Trójporozumienie (ententa) - powstanie, sygnatariusze

Trójporozumienie (ententa) powstało na podstawie umów bilateralnych (dwustronnych) między Francją a Rosją, Wielką Brytanią a Rosją oraz Francją a Wielką Brytanią.

Sojusz francusko-rosyjski

Zawiązanie się Trójprzymierza wzmogło we Francji poczucie izolacji i zagrożenia zewnętrznego. W tej sytuacji koncepcja polityki zagranicznej znów stała się ważną kwestią narodową.

Polityka ekspansji kolonialnej, jaką na początku lat osiemdziesiątych prowadził rząd Juliusza Ferry'ego, miała wielu przeciwników. Był on ostro atakowany m.in. przez przywódcę tzw. radykałów Georgesa Clemenceau, który dowodził, iż rozpraszanie sił wojskowych w operacjach zamorskich osłabia bezpieczeństwo narodowe na kontynencie europejskim. Ekspansja w Azji i Afryce w nieuchronny sposób nasilała także konflikty z Wielką Brytanią, a to z kolei zwiększało osamotnienie Francji w Europie.

W tej sytuacji najważniejszą sprawą dla Francji stało się pilne pozyskanie strategicznego sojusznika. Od czasu zjednoczenia Niemiec najbardziej naturalnym sprzymierzeńcem Francji wydawała się Rosja. Próby nawiązania takiego aliansu podejmował już w latach 1881-1882 premier Leon Gambetta, a po stronie rosyjskiej gen. Michaił Skobielew, który energicznie propagował ideę zbliżenia z Francją. Były to jednak próby przedwczesne. Francja obawiała się, iż ujawnienie konkretnych planów związku z Rosją może narazić ją na wojnę prewencyjną wydaną przez Niemcy. Sprawy nie ułatwiała też odmienność ustrojowa - Francja była przecież republikańska, zaś w Rosji panowała autokratyczna i represyjna monarchia. Tradycyjnie bliskie stosunki między Rosją a Prusami od epoki powiedeńskiej, a później udział carów w sojuszu dworów Północy, pogłębiały jeszcze odmienności obu państw.

Stopniowo jednak narastały czynniki prowadzące do porozumienia francusko-rosyjskiego. Jednym z nich była komplementarność interesów gospodarczo-finansowych. Lata osiemdziesiąte to czas ekspansji kapitału francuskiego, angażującego się w różne, często ryzykowne operacje w Azji, Turcji czy Ameryce Łacińskiej. Zdawano sobie jednak sprawę z tego, że o wiele pewniejsze i bardziej korzystne interesy można robić z Rosją. W tym samym czasie bowiem powstawało w Rosji wiele fabryk i linii kolejowych. Dla realizacji swych planów gospodarczych Aleksander III potrzebował kapitałów, które znalazł bez trudu we Francji.

Coraz ważniejsze stawały się też względy polityczne. Sojusz trzech cesarzy, po odnowieniu go w 1884 r. na trzy lata, nie został w 1887 r. prolongowany. Nie mogło być inaczej, gdyż stosunki Petersburga z Berlinem stały się niezwykle napięte i konfliktowe. Stąd też traktat reasekuracyjny Rosji z Niemcami z 1887 r. nie mógł być w 1890 r. odnowiony. Rosja, podobnie jak Francja, była na początku lat dziewięćdziesiątych osamotniona i zaniepokojona o swe bezpieczeństwo. Kiedy 6 maja 1891 r. Trójprzymierze zostało odnowione, w parlamencie włoskim wskazywano, iż jest ono umocnione przez porozumienie śródziemnomorskie z Anglią. W Petersburgu uznano to za potwierdzenie pośredniego związku Anglii z Trójprzymierzem, co było faktem w najwyższym stopniu alarmującym. Car Aleksander III skłonny był teraz porzucić swe uprzedzenia w stosunku do republikańskiej Francji i polecił ministrowi Giersowi rozpoczęcie negocjacji. Możliwa stała się już nie tylko wizyta entuzjastycznie na początku sierpnia 1891 r. witanej w Kronsztadzie francuskiej eskadry okrętów wojennych, ale nawet odegranie w obecności Aleksandra III rewolucyjnej Marsylianki.

Wstępną umowę o współdziałaniu polityczno-wojskowym obu państw zawarto jeszcze w tym samym miesiącu. Dokonało się to poprzez wymianę listów: ministra Giersa, poprzez ambasadora Rosji w Paryżu Artura Mohrenheima, do ministra spraw zagranicznych Francji Aleksandra Ribota, z 21 sierpnia 1891 r. oraz odpowiedź ministra francuskiego z 27 sierpnia 1891 r.

List rosyjski zwracał uwagę na to, iż "po jawnym odnowieniu Trójprzymierza z uwzględnieniem mniej lub bardziej prawdopodobnego przyłączenia się Wielkiej Brytanii do zakreślonych przez to przymierze celów politycznych" powstała w Europie nowa sytuacja. Zarówno list rosyjski, jak i odpowiedź francuska były zgodne w dwóch punktach, które charakteryzowały sojusz. Pierwszy punkt mówił, że oba rządy "będą się porozumiewały w każdej sprawie mogącej narazić pokój powszechny". Natomiast punkt drugi stwierdzał: "w razie gdyby pokój ten był rzeczywiście zagrożony, a zwłaszcza gdyby jednej ze stron groziła napaść, obie strony porozumieją się co do środków, jakie oba rządy w tym wypadku byłyby zmuszone natychmiast i równocześnie podjąć".

Ogólna formuła sojuszu wynikała ze stanowiska Rosji, która nie chciała jeszcze zbyt konkretnych zobowiązań, zwłaszcza militarnych. Dobrze odczytali to Francuzi, dlatego też Ribot w swoim piśmie podkreślał, że trzeba pójść dalej i "powierzyć wyznaczonym jak najprędzej specjalnym delegatom praktyczne zbadanie środków, które miałyby być podjęte na wypadek przewidziany w drugim punkcie układu".

Układ wstępny z Rosją nie dawał wprawdzie Francji większego wzmocnienia bezpieczeństwa, ale był pierwszym krokiem w kierunku przełamania jej izolacji w stosunkach europejskich. Stroną naciskającą na skonkretyzowanie militarnych warunków sojuszu była więc Francja. Początkowo nie było to łatwe, gdyż minister spraw zagranicznych Giers, znany raczej jako germanofil, namawiał cara, aby poprzestać na dwóch wymienionych zasadach stosunków z Francją. W grudniu 1891 r. pisał do cara, że podejmowanie zobowiązań militarnych byłoby przedwczesne i ograniczało swobodę działania Rosji na arenie międzynarodowej.

Wskutek zabiegów rządu francuskiego bezpośrednio u cara, Aleksander III dopiero 18 lipca 1892 r. wyraził zgodę na przybycie negocjatora do Petersburga. Był nim generał Raul-Franpois Boisdeffre, ówczesny zastępca szefa sztabu generalnego Francji (od 1893 r. - szef sztabu generalnego). Prowadził on rozmowy z rosyjskim szefem sztabu generalnego gen. Nikołajem Obruczewem, z którym 17 sierpnia 1892 r. uzgodnił projekt konwencji wojskowej. Na oficjalne zatwierdzenie musiała ona czekać aż szesnaście miesięcy. Zwłoka wynikała głównie z oporów części polityków dworu petersburskiego, którzy wykorzystali skandal panamski, żeby udowodnić carowi dekadencję systemu republikańskiego we Francji.

Wojna celna niemiecko-rosyjska i doktryna nowego niemieckiego szefa sztabu generalnego gen. Alfreda Schlieffena o wojnie na dwa fronty znów odmieniły nastroje w Petersburgu. W październiku 1893 r. eskadra rosyjskich okrętów wojennych przebywała z rewizytą w Tulonie, po czym stało się jasne, że trzeba wrócić do wynegocjowanej, ale nie zatwierdzonej konwencji. Noty ministra Giersa z 27 grudnia 1893 r. i ministra Ribota z 4 stycznia 1894 r. potwierdzały, że tekst konwencji z 17 sierpnia 1892 r. należy uznać za ostatecznie przyjęty i obowiązujący.

Artykuł pierwszy konwencji wyraźnie określał casus foederis. "Jeżeli Francja zostanie zaatakowania przez Niemcy lub przez Włochy przy poparciu Niemiec, Rosja użyje wszystkich będących w jej rozporządzeniu sił do zaatakowania Niemiec".

Współdziałanie wojskowe miało być także uruchomione w przypadku samej mobilizacji Trójprzymierza, o czym mówił artykuł drugi. "W razie mobilizacji sił Trójprzymierza albo jednego z wchodzących w jego skład mocarstw, Francja i Rosja na pierwszą wieść o tym i bez potrzeby uprzedniego porozumienia się zmobilizują natychmiast i równocześnie wszystkie swe siły zbrojne i przesuną je możliwie najbliżej swych granic".

Konwencja określała także, iż Francja wystawi przeciwko Niemcom 1300 tys. żołnierzy, a Rosja od 700 do 800 tys. ludzi. Siły te miały być gotowe do wojny tak szybko, aby "Niemcy zmuszone były walczyć równocześnie na wschodzie i zachodzie". Dalsze artykuły mówiły o współpracy sztabów generalnych, o nie- zawieraniu odrębnego pokoju i utrzymaniu konwencji w tajemnicy, która miała obowiązywać dopóty, "dopóki istnieć będzie Trójprzymierze".

Zawarcie konwencji francusko-rosyjskiej zapoczątkowało proces zasadniczych przewartościowań w stosunkach międzynarodowych w Europie. Dominacja Niemiec na kontynencie, trwająca od lat siedemdziesiątych XIX w., dobiegała końca. Niemcy straciły pozycję arbitra i swobodę działania, wikłając się w politykę bałkańską. Proklamowana na początku lat dziewięćdziesiątych przez cesarza Wilhelma II Weltpolitik tworzyła ogniska konfliktów z Wielką Brytanią. Europa powoli zaczęła dzielić się na dwa bloki. Naprzeciw Trójprzymierza, którego rdzeń stanowił związek dwu państw centralnych, stanął sojusz francusko-rosyjski. W tej sytuacji kluczowego znaczenia nabierała postawa Anglii i odpowiedź na pytanie: po której stronie ostatecznie opowie się to mocarstwo.

Porozumienie francusko-angielskie

Konwencja francusko-rosyjska w pierwszych latach po jej zawarciu jeszcze nie miała większego wpływu na stosunki europejskie. Nowi sojusznicy wydawali się zadowoleni z osiągniętego porozumienia, które wzmacniało ich poczucie bezpieczeństwa, ale nie zamierzali się angażować w doraźne interesy i akcje partnera. Zwłaszcza w Rosji mocne było przekonanie, że nie należy dalej zadrażniać stosunków z Niemcami. Wojna byłaby w tym momencie niezwykle dla Rosji ryzykowna, stąd też nie eksponowano sojuszu z Francją. Początkowo wyglądało na to, że alians może okazać się znacznie bardziej pożyteczny we wspólnym przeciwstawieniu się Anglii niż Niemcom. W swej ekspansji kolonialnej - Francja głównie w Afryce, zaś Rosja na Bliskim i Dalekim Wschodzie - napotykały przecież tego samego przeciwnika: Wielką Brytanię.

Szczególnie drastycznie zaogniły się w końcu XIX w. stosunki francusko-brytyjskie. Incydent z 1898 r. w Faszodzie, którą Francuzi musieli opuścić wskutek groźby brytyjskiej, doprowadził do wielkiego wrzenia i wzajemnego antagonizmu po obu stronach kanału La Manche.

W prasie francuskiej długo roztrząsano wtedy pytanie: kto jest większym wrogiem - Niemcy czy Anglia? Dlatego też Burowie, walczący z Anglikami w latach 1899-1902, cieszyli się właśnie we Francji wielką sympatią i poparciem.

Emocje powoli jednak ustępowały, gdyż realia przełomu wieków zmuszały Francję i Anglię do przemyślenia swojej strategii międzynarodowej. Przyczyny zwrotu, który się wówczas dokonał, były różnorodne, prowadziły jednak w tym samym kierunku, a mianowicie do stopniowego łagodzenia sprzeczności. Pierwszym powodem zmiany było fiasko flirtu brytyjsko-niemieckiego. Już układ śródziemnomorski z 1887 r., wymyślony przez Bismarcka, miał wciągać Anglię do sfery polityki niemieckiej. Później część polityków brytyjskich żywiła nadzieję, iż wyraźne już konflikty kolonialne z Niemcami uda się wyciszyć przez zawarcie porozumienia o podziale wpływów w Azji i Afryce.

Rzecznikiem porzucenia tradycji "wspaniałego odosobnienia" (splendid isolation) był minister do spraw kolonii Joseph Chamberlain. Natomiast premier Salisbury zajmował postawę bardziej ambiwalentną. Wierzył on wprawdzie w potęgę floty brytyjskiej, która gwarantowała bezpieczeństwo państwa, ale słabość wojsk lądowych, dająca o sobie znać w pierwszej fazie wojny burskiej, skłaniała go przychylnie do myśli o pożytkach aliansu z Niemcami. Pierwsze kroki zrobiono, gdy w 1895 r. Anglia dość niespodziewanie zaproponowała cesarzowi Wilhelmowi dokonanie podziału Turcji. W Niemczech uznano to za nieszczery manewr brytyjski. W 1898 r. Niemcy i Anglia zawarły jednak układ o podziale w przyszłości kolonii portugalskich w Afryce, a w 1890 r. w afrykańskiej transakcji wiązanej Rzesza oddała Brytyjczykom Zanzibar w zamian za wyspę Helgoland na Morzu Północnym. Na jesieni 1900 r. Niemcy i Anglia zdołały uzgodnić wspólne stanowisko wobec wydarzeń w Chinach. "Powstanie bokserów zwiększyło współzależność anglo-niemiecką. W drodze na Daleki Wschód flota niemiecka zaopatrywała się jak zawsze w węgiel w bazach angielskich" (J.Z. Kędzierski, s. 314).

Wiosną 1901 r. Anglia podjęła ostatnią próbę generalnego porozumienia się z Niemcami. Cesarz Wilhelm II propozycję brytyjską przyjął z zadowoleniem. Uważał, że nadszedł najwyższy czas, aby porzucić podwójną grę i zdecydować się na jednoznaczny sojusz bądź z Anglią, bądź z Rosją. Ambasada niemiecka w Londynie ostrzegała natomiast przed odrzuceniem oferty Anglii, która mogłaby wtedy zwrócić się w kierunku Francji i Rosji. Najbardziej wpływowi ludzie na dworze berlińskim: Friedrich von Holstein i kanclerz Bernhard von Bülow, mieli jednak inne zdanie. Nie wierzyli w realność aliansu Anglii z Francją czy z Rosją. Byli natomiast przekonani, iż Albion, jak niegdyś Kartagina, przeżywa schyłek swej potęgi, a więc nie współdziałanie, a rywalizacja z Anglią jest najlepszym rozwiązaniem dla Niemiec. Taka też opcja zwyciężyła.


Newsletter



Wiadomość HTML?