się do protekcji cesarza, ale szukali oparcia w Hiszpanii i Rzymie.

Z wewnętrznym kryzysem politycznym w Rzeszy łączył się w ten sposób czołowy aspekt sytuacji politycznej, z której zrodził się konflikt zbrojny. Protestanci niemieccy zerkali ku Francji, ta zaś - odrodzona pod berłem Henryka IV - śmiało parła do rozprawy z Habsburgami, swymi wrogami od przeszło wieku, tj. od czasu wojen włoskich. Henryk IV zdecydowany był na rozpoczęcie kroków wojennych, sztylet Ravaillaca zniweczył jednak te plany. Polityka regencji za czasów małoletności Ludwika XIII (1610-1643) zdawała się zbaczać z drogi wytkniętej przez zamordowanego króla. Znalazło to wyraz przede wszystkim w zdecydowanej zmianie kursu wobec Hiszpanii. Na dworze Marii Medici coraz większy wpływ zyskiwali jezuici i koła ultrakatolickie. Do wielkiego znaczenia doszedł awanturnik i karierowicz bez skrupułów Włoch Concini, późniejszy marszałek i markiz d'Ancre. Pod wpływem tych kół regentka zbliżyła się do dworu madryckiego i zawarła układy matrymonialne, na podstawie których pożeniła swe dzieci, Ludwika XIII i Elżbietę, z dziećmi Filipa III, infantką Anną d'Austria i Filipem, późniejszym królem (1615). Małżeństwa te nie miały jednak oznaczać jakiegoś punktu zwrotnego w stosunkach francusko-hiszpańskich, były jedynie zabezpieczeniem się przed ewentualnymi groźbami ze strony ciągle jeszcze niebezpiecznej Hiszpanii.

Bez względu na to, jakie były intencje regencji przy zawieraniu wspomnianych traktatów, cała późniejsza polityka francuska wykazała bezwzględną słuszność przytoczonej przed chwilą opinii. Nie tylko nie udało się stworzyć podstaw do trwałych, dobrych stosunków między Francją a Hiszpanią, lecz przeciwnie, powstawały coraz nowe punkty zapalne, narastały konflikty. Przykładem takim jest sprawa sukcesji w księstwie Mantui czy przede wszystkim spór o biskupstwo Metzu, który wybuchł z chwilą, gdy Francuzi usiłowali osadzić na stolcu biskupim swego kandydata. Cesarz Maciej, uprzedzony przez kapitułę, wysłał swego specjalnego ambasadora do Paryża, który wymógł na rządzie francuskim wycofanie się z tej drażliwej sprawy, dzięki czemu incydent nie wywołał poważniejszych następstw.

Było rzeczą widoczną, że mimo wysiłków Marii Medici zmiana kursu polityki francuskiej nie miała żadnych szans powodzenia, najżywotniejsze bowiem interesy Francji pchały ją do decydującego rozstrzygnięcia w jej rywalizacji z Hiszpanią, a także Habsburgami austriackimi. Wielkie niespełnione plany Henryka IV, zaprzepaszczone chwilowo przez politykę jego żony i jej doradców, miał już niedługo podjąć Richelieu.

Ogólne napięcie w Europie sprzyjało wzmocnieniu się pozycji Habsburgów na początku XVII w. Za symboliczny wyraz tego uznać możemy cofnięcie się zarówno Francji, jak i Anglii z antyhiszpańskich i antyhabsburskich pozycji bojowych.

W Rzeszy, gdzie niewątpliwie skupiały się jak w soczewce wszystkie sprzeczności ówczesnej Europy, gdzie nastąpiła najsilniejsza chyba konfrontacja reformacji i kontrreformacji oraz tendencji absolutystycznych z decentralistycznymi, gdzie wreszcie linia Łaby dzieliła Europę na dwie części o odmiennych obliczach gospodarczo-społecznych, znajdował się klucz do sytuacji europejskiej.

Spośród wielu ognisk zapalnych w Europie, a przede wszystkim w Rzeszy, Czechy miały stać się tym, w którym właśnie nastąpił wybuch. List Majestatyczny Rudolfa II, mimo iż był niewątpliwie poważnym osiągnięciem protestantów czeskich, a tym samym czeskiej sprawy narodowej, nie doprowadził do stabilizacji w kraju nad Wełtawą. Kontrreformacja nie chciała pogodzić się z prawami, które uzyskali protestanci, i nie przestrzegała ich na każdym kroku. Szczególnie wyraźnie uwidoczniło się to w sporze między protestantami a katolikami, wynikłym na tle budowy zborów protestanckich w Brunowie, który stanowił własność zakonu benedyktynów, i w Hrobie, który należał do dóbr arcybiskupa praskiego. Protestanci opierali się tu na posiadanym prawie wznoszenia w Czechach świątyń swego wyznania, katolicy zaś interpretowali to w ten sposób, że przywilej ów nie dotyczy terytorium posiadłości kościelnych. Cesarz Maciej stanął jednak po stronie katolików, nakazując wstrzymanie budowy wspomnianych świątyń, a wówczas arcybiskup praski kazał zbór w Hrobie zburzyć.

Jeszcze większe zaognienie sytuacji wywołał wybór arcyks. Ferdynanda Styryjskiego, pupila Rzymu i Madrytu, jednego z najgorliwszych rzeczników kontrreformacji w Niemczech, na króla Czech (1617) i Węgier (1618). Czeski ruch narodowo-protestancki uznał to za poważny cios wymierzony w interesy swego kraju i swej religii. Oddana całkowicie Habsburgom mniejszość katolicka w kraju podniosła głowę. Napięcie wzmogło się jeszcze i dlatego, że cesarz Maciej oddalał z reguły wszystkie niemal skargi i dezyderaty protestantów. Bez rezultatu pozostał też sprzeciw protestantów czeskich z hr. Thurnem na czele wobec obioru Ferdynanda na króla.

Defenestracja praska (1618) i wojna w Czechach. Jej aspekty międzynarodowe

W tak napiętej sytuacji zwołano do Pragi zgromadzenie protestanckie, na którym miano naradzić się nad dalszymi krokami, jakie należałoby podjąć w obronie zagrożonych praw większości ludności czeskiej. Największe wpływy w zgromadzeniu, które zebrało się w stolicy kraju w marcu 1618 r., zdobyła rychło najradykalniejsza politycznie grupa protestantów kierowana przez wspomnianego hr. Thurna. Zgromadzeni wysłali petycję najpierw w sprawie wolności wyznaniowej do namiestników cesarskich, a gdy ci udzielili negatywnej odpowiedzi, skierowano list do cesarza Macieja. Równocześnie wyznaczono termin nowego zjazdu protestantów do Pragi na maj tegoż roku. Odpowiedź cesarza była nie tylko odmowna, lecz równocześnie zabronił on zorganizowania nowego kongresu.

Było to ostateczne wyzwanie rzucone Czechom. Mimo zakazu zjazd rozpoczął obrady w oznaczonym terminie w praskim Carolineum; 23 maja 1618 r. przedstawiciele obradujących protestantów udali się na czele tłumu, który przyłączył się do nich po drodze, do zamku królewskiego na Hradczanach, .gdzie doszło do gwałtownej kłótni między nimi a namiestnikami cesarskimi. Protestanci zażądali wyjaśnienia, który z namiestników cesarskich był autorem negatywnej odpowiedzi Macieja na ostatnią ich petycję. Gdy ferwor dyskusji doszedł do szczytu, demonstranci użyli w stosunku do namiestników siły i dwóch najbardziej znienawidzonych spośród nich Martinitza i Slavatę - oraz sekretarza Fabriciusa wyrzucili przez okno. Epizod ten znany w historii jako defenestracja praska stał się początkiem wojny trzydziestoletniej.

Był to drugi - według powojennej historiografii czeskiej - po epopei husyckiej moment w dziejach tego kraju, kiedy historia narodu czeskiego sprzęgła się najściślej z historią powszechną. Defenestracja praska stała się hasłem do ogólnego konfliktu, który na razie pod względem wojskowym ograniczył się tylko do terenu Czech, pod względem dyplomatycznym natomiast objął od razu większość Europy.

Podjąwszy walkę z Habsburgami, powstańcy czescy utworzyli własny rząd złożony z trzydziestu tzw. dyrektorów, na czele których stanął Vaclav Wilhelm z Ruppy. Kierownictwo wojskowe powierzono hr. Thurnowi. Dyrektoriat, mimo że reprezentował cały protestantyzm czeski, nie był jakimś politycznym, a zwłaszcza społecznym monolitem. Krzyżowały się w nim różne interesy. Mieszczaństwo - w kraju na wskroś jeszcze feudalnym, jakim były podówczas Czechy, słabsze od klasy rządzącej - szlachty - przejawiało wyraźnie tendencje republikańskie, co wynikało z poważnych wpływów niderlandzkich, jakie w tym czasie obserwujemy nad Wełtawą. Na czele grupy republikańsko-mieszczańskiej w dyrektoriacie stał Piotr Milner z Milhausen.


Powstańcy czescy liczyli na pomoc z zagranicy, z dwóch ostoi protestantyzmu w Europie - Anglii i Niderlandów. Pomoc angielska, mimo że ze sprawą Czech związał się zięć Jakuba I, elektor Pałatynatu Fryderyk, ograniczyła się do nieudolnego pośrednictwa dyplomatycznego między cesarzem a powstańcami (misja Doncartera) i do pewnej pomocy pieniężnej.

Poważniejszego poparcia udzieliły stanom czeskim Niderlandy, do których o pomoc zwrócił się dyrektoriat zaraz na początku swej działalności. Jednakże starania czeskie nie znalazły poparcia u 01denbarneveldta i dopiero jego upadek polityczny i śmierć zmieniły sytuację. Stany Generalne dały powstańcom formalną gwarancję, że będą im udzielały pomocy finansowej w wysokości 50 tys. guldenów holenderskich miesięcznie (1619). Pieniądze te, mimo że ostatecznie nie przekazano ich tyle, ile obiecywała gwarancja, umożliwiły Czechom przeprowadzenie zaciągów wojskowych. Pierwsze oddziały, które przybyły z zagranicy na pomoc powstańcom pod wodzą znanego później kondotiera Mansfelda, wynajęte zostały za pieniądze holenderskie. Pod koniec wiosny 1619 r. przybył do Czech, opłacony przez Holendrów, regiment piechoty pod dowództwem pułkownika Frencka.

Realizm polityczny nakazywał Czechom szukać pomocy również u bezpośrednich sąsiadów. W grę wchodziły tu przede wszystkim Morawy i Śląsk. Stany morawskie zawiodły jednak oczekiwania protestantów czeskich. Pod wpływem bowiem swego przywódcy Karola Żerotina, dawnego zaufanego Habsburgów, nie zgodziły się na udzielenie powstańcom zbrojnej pomocy, natomiast wypowiedziały się za likwidacją konfliktu drogą pokojową.

Inną postawę przyjęły stany śląskie. Za sprawą Jana Jerzego Krniovsky'ego (von Jugerndorf, z Karniowa) uchwaliły nie tylko wysłać Czechom pomoc militarną, lecz także obsadzić wojskiem granicę z Polską, ze strony której, nie bez powodu, obawiano się interwencji zbrojnej na rzecz Habsburgów.

Tymczasem wypadki na czeskim teatrze działań wojennych potoczyły się dość szybko. Reakcja ze strony Habsburgów była zrazu niejednolita. Cesarz Maciej, a zwłaszcza kardynał Klesi opowiadali się za rokowaniami, natomiast krańcowo różne poglądy reprezentowali arcyksiążęta Ferdynand i Maksymilian oraz główny dowódca Ferdynanda baron von Eggenberg. Cieszyli się oni w gruncie rzeczy z buntu nad Wełtawą, widząc w nim idealną sposobność do ostatecznego rozprawienia się z protestancką opozycją w Czechach. Stronnictwo arcyksiążąt było znacznie energiczniejsze od cesarskiego. Gdy kardynał Klesi został przez nich uwięziony, a wkrótce potem zmarł cesarz Maciej, Ferdynand został całkowitym panem sytuacji. Skoncentrował w swym ręku nie tylko władzę nad dziedzicznymi krajami austriackimi, ale także korony Węgier i Czech, a rychło sięgnął i po cesarską. Otrzymał ją w wyniku jednomyślnej zgody elektorów Rzeszy (również protestanckich) na sejmie we Frankfurcie nad Menem (28 VIII 1619).

Zanim jednak to osiągnął, stany czeskie, korzystając z poparcia stanów Śląska i Łużyc, i tym razem także Moraw, pozbawiły go korony czeskiej, którą posiadał od 1617 r., a na króla Czech wybrały zięcia Jakuba I angielskiego, elektora Fryderyka V (26 VII 1619). Decyzja ta oznaczała, że Czesi zerwali za sobą wszelkie mosty i zdecydowali się szukać rozstrzygnięcia swojej sprawy wyłącznie już na drodze zbrojnej.

Ale tu szczęście im nie sprzyjało. Wprawdzie rychło po wybuchu powstania wojska hr. Thurna wkroczyły do Austrii, jednak atak wojsk cesarskich pod wodzą francuskich generałów w służbie habsburskiej, Dampierre'a na Morawy i Boucąuoya na Czechy (jesień 1618), zmusił wojska powstańców do odwrotu. Co gorsza, kiedy na terenie Czech i Moraw doszło do walk z armią habsburską, wśród wyższych dowódców powstańczych (Thurn, Hohenlohe, Fels) dały się zaobserwować wahania, a postępowanie ich nosiło nawet nieraz wyraźne cechy zdrady.

Duże nadzieje mogli natomiast wiązać Czesi z powstaniem przeciwko Habsburgom, które w ścisłym związku z wydarzeniami w ich kraju wybuchło na Węgrzech. Inspiratorem jego był książę siedmiogrodzki Bethlen Gabor i stojąca za nim Turcja. Bethlen interweniował zbrojnie na Węgrzech i w Czechach i razem z wojskami powstańczymi podszedł pod Wiedeń (XI 1619). Był to najcięższy dla Habsburgów moment w całej wojnie czeskiej. Cesarza Ferdynanda uratował jego sojusznik, król polski Zygmunt III. Obawiał się on bardzo, aby bunt przeciw legalnej władzy, który ogarnął Czechy i Śląsk, nie rozszerzył się na kraje ościenne, a więc również i na Polskę, gdzie król dopatrywał się niebezpieczeństwa ze strony opozycji szlacheckiej, dysydenckiej i dyzunickiej. A jednocześnie większość szlachty polskiej, bojąc się panicznie absolutum dominium, z niepokojem odnosiła się do perspektyw zwycięstwa Habsburgów, co niewątpliwie wzmocniłoby tendencje absolutystyczne również i w Rzeczypospolitej.

Król Zygmunt i dwór polski dość energicznie podjęli akcję pomocy dla cesarza, który zresztą sam zwrócił się w tej sprawie. Ostatecznie po zmianie pierwotnych planów interwencji na Śląsku, Zygmunt III do walki z Bethlenem zezwolił magnatowi węgierskiemu, oddanemu cesarzowi hr. Homonnai, zaciągnąć na terenie Polski specjalne oddziały tzw. lisowczyków. Wojsko to opłacili częściowo panowie polscy. Krwawa dywersja lisowczyków na Węgrzech (1619/1620) zmusiła Bethlena do odwrotu spod Wiednia.

Ferdynand był ocalony, natomiast naprężone już od kilku lat stosunki polsko-tureckie (wyprawy magnatów polskich do Mołdawii, łupieskie i zuchwałe napady Kozaków zaporoskich na wybrzeża tureckie) w obliczu nowej, antytureckiej akcji polskiej, doprowadziły do wybuchu. Należy jednak podkreślić, iż główną jego przyczyną był konflikt między Rzecząpospolitą a Portą na terenie Mołdawii. Pod Cecorą armia polska hetmana Żółkiewskiego poniosła klęskę (IX 1620), a podczas odwrotu doszło do pogromu, w czasie którego poległ sędziwy i zasłużony hetman. Najazd turecki na Polskę w roku następnym (1621) doprowadził dzięki obronie wojsk Rzeczypospolitej, dowodzonych przez hetmana wielkiego litewskiego, Jana Karola Chodkiewicza, do pokoju w obozie pod Chocimiem (9 X 1621).

Tymczasem w Czechach nastąpiło ostateczne rozstrzygnięcie. Cesarz uzyskał poważne posiłki od ligi katolickiej, które przyprowadził do Czech arcyks. Maksymilian Bawarski. Pochód wojsk bawarskich w głąb Czech został ułatwiony dzięki temu, że kondotier w służbie Fryderyka V, Mansfeld, za 400 tys. guldenów otrzymanych od nieprzyjaciela wstrzymał się od działań wojennych.

Bitwa pod Białą Górą (1620) i jej znaczenie w dziejach Czech

Do rozstrzygającej bitwy doszło na zachód od Pragi pod Białą Górą. Siły obu stron nie były równe. Armia ligi liczyła ponad 25 tys. ludzi i składała się z doborowego, zaciężnego żołnierza wyszkolonego w służbie hiszpańskiej. Dowodził nią Brabantczyk Jan hr. Tilly, chociaż w armii znajdował się sam książę Maksymilian Bawarski. Stojąca naprzeciw armia czeska była słabsza liczebnie (20-21 tys.), gorzej zorganizowana i gorzej wyszkolona, a jej dowódca, Chrystian Anhalcki talentem wojskowym nie dorównywał Tilly'emu.

Dnia 8 listopada 1620 r. doszło do bitwy, która stanowiła słup milowy w historii Czech. Wojska koalicji habsbursko-katolickiej zadały protestantom czeskim w ciągu kilku godzin kompletną klęskę i zajęły pobliską Pragę (9 XI). Niefortunny zięć Jakuba I elektor Fryderyk V, "zimowy" król Czech, musiał uchodzić ze swego królestwa do Palatynatu, Czechy zaś zostały rzucone na łaskę i niełaskę cesarza Ferdynanda.

Zemsta Habsburgów nad zbuntowanymi poddanymi była niezwykle sroga. Zwycięski cesarz do karania przywódców powstania ustanowił specjalny trybunał nadzwyczajny (13 III 1621), a misję zniszczenia wszelkich przywilejów i swobód politycznych, i religijnych w Czechach powierzył księciu Lichtensteinowi, na Morawach zaś kardynałowi Dietrichsteinowi. Z wyroku specjalnego trybunału straceni zostali wszyscy przywódcy powstania, którzy nie byli na tyle przezorni, by ujść za granicę z "królem zimowym", następnie zaś oddali głowy wszyscy wybitniejsi uczestnicy wojny 1618-1620. Ogółem wymordowano ponad 600 osób, a majątki ich, nieraz olbrzymie, uległy konfiskacie.

Nastąpiła pełna restytucja dóbr kościelnych, skonfiskowanych w swoim czasie przez reformację, a do kraju napłynęły liczne rzesze jezuitów. Protestantyzm czeski prześladowano we wszystkich jego formach. Równocześnie zaś cesarz Ferdynand przystąpił do reformy ustroju państwowego Czech, ustanawiając dziedziczność Habsburgów w tym kraju (dotąd byli oni monarchami elekcyjnymi), ograniczając całkowicie prawa sejmów krajowych i znosząc autonomię administracji. W wyniku tych reform Czechy z niezależnego niemal królestwa zostały przekształcone w zwykła prowincję monarchii habsburskiej.

Na miejsce wymordowanej lub zbiegłej za granicę dawnej arystokracji czeskiej tworzyli Habsburgowie nową, której podstawę ekonomiczną stanowiły skonfiskowane powstańcom majątki. Ta nowa arystokracja i szlachta była przeważnie pochodzenia niemieckiego.

W wyniku klęski powstania i dalszej wojny, która trwała jeszcze po 1620 r., ludność Czech gwałtownie się zmniejszyła. Na początku XVII w. kraje Korony Czeskiej liczyły ok. 4 min mieszkańców, w połowie tegoż stulecia ludność Czech wynosiła niespełna 1 min. Najwięcej pochłonęły klęski wojenne i zarazy, ponadto na przymusową emigrację musiało się udać ok. 150 tys. protestantów (niektórzy podają znacznie wyższe liczby), którzy nie chcieli przejść na katolicyzm. Nastąpił głęboki upadek Czech i kultury czeskiej, los tego kraju został przesądzony na trzy wieki.

Na klęskę Czechów złożyło się wiele przyczyn. I przewaga militarna Habsburgów, i brak zupełnej jedności w obozie powstańczym, i wreszcie dwuznaczna co najmniej postawa wielu dowódców wojskowych. Do nich należy dodać jeszcze jedną przyczynę - izolację powstańców czeskich. Mimo iż reprezentowali oni europejski obóz protestancki, obóz ten nie pomógł im czynnie, wydając ich tym samym na łup Habsburgów i reakcji katolickiej. Co było powodem tej biernej w gruncie rzeczy postawy obozu reformacji, obozu wrogiego przecież Habsburgom? Na takiej postawie zaważył przede wszystkim legitymizm łączący wszystkich prawie monarchów i władców udzielnych w Europie bez względu na różnice, jakie ich dzieliły. Stąd niechęć lub wręcz wrogi stosunek władców do stanów czeskich, które podjęły walkę z władzą legalną, z pomazańcami boskimi - Habsburgami. Hamulce te przestały działać, gdy powstanie czeskie poniosło klęskę, a drażliwy ten problem, bynajmniej nie tylko teoretyczny, przestał istnieć.

Wojna o Palatynat i wojna duńska (1622-1629)

Rozstrzygnięty był los Czech, nie rozstrzygnięte natomiast losy wojny. Trwała ona jeszcze na dwóch odcinkach - na wschodzie przeciwko sojusznikowi pokonanych Czechów, Bethlenowi Gaborowi, a na zachodzie przeciwko "królowi zimowemu" elektorowi Fryderykowi, który uszedł do swego Palatynatu.

Do współdziałania tych dwóch wrogów Habsburgów jednak nie doszło, a cesarz, chcąc mieć wolną rękę do walki z elektorem Palatynatu, rychło doszedł do porozumienia z Bethlenem, zawierając z nim pokój w Nikolsburgu (Mikulov, VI 1622), na mocy którego Bethlen w zamian za liczne istotne korzyści zrzekł się pretensji do korony węgierskiej i zaprzestał wrogich działań przeciw Ferdynandowi.

Wojska cesarskie i popierającej go ligi, zabezpieczywszy się od strony Węgier, mogły tym mocniej skoncentrować się na akcji w Palatynacie. Fryderyk V, poza siłami Mansfelda, który zdołał wycofać się z Czech, rozporządzał oddziałami świeżo pozyskanych sprzymierzeńców - ks. Chrystiana Brunszwickiego i margrabiego Jerzego Fryderyka von Baden-Durlach.

Jednakże zwycięstwa Tilly'ego pod Wimpfen i Höchst (V-VI 1622) oddały Palatynat w ręce cesarza i ligi, tym bardziej że przerażony Fryderyk V chcąc ułagodzić zwycięzców zrezygnował z usług Mansfelda i Chrystiana Anhalckiego. Wojska Tilly'ego zajęły cały Palatynat, a zwycięski wódz złupił m. in. stary Heidelberg, jego bezcenne zbiory biblioteczne przesyłając w darze papieżowi Grzegorzowi XV, który wcielił tę zdobycz do Biblioteki Watykańskiej jako tzw. Palatina.

Odniesione przy walnej pomocy Hiszpanów zwycięstwo w Palatynacie spowodowało upadek Fryderyka V. Cesarz przeniósł godność elektorską na arcyksięcia bawarskiego Maksymiliana, co prawda tylko dożywotnio, dając tym samym spadkobiercom "króla zimowego" nadzieję na odzyskanie jej w przyszłości.

Wojna o Palatynat, która zaczęła tzw. czesko-niemiecki okres wojny trzydziestoletniej, nie doprowadziła bynajmniej do pacyfikacji Europy. Sukcesy Habsburgów nad Wełtawą i Renem zachęciły Hiszpanię do podjęcia jeszcze jednej próby zgniecenia Niderlandów Północnych, które pierwsze uczyniły wyłom w świetnym ongi gmachu imperium hiszpańskiego. Korzystając z upływu 12-letniego rozejmu zawartego w 1609 r., Hiszpanie podjęli działania wojenne (1621).

Oprócz sukcesów w Palatynacie skłoniła ich do tego bierność dotychczasowej głównej ostoi protestantyzmu w Europie - Anglii. Planom Filipa III (rychło zresztą zmarłego) i jego ministra Olivaresa sprzyjał również głęboki impas, w jakim znalazła się polityka francuska po śmierci Henryka IV, w wyniku poczynań Marii Medici i jej wszechwładnego ministra de Luynesa.

Nowa wojna hiszpańsko-holenderska zaczęła się pod złymi auspicjami dla młodej Rzeczypospolitej Zjednoczonych Prowincji. Wojska Filipa IV, dowodzone przez utalentowanego generała włoskiego w służbie hiszpańskiej Ambrosio Spinolę, poczęły odnosić sukcesy, których ukoronowaniem było zdobycie Bredy, zmuszonej głodem do kapitulacji (10 VI 1625). Moment ten uwiecznił Velasquez w jednym ze swych arcydzieł malarskich.

Niedługo potem odnieśli Hiszpanie nowy sukces, tym razem dyplomatyczny. Zakończyli krótkotrwały konflikt z Francją o Valtelinę, zawierając z nią traktat w Madrycie (I 1626), zmodyfikowany później w niewielkim stopniu układem w Mongon (III 1626).

Gdy spacyfikowano odcinek hiszpańsko-francuski, a jeszcze niezupełnie wygasła wojna w Niemczech, nowy płomień wzniecił tym razem król duński Chrystian IV (1588-1648). Monarcha ten, podobnie jak król szwedzki Gustaw Adolf, był poważnie zaniepokojony postępami habsbursko-katolickimi w Holandii, a przede wszystkim w północnych Niemczech, gdzie koncentrowało się wiele żywotnych interesów Danii i jej monarchy, który był księciem Rzeszy jako władca Holsztynu (Holstein).

Równocześnie protestanci niemieccy, coraz bardziej zagrożeni przez zwyciężającą kontrreformację, poczęli szukać pomocy u swych północnych, skandynawskich współwyznawców. Gdy więc książęta Dolnej Saksonii obrali Chrystiana swym zwierzchnikiem, zdecydował się on na interwencję w Niemczech i wkroczył w granice Cesarstwa (1625). Sprawa zabezpieczenia własnych interesów w Niemczech i udzielenia równocześnie poparcia ponoszącemu porażki obozowi protestanckiemu była niewątpliwie głównym motywem, którym kierował się Chrystian IV, podejmując decyzję wznowienia wojny w Rzeszy. Istniała jednak druga, równie ważna przyczyna tej decyzji. Była nią uzasadniona całkowicie obawa, by nie dać się wyprzedzić swemu rywalowi skandynawskiemu, Gustawowi Adolfowi, który zaczął prowadzić coraz bardziej aktywną politykę w rejonie Bałtyku, rozpoczynając ponownie (1625), po krótkim rozejmie (1622), działania wojenne przeciwko Polsce, sojuszniczce cesarza.


Wkroczenie Chrystiana IV do Niemiec rozpoczęło tzw. duński okres wojny trzydziestoletniej. Dania z początku związała się specjalnymi porozumieniami z Anglią (która zdecydowała się wreszcie po śmierci Jakuba I na częściowe uaktywnienie swej polityki), Stanami Generalnymi Holandii i Francją (XII 1625). Okres duński wojny to w gruncie rzeczy jej stosunkowo niewielki epizod, którego jak wskazują niektórzy historycy, nie można zestawiać nie tylko z wielkim i decydującym okresem szwedzkim czy szwedzko-francuskim, lecz nawet z poprzedzającym go powstaniem czeskim.

Chrystian duński i walczący po jego stronie, zrazu za pieniądze holenderskie, Mansfeld, szybko poczęli ponosić klęski. Mansfeld pod Roslau zaatakował wojska cesarskie dowodzone przez wybitnego dowódcę Albrechta von Wallensteina (Waldsteina), wywodzącego się z nowej arystokracji czeskiej. Bitwa zakończyła się klęską Mansfelda (IV 1626), który uszedł na Śląsk, pociągając tam za sobą zwycięskie oddziały Wallensteina. W kilka miesięcy później Tilly na czele wojsk ligi odniósł wielkie zwycięstwo nad armią Chrystiana IV w bitwie pod Luter am Barenberge w Brunszwiku (27 VIII 1626).

Po tym nowym sukcesie armii habsburskiej dwory madrycki i wiedeński snuły plany stworzenia silnej potęgi morskiej na Bałtyku celem zapobieżenia na przyszłość niespodziankom ze strony Szwecji czy Danii i umocnienia swych wpływów w tym rejonie. Czołową rolę w tych planach przeznaczono Wallensteinowi, uhonorowanemu tytułem admirała Morza Bałtyckiego (1628).

Równocześnie wojska jego zajęły graniczącą z morzem Meklemburgię i przystąpiły do oblężenia Stralsundu. Wówczas jednak do natychmiastowej kontrakcji przystąpił Gustaw Adolf, posyłając Stralsundowi posiłki i zawierając z miastem układ o charakterze zaczepno-odpornym (VI 1628). To był już pierwszy krok na drodze do interwencji szwedzkiej w Niemczech, przygotowywanej od lat kilku przez Gustawa Adolfa. Grożąca inwazja z północy uświadomiła Cesarstwu konieczność zakończenia wojny z Chrystianem duńskim.

Zdawał sobie z tego sprawę również Gustaw Adolf, dlatego postanowił wreszcie znaleźć wspólny język ze swym bałtyckim rywalem. Przeznaczał jednak królowi duńskiemu wyłącznie rolę podporządkowanego sobie sprzymierzeńca. Takie ustawienie Chrystiana było też głównym celem spotkania obu monarchów, do którego doszło z inicjatywy Gustawa Adolfa (II 1629). Tymczasem Chrystian był pod zbyt silnym jeszcze wrażeniem ostatniej klęski, jaką zadał mu Wallenstein w bitwie pod Wolgast (Wołogoszcz) (2 IX 1628), gdy usiłował wylądować na Pomorzu, równocześnie zaś za bardzo obawiał się swego północnego sąsiada, by pójść na jego koncepcje. Było już na to za późno. Zamiast związać się ze Szwecją aliansem antyhabsburskim, Chrystian IV zawarł w Lubece (22 V 1629) pokój z Habsburgami, których reprezentował Wallenstein, na warunkach rezygnacji ze swych planów w północnych Niemczech i uznania pełnej suwerenności cesarza w Holsztynie i innych księstwach.

Wallenstein i Gustaw Adolf. Potęga militarna Szwecji

W duńskim epizodzie wojny trzydziestoletniej poczęła wschodzić gwiazda Wallensteina, by na krótko zabłysnąć pełnym blaskiem.

Albrecht von Wallenstein (ur. 1583) pochodził ze starej, szlacheckiej, protestanckiej rodziny czeskiej. Od najmłodszych lat dążył do zrobienia kariery. Pierwszym krokiem na tej drodze było porzucenie luteranizmu i przejście na katolicyzm, dalej, odpowiednie małżeństwa. Zwłaszcza drugie małżeństwo z przedstawicielką bardzo wpływowej na dworze cesarskim rodziny, Izabellą Harrachówną, otworzyło mu drogę do najwyższej kariery.

W czasie powstania czeskiego, dowodząc wojskiem na Morawach, nie tylko dochował wierności Habsburgom, ale wyświadczył im poważne przysługi. Po zgnieceniu powstania Ferdynand obdarzył go swą łaską. Wallenstein począł skupywać za bezcen skonfiskowane dobra, dochodząc wkrótce do fantastycznego wprost majątku ok. 4 min talarów. Znalazł się też w gronie najbliższych ludzi cesarza, który obdarzył go tytułem księcia Frydlandu i Żagania.

Wallenstein począł w tym czasie występować z planami maksymalnego wzmocnienia władzy cesarskiej, szczególnie na ziemiach dziedzicznych Habsburgów, czym - rzecz jasna - jeszcze bardziej pozyskał sobie Ferdynanda. Wallenstein był wybitnie utalentowanym, o ile nie genialnym, dowódcą wojskowym, bezwzględnym zwolennikiem zasady, że wojna winna żywić wojnę. Dzięki tym talentom stał się też wkrótce najwybitniejszym wodzem w obozie cesarskim.

Znakomitego przeciwnika miał znaleźć w osobie króla szwedzkiego Gustawa Adolfa (1611-1632). Gustaw Adolf wstąpił na tron mając zaledwie siedemnaście lat. Królestwo odziedziczone po Karolu IX dalekie było jeszcze od wewnętrznej i zewnętrznej stabilizacji. Problemy wewnętrzne - finanse, oświata, a przede wszystkim sprawy kościelne - wymagały reform i ulepszeń, na zewnątrz pozycja uzurpatorskiej linii Wazów wciąż jeszcze była zagrożona przez roszczenia legalnej, starej linii dynastii, która wprawdzie utraciła koronę szwedzką, ale zyskała polską.

Gustaw Adolf był jednym z najwybitniejszych monarchów w dziejach Szwecji i jednym z największych wodzów i mężów stanu w historii. Jako 6-letni chłopiec brał już udział w wyprawie wojennej, w wieku lat 10 uczestniczył w naradach politycznych i przyjmował ambasadorów. Znał dobrze kilka języków, dziesięć zaś powierzchownie. Zainteresowania intelektualne przejawiał również po ukończeniu edukacji. Czytał liczne dzieła filozoficzne, a jego szczególnie ulubionym myślicielem był Hugo Grotius.

Talenty męża stanu, administratora i organizatora łączył z niezwykłym talentem wojskowym. Wpatrzony w taktykę i strategię najwybitniejszych wodzów epoki, umiał od nich przejąć wszystko, co było mu niezbędne do stworzenia własnej taktyki i organizacji armii.

Pełen żywotnej energii, był niezwykle impulsywny, trawiony gorączką działania. Jego najbliższy doradca, kanclerz Axel Oxenstierna był pod tym względem przeciwieństwem swego królewskiego przyjaciela.

Gustaw Adolf zdołał pomyślnie rozwiązać zagadnienia wewnętrzne, wśród których na szczególną uwagę zasługują problemy kościelne i oświatowe. Przeprowadzono reformy kościelne, które umocniły pozycję luteranizmu jako religii państwowej w Szwecji. Cenny i ciekawy był, nigdy zresztą w pełni nie zrealizowany, królewski projekt consistorium generale. Reformy w dziedzinie oświaty zapoczątkował wydaniem w 1611 r. nowych przepisów. Szwedzkie reformy oświatowe dokonane były niewątpliwie pod wpływem ramizmu, cechowała je więc daleko posunięta laicyzacja, rozumiana oczywiście jako oddzielenie szkolnictwa kościelnego od świeckiego. Unowocześniono też w pełni treść i proces nauczania, zrównując go z najbardziej pod tym względem przodującymi krajami Europy. Szczególnie ważne w szwedzkiej reformie edukacyjnej było utworzenie gimnazjów (pierwsze powstało w 1623 r.).

Najwięcej jednak energii i umiejętności poświęcił młody monarcha sprawom wojska i jego reformy. Dążąc do stworzenia nie tylko dobrze wyszkolonej i uzbrojonej, ale silnej liczebnie armii, która pozwoliłaby mu zrealizować jego wielkoeuropejską politykę, nie mógł się Gustaw Adolf oprzeć na zasobach ludzkich samej tylko Szwecji.

Szwecja w latach trzydziestych XVII w. liczyła ok. 2,5 min ludności, z tego nieco ponad 1,5 min w Szwecji właściwej, reszta zaś przypadała na ziemie etniczne nieszwedzkie, należące do królestwa. Podstawą gospodarki szwedzkiej było rolnictwo, a w kraju panowały w pełni feudalne stosunki produkcji. Jednakże w drugim i trzecim dziesięcioleciu XVII w. daje się zaobserwować silny rozwój kopalnictwa miedzi i żelaza, związany ze wzrastającym zapotrzebowaniem na te surowce w Europie i świecie. Również wewnętrzny rynek szwedzki przejawił zwiększony popyt, zwłaszcza na żelazo, w związku z uzbrajaniem armii.

Szwedzkie kopalnie rudy żelaznej dostarczały 30% całej produkcji europejskiej. Wielka kopalnia miedzi w Falun, którą jeszcze w XVIII w., a więc po okresie jej szczytowej wydajności, Linneusz nie wahał się nazwać "największym cudem Szwecji", dostarczyła w 1620 r. ok. 1250 ton metalu, a w 1632 - ok. 1900, wysuwając Szwecję zdecydowanie na czoło produkcji światowej.

Poważne bogactwo kraju stanowiły także olbrzymie lasy dostarczające pod dostatkiem drewna niezbędnego zarówno do eksploatacji kopalń, jak i przede wszystkim dla rozwijającego się w Europie Zachodniej przemysłu okrętowego. Mimo wszystko, omówiona wyżej gospodarka Szwecji nie postawiła jej w rzędzie najbardziej rozwiniętych krajów Europy.

Nieliczna ludność Szwecji nie pozwalała na zmobilizowanie więcej niż ok. 15 tys. żołnierzy, zdolności mobilizacyjne epoki nie przekraczały bowiem 1%. Gustaw Adolf uzupełniał stan liczebny swej armii również zaciągami obcymi. Nie ograniczał się jednak do nich i korzystał także ze swoistej rezerwy rekrutującej się spośród posiadaczy ziemskich, odpowiednio wyszkolonych i przeznaczonych w zasadzie do obrony kraju. Szlachta obowiązana była zasadniczo do służby wojskowej na koniu (rusttjanst), chłopi czynszowi zaś służyli w tzw. rotar. Ci, którzy nie służyli osobiście, musieli płacić podatek wojskowy, tzw. rotepenningar.

W 1623 r. armia liniowa Gustawa Adolfa liczyła ok. 25 tys. ludzi - 12 regimentów piechoty szwedzkiej (14400 ludzi), 4 tys. cudzoziemskiej (4800 ludzi) i 6 tys. jazdy. Rezerwa liczyła ok. 16 tys. ludzi zgrupowanych w 20 batalionach piechoty i 8 regimentach jazdy. W ten więc sposób Szwecja u progu interwencji Gustawa Adolfa w Niemczech zdolna była wystawić armię liczącą ok. 40 tys. ludzi. Wynikało stąd, że jej zdolności mobilizacyjne osiągnęły imponujący odsetek 1,7%.

Potęgę szwedzkich sił zbrojnych stworzył nie tylko system rekrutacji i organizacji, który szczęśliwie połączył elementy armii narodowej z zaciężną. W równym stopniu przyczyniło się do tego uzbrojenie, a przede wszystkim to novum, które wniósł Gustaw Adolf do sztuki wojennej.

Siłę swej armii oparł król na piechocie zorganizowanej w jednostki, zarazem organiczne i taktyczne, o mieszanym składzie. Dzieliły się one na brygady. Każda brygada składała się z 3 regimentów, regiment z 2 batalionów, batalion z 4 kompanii. Kompania liczyła 150 ludzi. Ten sposób organizacji różnił się od zagranicznych i, co najważniejsze, przewyższał je. Zasadniczym chyba elementem w reformie taktyki wojennej było znaczne wzmocnienie siły ognia, zarówno piechoty, jak i artylerii. Szczególnie doniosłe było wprowadzenie szybkostrzelnych lekkich działek (250-kilogramowych), którymi wzmocniono regimenty piechoty. Dzięki temu siła ognia tej broni (działka plus muszkieterzy) niepomiernie wzrosła.

Artyleria złożona z lżejszych dział polowych i ciężkich oblężniczych wzmagała siłę ogniową armii szwedzkiej, a jazda i saperzy, rekrutowani spośród górników, znakomicie podnosili walory tej armii. Wojska Gustawa Adolfa były więc siłami zbrojnymi całkowicie zmodernizowanymi i ruchliwymi, dysponującymi wielką siłą, dobrze i sprawnie zaopatrywanymi w broń, amunicję, żywność i wszelkie niezbędne środki.

Podstawą strategii Gustawa Adolfa była zasada, iż należy zajmować przede wszystkim te terytoria, które stanowią oparcie dla siły i zaopatrzenia nieprzyjaciela. Reformom organizacyjnym i taktycznym króla przyświecały trzy zasadnicze cele - uzyskanie optymalnej ruchliwości armii, potęgi ognia oraz połączenia siły i ognia, i uderzenia. Osiągnięcie tych trzech celów uczyniło z wojska szwedzkiego znakomite i wzorcowe narzędzie wojny, po mistrzowsku wykorzystywane przez wodza.

W świetle tego, co powiedzieliśmy wyżej, staje się całkowicie zrozumiała przyczyna wielkich powodzeń Szwedów w wojnie trzydziestoletniej. Należy jeszcze podkreślić, że pod względem wojskowym Rzesza Niemiecka pozostała w zasadzie nadal średniowieczno-feudalną.

Wojna polsko-szwedzka (1625-1629)

Wstępnym krokiem do udziału Szwecji w konflikcie na terenie Niemiec była wojna z Polską. Toczyła się ona z pewnymi przerwami właściwie od samego początku stulecia. Gdy wygasł krótkotrwały rozejm mitawski, Gustaw Adolf rozpoczął w drugiej połowie 1625 r. działania wojenne przeciw Rzeczypospolitej zajmując Dorpat w Inflantach.

Wojna polsko-szwedzka 1625-1629 była logiczną konsekwencją zarówno polskiej, jak i szwedzkiej polityki w tym okresie. Polska stała zdecydowanie w obozie habsburskim, co najlepiej uwidoczniło się w sprawie dywersji lisowczyków. Szwecja szykująca się do interwencji w Niemczech chciała sobie zabezpieczyć flanki od strony wschodniego sojusznika Habsburgów. Jednocześnie chodziło Gustawowi Adolfowi o zagarnięcie dla Szwecji dochodów z polskiego handlu morskiego i rozstrzygnięcie sporu o Inflanty. Akcja króla miała też w pewnym stopniu charakter prewencyjny, chodziło bowiem o uprzedzenie ewentualnego wystąpienia polskiego przeciw Szwecji.

W roku następnym (1626) Gustaw Adolf przeniósł wojnę z Polską do Prus. Wojna pruska toczyła się przez trzy lata (1626-1629). Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że zmagania polsko-szwedzkie 1625-1629 stanowiły przede wszystkim fragment wojny ogólnoeuropejskiej i z tego też tytułu można by mówić o polskim okresie wojny, tak jak niektórzy historycy mówią o okresie włoskim. Takie było ogólniejsze tło wojny pruskiej, dla Polski jednak znaczenie jej nie ograniczało się, rzecz jasna, do udziału w koalicji habsbursko-katolickiej, lecz było równocześnie walką o suwerenność gospodarczą, do której klucz znajdował się u ujścia Wisły.

Wojna toczyła się ze zmiennym szczęściem. Polacy pobili Szwedów na morzu pod Oliwą (28 XI 1627), a hetman koronny Koniecpolski przy pomocy posiłków austriackich pokonał Gustawa Adolfa pod Trzcianą (26 VI 1629). Mimo to wojna przybrała obrót niekorzystny dla Polski pod względem militarnym. Zmiany w Niemczech, a przede wszystkim zwycięstwo Wallensteina nad Chrystianem IV, wymagały przerzucenia głównych sił szwedzkich do Rzeszy. Gustaw Adolf chętnie zgodził się więc na przerwanie działań wojennych przeciw Polsce, na którą równocześnie silnie naciskały dyplomacje państw antyhabsburskich, tj. przede wszystkim Francji, ponadto Holandii, Anglii i Brandenburgii.

Przy ich też pośrednictwie zawarto w Altmarku (Stary Targ) sześcioletni, bardzo korzystny dla Szwecji, rozejm (26 IX 1629). Wśród jego postanowień szczególnie ważna była klauzula o demilitaryzacji Gdańska, gdyż godziła dotkliwie w interesy obronne Polski, flota bowiem Rzeczypospolitej pozbawiona została prawa przebywania w tym porcie. Co gorsza, Szwedzi na podstawie specjalnej umowy z Gdańskiem uzyskali prawo pobierania ceł z polskiego handlu morskiego. Dzięki temu w przededniu swojej interwencji w Niemczech uzyskali poważne źródło dochodów, tak niezbędnych do prowadzenia wojny. Na razie karta polska została - nie na długo zresztą - wycofana z gry wojennej, ale miała jeszcze, łącznie z rosyjską, odegrać później poważną rolę.

Szwedzki okres wojny trzydziestoletniej (1630-1635) śmierć Gustawa Adolfa i Wallensteina

Tymczasem cesarz Ferdynand po trzech kolejnych zwycięstwach (Czechy, Palatynat, Dania) poczuł się panem sytuacji i wydał tzw. edykt restytucyjny (6 III 1629), mocą którego zwracano katolikom wszystkie majątki utracone na rzecz protestantów od czasu rozejmu passawskiego (1552). Edykt restytucyjny, który stwarzał zarzewie nowych konfliktów w Rzeszy, przeprowadzony został wbrew radom Wallensteina. Jego sława wojenna i silna pozycja stały się solą w oku wielu władców niemieckich. Żądali oni, począwszy od 1629 r., usunięcia ks. Frydlandu. Gdy tedy elektorowie, zarówno katoliccy, jak protestanccy, przypuścili na niego gwałtowny atak na zjeździe w Ratyzbonie, cesarz udzielił mu dymisji (1630). W ten sposób w przededniu najazdu szwedzkiego obóz habsbursko-katolicki został pozbawiony najwybitniejszego dowódcy wojskowego.


Wbrew pozorom edykt restytucyjny nie był bynajmniej wyrazem religijnej polityki Habsburgów lub też posunięciem przeprowadzonym specjalnie w interesie kontrreformacji, miał natomiast podreperować finanse Cesarstwa. Edykt nie zyskał jednak entuzjastycznego poparcia ze strony papieża Urbana VIII, który zachował powściągliwe stanowisko. Natomiast w Niemczech akt ten doprowadził do zaostrzenia sytuacji wewnętrznej, co miało znacznie ułatwić sytuację Gustawowi Adolfowi. Król szwedzki, załatwiwszy chwilowo sprawy na wschodzie, zdecydował się ostatecznie na interwencję w wojnę niemiecką; 6 lipca 1630 r. wylądował na czele swych wojsk w Peenemiinde, zajmując bezpośrednio potem wyspy Wolin i Uznam oraz pobliski Szczecin.

Sądy historyków na temat motywów, jakie pchnęły Gustawa Adolfa do podjęcia interwencji w Niemczech, są różne. Dla jednych miały to być pobudki głównie religijne, król szwedzki pragnął bowiem udzielić pomocy swym współwyznawcom-luteranom, jak również wszystkim w ogóle protestantom niemieckim. Inni badacze przyczyny interwencji szwedzkiej widzą przede wszystkim w chęci opanowania przez Gustawa Adolfa całego południowego wybrzeża Bałtyku, jeszcze inni przypisują mu dążenie do stworzenia wielkiego imperium germańskiego w północnej i środkowej Europie.

Każda z tych przyczyn odegrała niewątpliwie swoją rolę. Jest rzeczą bezsporną, że cele Gustawa Adolfa nie ograniczały się tylko do chęci osiągnięcia lokalnych zdobyczy terytorialnych czy wąsko pojętych interesów dynastycznych. Desant w Peenemiinde świadczył, że król szwedzki rzuca swe siły na szalę walki jeśli nie o hegemonię europejską, to w każdym razie o zmianę w układzie sił w Europie. Równocześnie Gustaw Adolf wysuwał się na czoło sił reprezentujących nowe tendencje we wszystkich dziedzinach życia i walczących przeciw staremu porządkowi. Stawał na czele obozu protestantyzmu europejskiego. W tym sensie był niewątpliwie spadkobiercą Wilhelma Orańskiego i Elżbiety angielskiej.

Do końca 1630 r. Szwedzi zajęli większą część Pomorza i mocno się tam usadowili. Jednakże rachuby Gustawa Adolfa na to, iż samym swym pojawieniem się w granicach Cesarstwa porwie za sobą wszystkich niemieckich protestantów, okazały się mylne. Najpotężniejsi książęta protestanccy, przede wszystkim zaś Jan Jerzy, elektor saski, i Jerzy Wilhelm, elektor brandenburski, nie poparli otwarcie Szwedów, a zjazd stanów protestanckich w Lipsku (II-IV 1631) stanął na gruncie lojalności wobec cesarza, odrzucając propozycję sojuszu ze Szwecją. Chcąc nie chcąc przyłączył się natomiast do Szwedów książę pomorski Bogusław, którego państwo znalazło się pod okupacją skandynawską.

Tymczasem Gustawowi Adolfowi udało się pozyskać innego bardzo cennego sprzymierzeńca; 23 stycznia 1631 r. w Barwalde (Mieszkowice) w pobliżu Frankfurtu nad Odrą został podpisany traktat między Szwecją a Francją. Ostrze układu skierowane było przeciw cesarzowi, przy czym dyplomata francuski Charnace, przedstawiciel Richelieugo, postawił w imieniu swego mocodawcy warunek uszanowania nie tylko religii katolickiej na terenach, które dostaną się w ręce Szwedów, ale również samej ligi katolickiej. Chodziło bowiem Richelieumu o to, by impet szwedzki skierować przeciw Habsburgom, nie zaś przeciw lidze, a zwłaszcza Bawarii, z którą Francja miała dobre stosunki i nie chciała ich psuć. Na mocy tego układu Francja zobowiązała się do płacenia Szwecji subsydiów w wysokości 1 min liwrów rocznie, w zamian za co ta ostatnia miała utrzymać 30-tysięczny kontyngent piechoty i 6-tysięczny kontyngent jazdy.

Tymczasem wypadki na terenie samych Niemiec poczęły przybierać obrót korzystny dla Gustawa Adolfa. Oto do jesieni 1630 r. wojska cesarskie dowodzone przez Tilly'ego i Pappenheima oblegały protestancki Magdeburg, który odmówił cesarzowi i lidze prawa egzekucji postanowień edyktu restytucyjnego na swym terenie. Skomplikowana sytuacja polityczna nie pozwoliła Szwedom na pośpieszenie miastu z pomocą, w wyniku czego zostało ono zdobyte (20 V 1631 ) i mimo usiłowań zwycięskich wodzów, zwłaszcza Pappenheima, splądrowane i zrabowane przez żołnierzy. Równocześnie wybuchł pożar, który sprowadził na kwitnące dotychczas miasto ostateczną katastrofę.

Tragedia Magdeburga była w gruncie rzeczy na rękę Gustawowi Adolfowi, przerażona bowiem opinia protestancka poczęła wyraźnie skłaniać się ku niemu, widząc w nim jedynego już obrońcę swej wiary, praw i interesów. Jan Jerzy Saski zawarł przymierze wojskowe z królem szwedzkim i dostarczył mu poważnych posiłków. Na sojusz, co prawda pod groźbą armat szwedzkich, zgodził się także elektor brandenburski.

Umocniwszy w ten sposób swoją pozycję, Gustaw Adolf na czele wojsk szwedzko-saskich (45 tys. ludzi, w tym 34 300 Szwedów) stanął pod Breiten- feldem na północ od Lipska, naprzeciw 40-tysięcznej armii cesarskiej dowodzonej przez Tilly'ego; 17 września 1631 r: doszło do wielkiej bitwy, w której zetknęli się nie tylko dwaj wybitni wodzowie, lecz również dwie szkoły sztuki wojennej - hiszpańska i szwedzka. Rozstrzygnięcie nie nastąpiło szybko, jednak siła ognia artyleryjskiego u Szwedów, który dziesiątkował gęsto skupioną w środku szyku nieprzyjacielskiego piechotę, oraz atak jazdy szwedzkiej pod osobistym dowództwem króla na lewe skrzydło armii cesarskiej, doprowadziły do klęski Tilly'ego. Wódz cesarski kilkakrotnie ranny zostawił pole bitwy swemu znakomitemu przeciwnikowi straciwszy przy tym - jak obliczają niektórzy historycy - ok. 13 tys. ludzi (liczba zapewne zawyżona). Straty szwedzkie nie przekroczyły jakoby 2100 zabitych i rannych. Po zwycięstwie Gustaw Adolf ruszył na czele swej armii w głąb Niemiec, w kierunku południowo-zachodnim, a sprzymierzone wojska saskie wkroczyły do Czech i zajęły Pragę (XI 1631).

Świetne zwycięstwo pod Breitenfeldem podniosło ogromnie prestiż króla szwedzkiego w Niemczech i sprowadziło do jego obozu protestantów. Gustaw Adolf myślał coraz bardziej o rozbiciu Cesarstwa, oderwaniu od niego księstw protestanckich i utworzeniu ich związku, tzw. corpus evangelicorum, pod swoim oczywiście protektoratem. Posuwając się w głąb południowych Niemiec, u granic Bawarii pod Rain nad rzeką Lechem zadał jeszcze jedną, decydującą klęskę Tilly'emu (15 IV 1632), który ciężko ranny wkrótce zmarł.

Gustaw Adolf zajął Augsburg i Monachium. Mimo doznanych wkrótce drobnych niepowodzeń (pod Ingolstadt) triumf jego w Rzeszy był zupełny, dziedziczne kraje habsburskie znalazły się w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa. Król szwedzki stał się najbardziej wpływową osobistością w życiu politycznym Europy. Wywołało to niepokój nie tylko wśród jego przeciwników, ale nawet w sojuszniczej Francji, gdzie Richelieu coraz niespokojniej patrzył na sukcesy, a zwłaszcza na plany swego sprzymierzeńca. Obawiał się przede wszystkim utworzenia imperium protestanckiego w Niemczech, które wyrosłoby zapewne na groźną dla Francji potęgę. Poza tym Richelieu niechętnym okiem patrzył na klęskę swego drugiego sojusznika - Bawarii.

W takiej sytuacji, w obliczu klęski i braku dowódcy, który mógłby stanąć w szrankach do walki z "lwem Północy", wybiła wielka godzina Wallensteina, który, jak wiemy, znajdował się w niełasce, a nawet szukał porozumienia z Gustawem Adolfem. Dwór wiedeński zdawał sobie sprawę, że pomoc ks. Frydlandu jest mu zupełnie niezbędna. Szczególnie gorliwym orędownikiem sprawy Wallensteina stał się syn cesarza Ferdynanda, Ferdynand, król Czech i Węgier.

W Góllersdorfie w Austrii zawarli Habsburgowie z Wallensteinem układ (IV 1632), którego tekst jest nie znany. Nie ulega jednak wątpliwości, że otrzymał on ogromną władzę nie tylko nad wojskiem, lecz i pewne uprawnienia w dziedzinie politycznej. Pogłoski na temat uprawnień, jakie otrzymał Wallenstein w Góllersdorfie, krążące zarówno wśród współczesnych tym wydarzeniom ludzi, jak i wśród historyków, były jednak nierzadko przesadzone.

Z właściwą sobie energią i wielkim talentem rozpoczął Wallenstein werbunek żołnierzy. Dał on wkrótce imponujące rezultaty, pod sztandarami cesarskimi znalazło się bowiem 40 tys. ludzi. Działania wojenne rozpoczął nowy generalissimus cesarski od wyparcia wojsk saskich z Czech i zajęcia Pragi. Wkrótce potem armia jego połączywszy się z wojskami ligi pod wodzą Maksymiliana Bawarskiego odparła ataki wojsk Gustawa Adolfa w obozie pod Fiirth, w pobliżu Norymbergi (VII-IX 1632), skąd armia protestancko-szwedzka musiała odstąpić, uznawszy tym samym swą porażkę. Gustaw Adolf zawiódł się zupełnie na swych sprzymierzeńcach niemieckich, którzy stanowili teraz większość jego wojsk. W tym czasie też zaczął wysuwać swe warunki pokojowe na zasadzie uti possidetis, z bezwarunkowym żądaniem anulowania edyktu restytucyjnego. Do pokoju czy rozejmu nie doszło jednak, a obie armie - szwedzka pod Gustawem Adolfem i cesarska pod Wallensteinem - spotkały się na polach na północny wschód od Lutzen w Saksonii (16 XI 1632).

W krwawej bitwie zginął wybitny dowódca cesarski - Pappenheim, oraz król szwedzki dowodzący osobiście szarżą swej kawalerii. Dowództwo po nim objął ks. Bernard Weimarski i zdołał utrzymać pole bitwy. Wallenstein straciwszy ok. 12 tys. żołnierzy, zabitych, rannych i zaginionych, wycofał się nazajutrz w kierunku Czech.

Śmierć Gustawa Adolfa nie oznaczała klęski Szwecji, sprawy polityczne ujął bowiem w swe ręce wypróbowany Oxenstierna, dowództwo armii natomiast generałowie poległego króla - Horn, Baner, Torstenson oraz najwybitniejszy spośród niemieckich protestanckich dowódców - ks. Bernard Weimarski. Oxenstierna wziął się gorliwie do dzieła i wkrótce za jego staraniem zawarto między Szwecją a stanami protestanckimi czterech okręgów w południowo-zachodnich Niemczech układ zwany ligą w Heilbronn (IV 1633). Kierownictwo spraw protestantyzmu niemieckiego pozostało w rękach kanclerza szwedzkiego.

Tymczasem pokonany pod Lutzen Wallenstein począł prowadzić na własną rękę politykę, szukając zbliżenia z protestantami niemieckimi w celu przeprowadzenia ogólnej pacyfikacji. Ta dwulicowa gra ściągnęła nań zemstę Habsburgów, dla których teraz, po śmierci Gustawa Adolfa, otwierały się lepsze perspektywy. Ambitny, zdolny i podstępny magnat czeski był im w tym momencie tylko przeszkodą. Został więc zamordowany w Chebie (Eger), w lutym 1634 r.

Sądy o tym człowieku i o jego roli dziejowej nie są jednolite. Niektórzy historycy widzieli w nim "czeskiego Napoleona", bohatera narodowego, który myślał o ogólnej pacyfikacji Niemiec i o wyzwoleniu Czech spod władzy Habsburgów. Nowsza historiografia czeska jest zdecydowanie negatywnie ustosunkowana do Wallensteina uważając, iż był to typowy kondotier, któremu chodziło jedynie i wyłącznie o własny zysk. Nie ma wprawdzie powodów do idealizowania jego osoby, śmierć jego jednak - słusznie czy niesłusznie - wywołała wielkie przygnębienie wśród pobiałogórskiej emigracji, która wierzyła, że przy jego pomocy czy pod jego przewodem odbuduje niezawisłość kraju.

Wojna tymczasem toczyła się nadal, przy czym wojska szwedzko-protestanckie odnosiły sukcesy. Jednakże sytuacja zmieniła się radykalnie, gdy wojska cesarsko-bawarskie pod dowództwem króla Czech i Węgier, Ferdynanda, wsparte pokaźnymi posiłkami hiszpańskimi, zadały miażdżącą klęskę koalicji szwedzko-protestanckiej (gen. Horn, ks. Bernard Weimarski) w dwudniowej bitwie pod Nórdlingen w Wirtembergii (5-6 IX 1634). W wyniku tego zwycięstwa zawarto pokój w Pradze (30 V 1635) między głównym przedstawicielem protestantów niemieckich, elektorem saskim Janem Jerzym, a cesarzem. Do traktatu praskiego przystąpiło wkrótce wielu władców terytorialnych, zarówno katolików, jak i protestantów. Pokój był wprawdzie bardzo korzystny dla protestantów (luteranów), zawieszał bowiem egzekucję edyktu restytucyjnego na lat 40, ale czynił cesarza panem sytuacji w Rzeszy. Powstały więc warunki do wyparcia Szwedów z Niemiec i do pacyfikacji kraju, lecz przeszkodziła temu nowa interwencja, tym razem francuska. Albowiem w obliczu groźby zupełnego triumfu Habsburgów Francja zdecydowała się rzucić na szalę wojny swe siły zbrojne, tak jak do tej pory podsycała ją pieniędzmi i kunsztem dyplomatycznym.

Pola Polski i Rosji w szwedzkim okresie wojny trzydziestoletniej

Nórdlingen i Praga zakończyły okres wojny trzydziestoletniej zwany szwedzkim. Z okresem tym związany jest jeszcze jeden problem, do niedawna nie doceniany należycie w historiografii, tj. rola, jaką w przebiegu wojny odegrała Polska i Rosja, nie biorące bezpośredniego udziału w walkach na terenie Niemiec.

W świetle nowszych badań nie ulega wątpliwości, że rola Polski w wojnie trzydziestoletniej, a zwłaszcza w pierwszej jej połowie, była doniosła. Dwór polski, związany od 1613 r. przymierzem z Habsburgami, dawał często dowody swego poparcia dla cesarza. Gustaw Adolf zdawał sobie sprawę, że na drodze do realizacji jego planów, czy to węższych, tj. opanowania południowych wybrzeży Bałtyku, czy też szerszych - stworzenia imperium skandynawsko-niemieckiego, stać będzie zawsze Rzeczpospolita - bądź jako obrońca swoich żywotnych interesów gospodarczych i politycznych nad Bałtykiem, bądź jako sojuszniczka Habsburgów.

Rezultatem tego słusznego rozeznania politycznego była nie tylko wojna z Polską, lecz również na szeroką skalę zakrojona akcja dyplomatyczna skierowana przeciw Rzeczypospolitej. Akcja ta swym zasięgiem objęła całą niemal Europę Wschodnią i Południowo-Wschodnią. Ostatecznym jej celem było zmontowanie wspólnego frontu protestantyzmu i prawosławia przeciw głównej sojuszniczce Habsburgów w Europie Wschodniej. Antypolskie intrygi obozu protestanckiego koncentrowały się w trzecim dziesięcioleciu XVII w. przede wszystkim w Stambule, gdzie patronował im z talentem i wytrwale dyplomata holenderski Korneliusz Haga, wtórował mu zaś patriarcha konstantynopolitański Cyryl Lukaris. Intrygi szwedzko-holenderskie, a także francuskie nie ograniczały się do zagranicy, ale sięgały także na Ukrainę, gdzie wrogowie Polski podburzali Kozaczyznę i prawosławie, głęboko niezadowolone z fatalnej wobec nich polityki władz, przeciwko państwu polskiemu.

Rozejm w Altmarku nie przyniósł wielu zmian, Gustaw Adolf zdawał sobie bowiem sprawę, że ze strony Rzeczypospolitej grozi mu stałe niebezpieczeństwo pokrzyżowania jego planów niemieckich. Doszedł również do wniosku, że najlepszą przeciwwagą Polski będzie Rosja, która mimo rozejmu deulińskiego szykowała się stale do nowej wojny, nie mogąc się pogodzić z utratą Smoleńska oraz chowając głębokie urazy za krzywdy doznane od Polaków w okresie wielkiej smuty. Między obu państwami panowało wciąż niewiele warte zawieszenie broni, a atmosfera przepojona była w dalszym ciągu wzajemną nieufnością. Moskwa śledziła już z zainteresowaniem przebieg powstania czeskiego, a kierownictwo powstania rozważało możliwości tych czy innych działań ze strony państwa moskiewskiego. Na stosunek Rosji do powstania i w ogóle do wojny trzydziestoletniej decydujący wpływ wywarł fakt, że Rzeczpospolita polsko-litewska związała się z obozem habsburskim. To określało niemal automatycznie stosunek państwa carów do Habsburgów.


W tej sytuacji Gustaw Adolf dążył konsekwentnie do tego, by rzucić Rosję przeciw Polsce. Nie leżało jednak w interesie Szwecji, by Rosja zadała decydujący cios Polsce, lecz jedynie, by ją szachowała od wschodu, uniemożliwiając jej tym samym interwencję na rzecz Habsburgów. Aby nie dopuścić do zbytniego wzrostu Rosji, planował Gustaw Adolf wspólne z nią uderzenie na Polskę, w wyniku którego doszłoby do swoistego rozbioru Rzeczypospolitej. Rosja miała otrzymać obszary wschodnie, Gustaw Adolf zaś koronę polską i panowanie nad pozostałymi obszarami Rzeczypospolitej.

Szczególnie silnie zagadnienie wspólnego frontu szwedzko-rosyjskiego przeciw Polsce wystąpiło w latach 1630-1631, a więc równolegle z interwencją Gustawa Adolfa w Niemczech. Swój marsz w głąb Niemiec w 1631 r. zdecydował się podjąć król szwedzki dopiero wtedy, gdy otrzymał z Moskwy potwierdzenie o rychłym podjęciu działań wojennych przeciw Polsce. Ta polityka Gustawa Adolfa niedopuszczenia do powstania "drugiego frontu" na wschodnich flankach szwedzkich nie znalazła zrozumienia wśród członków szwedzkiej rady państwa. Przeciwny był jej także kanclerz Oxenstierna. Nic więc dziwnego, że plany królewskie upadły wraz ze śmiercią ich twórcy. Do rzędu symbolu urasta tu fakt, że na wieść o żołnierskiej śmierci króla szwedzkiego pod Lutzen na znak żałoby odezwały się dzwony wszystkich cerkwi moskiewskich.

Oxenstierna zrozumiał wreszcie konieczność współdziałania szwedzko-rosyjskiego przeciw Polsce, ale było już za późno. Wojna smoleńska, jaką podjęła Rosja przeciw Polsce głównie w wyniku zachęty ze strony Gustawa Adolfa, zakończyła się jej klęską (1632-1634), a zwycięski nowo obrany król polski, Władysław IV (1632-1648), mógł podyktować Rosji warunki, łagodne zresztą, tzw. wiecznego pokoju polanowskiego (27 V 1634). Ta klęska Rosji nastąpiła niewątpliwie w znacznym stopniu na skutek nowego kursu w polityce szwedzkiej i odmowy zawarcia przymierza. Ale polityka ta przyczyniła się również do klęski armii szwedzkiej w Niemczech, gdyż teraz Szwedzi musieli skierować ku granicy polskiej znacznie większe siły, niż to było potrzebne po zawarciu przymierza z Rosją.

W świetle nowszych badań, głównie Porszniewa, doniosłe znaczenie i Polski, i Rosji w szwedzkim okresie wojny trzydziestoletniej nie ulega już wątpliwości.

Należy podkreślić, że rolę Polski w tym wielkim konflikcie europejskim doceniali w pełni Richelieu i Mazarin, kolejni kierownicy polityki francuskiej. Głównym celem dyplomacji obu kardynałów wobec Rzeczypospolitej było utrzymanie jej neutralności w toczącej się wojnie, ochłodzenie stosunków polsko-habsburskich, niedopuszczenie do zbrojnego konfliktu między Polską i Szwecją, a w późniejszej fazie, przeprowadzenie zaciągów wojskowych w Polsce. Francja chętnym okiem patrzyła na zagrożenie Rzeczypospolitej przez Turcję czy Rosję, gdyż to zmuszało Polskę do kierowania wszystkich wysiłków ku obronie granic wschodnich i południowych, a tym samym odciągało ją od konfliktu ze Szwecją i czynnego popierania Habsburgów. Natomiast nie bardzo życzyła sobie Francja wybuchu wojny między Polską i Turcją czy Rosją. "Wojna Polski z Turcją czy Rosją spowodować bowiem mogła zbliżenie postawionej w obliczu niebezpieczeństwa Rzeczypospolitej do Habsburgów, połączenie interesów Warszawy i Wiednia, a więc w sposób zasadniczy sprzeciwiała się intencjom Francji. Z tych względów trudno przyjąć, że wojna polsko-rosyjska z lat 1632-1634 była - przynajmniej dla Francji, czołowej siły obozu protestanckiego - drugim frontem wojny trzydziestoletniej. Inna sprawa, że ponadto porozumienie Moskwy ze Szwecją okazało się nietrwałe (Serwański).

Francuski okres wojny trzydziestoletniej (1635-1648)

Francja wkraczając do wojny, która była z punktu widzenia politycznego nową wojną o hegemonię w Europie, skierowała swe siły przede wszystkim przeciwko Hiszpanii, z którą należało zakończyć półtorawiekowy już bez mała konflikt. Jako casus belli posłużyło Richelieumu aresztowanie przez Hiszpanów elektora trewirskiego, sprzymierzeńca Francji. Wojna została wypowiedziana 18 maja 1635 r., a wkrótce potem cesarz wystąpił przeciw Francji. W ten sposób cała niemal Europa Zachodnia i Środkowa znalazły się w ogniu wojny.

Francja żywo interesowała się wojną od samego jej początku. Konflikty zbrojne na terenie Włoch i polityka popierania interwencji szwedzkiej w Niemczech były już bezpośrednim preludium do czynnego wystąpienia. Po śmierci Henryka IV armia francuska została zaniedbana, podobnie zresztą jak i większość spraw państwowych. Richelieu i w tej dziedzinie wiele dokonał. Warto podkreślić, że przeprowadzone wówczas reformy wojskowe we Francji, jak również nowa francuska sztuka wojenna nie były dziełem oryginalnym, lecz wywodziły się z reform Gustawa Adolfa.

Z punktu widzenia wojskowego ostatni etap wojny trzydziestoletniej (1635-1648), zwany francuskim lub francusko-szwedzkim, charakteryzuje się stopniowym, lecz stałym przechylaniem się zwycięstwa na stronę koalicji antyhabsburskiej mimo pewnych początkowych sukcesów hiszpańskich. Rosło też stale znaczenie i wpływy Francji. Szczególnie silnie wystąpiło to po 1639 r., gdy zmarł ks. Bernard Weimarski, wprawdzie kondotier w służbie francuskiej, ale Niemiec i człowiek reprezentujący w jakimś sensie czynnik niemiecki w obozie antyhabsburskim. Po jego śmierci nie było już żadnego wybitniejszego dowódcy niemieckiego, a wojnę prowadzili generałowie szwedzcy i przede wszystkim francuscy.

Wśród nich na plan pierwszy wysunął się zdecydowanie książę d'Enghien, późniejszy Ludwik II Bourbon ks. Conde (Wielki Kondeusz), który zadał Hiszpanom druzgocącą klęskę pod Rocroi, na pograniczu między Francją a Niderlandami Hiszpańskimi (19 V 1643). Zwyciężyli Francuzi mimo przewagi liczebnej wojsk nieprzyjacielskich, jeszcze raz więc zatriumfowała sztuka wojenna Gustawa Adolfa, którą zastosował d'Enghien, nad sztuką hiszpańską. To przełomowe zwycięstwo odniesione zostało w momencie, gdy główny jego twórca, który przygotowywał je od lat, kardynał Richelieu, już nie żył (zm. 1642), podobnie jak i jego król - Ludwik XIII (zm. 1643).

Wyczerpanie stron walczących i zniszczenie Niemiec skłaniało coraz bardziej cesarza Ferdynanda III (1637-1657) do rokowań pokojowych. Te pojednawcze tendencje wzmogły się zwłaszcza od momentu, gdy stracił poparcie trzech potężnych elektorów - saskiego, brandenburskiego i, co najważniejsze, Maksymiliana Bawarskiego. Nie podzielali jego poglądu Habsburgowie hiszpańscy, mimo widocznego upadku ich kraju nieskłonni do kapitulacji przed Francją. W rezultacie więc wojna zwana trzydziestoletnią trwała dłużej, jeszcze przez lat 10 po traktacie westfalskim toczyły się walki francusko-hiszpańskie (aż do 1659 r.).

W tym czasie dyplomacja Richelieugo, a potem Mazarina, dość skutecznie przeciwdziałała wpływom habsburskim w Polsce, która pod nowym królem nie była tak proaustriacka, jak za panowania Zygmunta III. Dzięki wpływom francuskim, mimo Nördlingen, zawarto nowy rozejm polsko-szwedzki w Sztumskiej Wsi (Stumsdorf) (IX 1635), a jednym z głównych jego twórców był wysłannik Richelieugo hr. d'Avaux.

Następnie doszło do ponownego zbliżenia polsko-austriackiego, czego zewnętrznym wyrazem był ślub króla Władysława IV z córką Ferdynanda II, Cecylią Renatą. Jednakże dość elastyczna polityka polskiego monarchy nie doprowadziła do całkowitego wciągnięcia Rzeczypospolitej w krąg interesów politycznych Habsburgów, a król począł szukać ponownych kontaktów z Francją. W pewnym stopniu osiągnął to żeniąc się po śmierci Cecylii Renaty z księżniczką francuską Ludwiką Marią Gonzagą (1645). W tym okresie wojny Władysław IV próbował nawet pośrednictwa pokojowego.

Rokowania pokojowe rozpoczęły się w 1644 r. w Monasterze (Miinsterze) i Usnabriick w Westfalii. Było to już po Rocroi, a na dalszy przebieg negocjacji wielki wpływ wywarły zwycięstwa Francuzów Tureniusza (Turenne) i Kondeusza nad wojskami cesarskimi pod Fryburgiem (1644), w drugiej bitwie pod Nórdlingen (1645) i pod Lens (1648). Równocześnie Szwedzi zadali klęskę Danii, która tym razem znalazła się po stronie Habsburgów (pokój w Brómsebro, 1645). W tym stanie rzeczy dalsze prowadzenie wojny stało się dla cesarza bezcelowe.

Traktat westfalski (1648) i jego znaczenie w historii Europy i Niemiec

Dnia 24 października 1648 r. pełnomocnicy stron złożyli w Munster podpisy pod traktatem pokojowym, tzw. traktatem westfalskim, składającym się z dwóch dokumentów - układu między Francją i Rzeszą oraz Szwecją i cesarzem (w Osnabriick). Dokumenty ratyfikacyjne, podpisane przez monarchów, zostały wymienione między stronami kilka miesięcy później (18 II 1649) również w Munster. Francja i Szwecja zyskiwały nowe nabytki terytorialne oraz potwierdzenie dawnych, Francuzi formalnie uzyskiwali prawo do biskupstw Toul, Metz, Verdun oraz Alzację i pewne nabytki na prawym brzegu Renu. Szwedom przypadło Pomorze ze Szczecinem (Vorpommern), drugą część spadku po wymarłej dynastii książąt szczecińskich (1637), tj. resztę Pomorza, otrzymała Brandenburgia.

Ważniejsze niż nabytki czy straty terytorialne były inne aspekty traktatu westfalskiego. Dzięki potwierdzeniu pokoju augsburskiego i rozszerzeniu wolności wyznania również na kalwinów, zachowaniu stanu posiadania protestantów sprzed 1624 r. i ograniczeniu zasady cuius regio eius religio, został w pełni zahamowany postęp kontrreformacji w północnej części Niemiec. Zrozumiała to dobrze Kuria Rzymska, czego wyrazem był protest papieża Innocentego X (bulla Zelus Domus Dei, 1648).

Jeszcze ważniejsze i bardziej brzemienne w następstwa były postanowienia dotyczące cesarza i Rzeszy. Wprawdzie dzięki nowemu układowi sił w kolegium elektorskim (5 katolików, 3 protestantów), Habsburgowie austriaccy uzyskiwali niemalże gwarancję dziedziczenia godności cesarskiej w swoim rodzie, jednak ius teritoriale i ius foederis, które otrzymały stany, czyniły z Rzeszy luźny związek zupełnie suwerennych wewnątrz i na zewnątrz państw. Klauzula, że nie mogą one zawierać przymierzy z obcymi państwami skierowanych przeciw cesarzowi i Rzeszy, nie miała najmniejszego praktycznego znaczenia. Był to więc ostateczny cios we wszelkie próby unifikacji Niemiec wokół Habsburgów.

Pokój WestfalskiNiderlandy Północne wycofały się w trakcie rokowań z obozu swych sojuszników, doszły ostatecznie do porozumienia z Hiszpanią i zawarły z nią traktat w Hadze (30 I 1648, ratyfikowany w Munster 15 V 1648), na mocy którego Hiszpania uznała wreszcie de iure ich niepodległość. Akt ten urasta również do symbolu ostatecznego upadku potęgi i znaczenia Hiszpanii.

W traktacie westfalskim uznano też de iure niepodległość Szwajcarii, natomiast sprawa czeska została definitywnie pogrzebana. Jedynym jej echem, bez najmniejszego zresztą znaczenia dla narodu czeskiego, było przyznanie synowi niefortunnego "króla zimowego", Karolowi Ludwikowi, z powrotem Palatynatu Dolnego wraz z godnością elektorską, podczas gdy książę bawarski otrzymał Palatynat Górny i został dokooptowany do grona elektorskiego.

Znaczenie traktatu westfalskiego, a tym samym daty 1648 w dziejach Europy, zostało niewątpliwie przez wielu historyków przecenione. Datę tę uważano i czasami uważa się jeszcze za granicę dwóch epok, choć coraz więcej pojawia się głosów przeciwnych tej opinii.

Przyłączamy się całkowicie do poglądów reprezentowanych przez tych właśnie badaczy. Traktat 1648 r. nie oznaczał bowiem zakończenia wielkich zmagań europejskich. Wojna francusko-hiszpańska toczyła się przecież nadal, a bez jej zakończenia nie mogło być mowy o ustabilizowaniu, chociażby na pewien tylko czas, stosunków politycznych w Europie Zachodniej. Dla drugiego wielkiego mocarstwa europejskiego wyrosłego w ogniu tej wojny Szwecji, data 1648 nie oznaczała również pacyfikacji ani zamknięcia jakiegoś okresu w historii politycznej. Przeciwnie, wygrana w Niemczech prowadziła do podjęcia dalszych wysiłków, zmierzających do wykończenia dzieła opanowania Bałtyku, a więc zwrot ku sprawom Europy Wschodniej, gdyż w walce z Polską i Rosją, a nie z Habsburgami, miały się ostatecznie rozstrzygnąć losy mocarstwowości szwedzkiej.

A więc w sensie dyplomatycznym traktat westfalski nie oznaczał pacyfikacji. Dodać należy, że traktat, oprócz Hiszpanii, nie objął państw o takim znaczeniu, jak Anglia i Holandia. Rok 1648 nie zakończył też wojen religijnych. Jeszcze przecież Ludwik XIV będzie posługiwać się hasłami religijnymi do pokrycia swej działalności politycznej na arenie międzynarodowej.

Wreszcie również negatywnej odpowiedzi należy udzielić na pytanie, czy rok 1648 może być przyjęty jako umowny początek epoki absolutyzmu.

Można więc stwierdzić, ze traktat 1648 r. był jedynie rozwiązaniem częściowym, cezurą wyłącznie wewnętrzną w wydarzeniach dziejowych, które oznaczały przejście z jednej epoki do drugiej, nie był w żadnym przypadku słupem granicznym między nimi. Nie oznacza to bynajmniej negowania znaczenia wojny, która wybuchła w roku 1618. O tym mówiliśmy na wstępie niniejszego rozdziału, a nasze ostatnie rozważania dotyczą wydarzeń 1648 r. Należy jednak podkreślić jeden doniosły, międzynarodowy aspekt traktatu westfalskiego. Przy jego zawieraniu dochodzą do głosu nowe teorie prawa międzynarodowego. Gwarantami układu stają się wszyscy jego sygnatariusze, jako przedstawiciele zupełnie suwerennych państw, które uzyskują również prawo uznawania nowych, niezależnych państw i królestw, jak np. właśnie Szwajcarii. W całej rozciągłości triumfuje idea respektowania prawa międzynarodowego i formalnej równości suwerennych państw.

Rok 1648 oznaczał natomiast z pewnością zamknięcie epoki dla Niemiec, wojna bowiem pociągnęła za sobą decydujące dla nich konsekwencje polityczne, gospodarcze i społeczne. O konsekwencjach politycznych mówiliśmy już wcześniej. Można je określić jako ostateczne rozbicie Niemiec na przeszło dwa wieki, jako definitywny upadek idei zbudowania wielkoniemieckiego imperium pod egidą Habsburgów austriackich, jako całkowity triumf tendencji odśrodkowych w Rzeszy.

Konsekwencje gospodarcze i społeczne wojny dla Niemiec biorą swe źródło przede wszystkim w stratach ludnościowych. Straty bojowe w żołnierzach były stosunkowo niewielkie. Niektórzy historycy obliczają je na ok. 325 tys. ludzi, w tym straty wojsk cesarskich szacuje się na ok. 120 tys., francuskich i pod komendą francuską - na 80 tys. Są to jednak wszystko dane szacunkowe, orientacyjne i zapewne nieco przesadzone. Jeszcze trudniej jest ustalić nierównie większe straty wśród ludności, tzw. straty niebojowe. Przyczyną ich były w niewielkim tylko stopniu gwałty i śmierć, spowodowane bezpośrednio przez działania wojenne, lecz przede wszystkim roznoszone głównie przez wojska wszelkiego rodzaju zarazy (tyfus, dyzenteria itd.), na które wygłodzone organizmy ludzkie były bardzo podatne.

Straty ludnościowe w różnych częściach ówczesnej Rzeszy były oczywiście różne, wahają się od 0 do 90%. Kraje alpejskie, nie tknięte wojną, miały możliwości normalnego rozwoju demograficznego, w niektórych krajach północno-zachodnich Niemiec (Szlezwik-Holsztyn, Westfalia, Nadrenia, Dolna Saksonia) przyrost naturalny zrekompensował straty wojenne, bilans był więc tu zerowy. W innych jednak częściach Niemiec straty ludnościowe były potworne i ogólnie szacuje się je na 60-70%. Do najbardziej wyludnionych obszarów należały Meklemburgia, Pomorze, Palatynat, Hesja i przede wszystkim Wirtembergia. W tym ostatnim księstwie w niektórych jego rejonach (Maulbronn, Königsbronn) dochodziły one do 90% stanu przedwojennego. Inne kraje (np. Brandenburgia, Turyngia, Alzacja, Bawaria) straciły ok. 50% mieszkańców. Na Śląsku liczba ta nie przekroczyła 20%, podobnie jak w Czechach. Ogólnie przyjmuje się, że w wyniku wojny trzydziestoletniej ubytek ludności na wsi w Rzeszy Niemieckiej wyniósł ok. 40%, w miastach zaś ok. 30%.

Omawiając kwestię poważnego wyludnienia Niemiec w wyniku wojny trzydziestoletniej trzeba jednak wziąć pod uwagę dwa aspekty sprawy. Po pierwsze wszelkie dane statystyczne z dawnych epok mają charakter przede wszystkim szacunkowy. Po drugie - fakt, że jakiś rejon w wyniku działań wojennych czy też klęsk elementarnych lub epidemii wyludnił się, nie zawsze oznaczał, że cała ludność jego została wymordowana lub wymarła, czasami po prostu opuszczała zagrożone tereny i przesiedlała się w inne, by tam zaczynać nowe życie.

Zniszczenia wojenne i wyludnienia poważnych części Niemiec pociągnęły za sobą ostrzejszą formę kryzysu agrarnego, który ogarnął w tym czasie i inne kraje Europy. Handel zbożem został poważnie ograniczony, a jednocześnie niewielkie nawet dobre zbiory, przy znacznym zmniejszeniu się liczby ludności, powodowały zwiększenie zapasów zboża. W wyniku tego poważnie spadły ceny na zboże. Na przykład w niektórych rejonach południowych Niemiec ceny żyta na przełomie siódmego i ósmego dziesięciolecia XVII w. zmniejszyły się o 70-75% w stosunku do cen z początkowego okresu wojny. Inaczej było z cenami mięsa, a to wskutek znacznego zmniejszenia się pogłowia bydła.

Spadek cen zbóż spowodował bardzo poważne zadłużenie rolnictwa, wynoszące nierzadko 300% wartości poszczególnych gospodarstw chłopskich (wielka własność ziemska była chroniona przez moratorium).

Jednakże cechą charakterystyczną życia gospodarczego Niemiec epoki powojennej była szybka odbudowa, inaczej przebiegająca i inne pociągająca za sobą skutki na zachód i na wschód od Łaby. Na wschód od Łaby w wyniku tych procesów miało ostatecznie zniknąć wolne chłopstwo, a na jego miejsce powstać pozbawione praw chłopstwo poddańcze.

Źródło: Z. Wójcik, Historia powszechna. Wiek XVI-XVII, Warszawa 2008.