Dziedziny wiedzy

Najnowsze komentarze

Newsletter

Operacja Pustynna Burza - wojna w Zatoce Perskiej - 1990-1991 PDF Print Email
Międzynarodowe stosunki polityczne
DATE_FORMAT_LC2

W nocy 2 sierpnia 1990 roku wojska irackie przekroczyły granice Kuwejtu z zamiarem zajęcia tego kraju. Irakijczycy szybko poradzili sobie z oporem słabszych liczebnie i zaskoczonych sił Kuwejtu. Wprawdzie jego lotnictwo walczyło jeszcze przez trzy dni, a jednostki pancerne, broniące pałacu emira, broniły się do ostatniego pocisku (w obronie pałacu zginął najmłodszy brat władcy Kuwejtu), ale opór był nie zorganizowany i ostatnie regularne walki ustały po tygodniu - 9 sierpnia. Twardy opór pojedynczych jednostek nie zmienił faktu, że cała operacja ograniczyła się praktycznie do spokojnego przejazdu główną autostradą z Basry do stolicy kraju. Jednostkom irackim nie udało się jednak pochwycić władcy Kuwejtu Dżabera al-Ahmada al Sabakha. Emir, ostrzeżony o irackim ataku, wraz z rządem i rodziną opuścił Kuwejt i schronił się w Arabii Saudyjskiej.

Tak rozpoczął się kryzys polityczny, który zdominował politykę światową na przełomie lat 1990/1991 i który miał wywrzeć niezatarte piętno na późniejszej polityce w regionie.

Kiedy wojska irackie wkraczały do Kuwejtu, Bagdad podał do wiadomości, że w emiracie grupa młodych oficerów kierowana przez pułkownika Alego dokonała zamachu stanu. Poprosili oni Irak o pomoc w niedopuszczeniu do obcej ingerencji w wewnętrzne sprawy Kuwejtu. Nikt nie uwierzył w tę wiadomość, zwłaszcza że stosunki obu krajów od dłuższego czasu były napięte.

Od początku istnienia Iraku (1918 rok) stosunki te nie były najlepsze. Podstawowym tego powodem była postawa Bagdadu, który odmawiał uznania suwerenności Kuwejtu. Zdaniem kolejnych władz Iraku Kuwejt był jego integralną częścią gdy pod rządami Turcji stanowił część wilajetu (prowincji) Basry, który obok wilajetów Bagdadu i Mosulu wszedł w skład Iraku. Bagdad uznawał Kuwejt za państwo sztuczne, powstałe wskutek interwencji Wielkiej Brytanii. Nie sposób tu odmówić argumentom Iraku pewnej dozy słuszności. Rzeczywiście Kuwejt był częścią prowincji Basry. Jednak zwierzchność tamtejszego paszy miała charakter raczej iluzoryczny. W XVIII wieku w Kuwejcie osiadł arabski ród al-Sabakh, który w 1871 roku formalnie uznał zwierzchnictwo Turcji. Zresztą i wtedy było ono pozorne ze względu na bliskie stosunki z Wielką Brytanią która w 1899 roku przejęła kontrolę nad polityką zagraniczną emiratu. Układy Wielkiej Brytanii z Turcją z 1901 i 1913 roku umocniły jej pozycję w Kuwejcie, który w 1914 roku oficjalnie stał się brytyjskim protektoratem. Mając na uwadze, że samodzielność emiratu była w dużej mierze efektem brytyjskiej polityki, można by się zgodzić z tezami o sztucznym charakterze Kuwejtu. Należy jednak mieć na względzie sztuczność państwową samego Iraku. Utworzony z trzech tureckich prowincji, na jednym obszarze połączył różne ludy (Arabów i Kurdów) i odłamy islamu (sunnitów i szyitów), a wszystko po to, by w jednym państwie połączyć szyby naftowe Kirkuku, Mosulu i Basry. Tak więc argumenty irackiej propagandy były obosieczne.

Ostatni kryzys nie był jedynym w dziejach obu państw. W lipcu 1958 roku obalona została w Iraku monarchia. Gdy w 1961 roku Kuwejt uzyskał niepodległość, nowy przywódca Iraku generał Abd al-Karim Kasem zgłosił pretensje do zwierzchnictwa nad emiratem i skoncentrował wojska na granicy. Szybka interwencja Londynu i mediacja Ligi Arabskiej zażegnały konflikt. W 1963 roku Irak uznał nawet niepodległość Kuwejtu. Jednak po objęciu władzy w Iraku przez partię Baas (zamach 1968 roku) Rada Rewolucyjna anulowała decyzję o uznaniu niepodległości Kuwejtu. Po wybuchu wojny iracko-irańskiej doszło do poprawy stosunków. W jej trakcie Kuwejt, podobnie jak i inne państwa rejonu Zatoki Perskiej, udzielał Bagdadowi wydatnej pomocy finansowej.

Zakończenie wojny iracko-irańskiej okazało się początkiem nowego kryzysu w stosunkach kuwejcko-irackich.

Konflikt z Kuwejtem był bezpośrednim skutkiem wojny z Iranem. W ciągu ośmiu lat armia iracka została niesłychanie rozbudowana, tak że pod względem liczebności stała się czwartą armią świata. Jednocześnie gospodarka Iraku znalazła się w opłakanym stanie. Przed wojną Irak, choć nie należał do najbogatszych państw arabskich, był krajem zamożnym. Dzięki eksportowi ropy naftowej dysponował około trzydziestoma miliardami dolarów rezerw. Długotrwała wojna zburzyła stabilizację. Straty w ludziach, zniszczenia, przestawienie przemysłu na tory wojenne zrujnowały cywilny sektor gospodarki. Wojna pochłonęła wszystkie rezerwy finansowe, zmusiła do zaciągania pożyczek (po jej zakończeniu długi Iraku sięgały niebagatelnej sumy osiemdziesięciu miliardów dolarów). Taka sytuacja zmuszała Saddama Husajna do podjęcia odbudowy gospodarki.

Najprostszym rozwiązaniem byłaby redukcja armii. Przywódca Iraku nie chciał jednak i nie mógł tego uczynić. Zasadniczym powodem było osłabienie jego pozycji po wojnie. Mimo kilku sukcesów w ostatnim okresie wojny wojskom irackim źle się wiodło na froncie. Niepowodzenia skłoniły niezadowolone grupy ludności (zwłaszcza Kurdów) do wystąpień przeciw władzom. W efekcie, mimo zakończenia wojny, armia nadal była niezbędna. Stała się obok Gwardii Republikańskiej jedną z głównych podpór władzy. Husajn nie zamierzał więc jej rozpuszczać. W jego planach miała być ważnym narzędziem rozwiązywania wewnętrznych problemów Iraku.

Po wojnie Irak potrzebował przede wszystkim środków na inwestycje. Sam Husajn pragnął sukcesu, który przyćmiłby niepowodzenia ostatniej wojny. Rozwiązanie obydwu problemów widziano w wymuszeniu pomocy ekonomicznej na bogatszych sąsiadach. Nie oznacza to bynajmniej, że Bagdad od początku planował atak i okupację któregoś z sąsiednich państw, ale Saddam Husajn i jego współpracownicy widzieli w armii wygodne narzędzie nacisku lub zastraszenia potencjalnej ofiary. Głównym celem działań Bagdadu stały się przysłowiowo bogate kraje Zatoki Perskiej. Irak mógł wobec nich z dużą dozą słuszności wysuwać argument długu wdzięczności, przypominając, że przez osiem lat bronił ich przed zagrożeniem ze strony fundamentalistycznego Iranu.

Emir Kuwejtu sam ułatwił zadanie Husajnowi. 9 sierpnia 1988 roku, następnego dnia po zawarciu zawieszenia broni między Irakiem i Iranem, podjął decyzję o zwiększeniu wydobycia ropy, zwłaszcza ze złóż Ar-Rumajla, do których pretensje rościł także Irak. Wywołała ona niezadowolenie Bagdadu, gdyż spowodowany nią spadek cen znacznie zmniejszał zyski z eksportu ropy. Co więcej, eksploatacja złóż Ar-Rumajla była przez Irak traktowana jako kradzież jego zasobów ropy. Zaostrzenie stosunków między obydwoma państwami nie zostało jednak zauważone w związku z wydarzeniami w Europie Środkowowschodniej i w ZSRR. Dopiero w 1990 roku, kiedy opadła euforia związana z przemianami w państwach byłego bloku socjalistycznego, światowa opinia publiczna zwróciła uwagę na napiętą sytuację w rejonie Zatoki Perskiej.

Początek 1990 roku przyniósł dalsze zaostrzenie sytuacji. W kwietniu Saddam Husajn w publicznym wystąpieniu zagroził Izraelowi, że w razie wystąpienia przeciw Irakowi Bagdad spowoduje, że: "ogień strawi połowę tego kraju. Grożących nam bronią jądrową wyniszczymy bronią chemiczną". Ale przywódca Iraku atakował nie tylko Izrael. 28 maja 1990 roku na spotkaniu przywódców państw arabskich w Bagdadzie Saddam wystąpił przeciwko krajom Zatoki Perskiej, oskarżając je o rozmyślne zaniżanie cen ropy i działanie na szkodę Iraku. Zarzucał im ekonomiczną agresję skierowaną przeciw Bagdadowi. Następnie zażądał od nich dziesięciu miliardów dolarów pomocy oraz umorzenia trzydziestomiliardowego długu zaciągniętego w czasie wojny.

25 czerwca, podczas rozmów wicepremiera Iraku Saaduna Hammadiego z władcami Arabii Saudyjskiej i Kuwejtu, przedstawiciel Bagdadu ponownie zażądał dziesięciu miliardów dolarów kontrybucji, co emir Dżaber odrzucił, proponując w zamian pół miliarda dolarów. Iracki wicepremier potraktował tę propozycję z oburzeniem, jako jałmużnę. Emir Kuwejtu, jakby nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji, podjął kroki, które doprowadziły do jej zaostrzenia - oświadczył, że utrzyma wydobycie ropy na zawyżonym poziomie do października. Saddam Husajn odebrał to jako kolejny dowód ekonomicznej agresji wymierzonej w Irak.

Bagdad postanowił działać bardziej zdecydowanie. 16 lipca 1990 roku, podczas konferencji Ligi Arabskiej w Tunisie, iracki minister spraw zagranicznych Tarią Aziz wręczył sekretarzowi Ligi Szedlemu Klibi memorandum, w którym Bagdad oskarżał Kuwejt o wprowadzenie wojsk na jego terytorium i kradzież ropy naftowej ze złóż Ar-Rumajla na sumę dwudziestu czterech miliardów dolarów. Jak się okazało, dokument ten był jedynie wstępem do przemówienia, które następnego dnia z okazji rocznicy rewolucji irackiej wygłosił w Bagdadzie Saddam Husajn. Oskarżył w nim kraje Zatoki Perskiej o współudział w "imperialistycznym spisku" zmierzającym do zniszczenia Iraku i jawnie zagroził użyciem siły dla wyegzekwowania swoich żądań. Jeszcze tego samego dnia Irak rozpoczął koncentrację wojsk na granicy z Kuwejtem. Wiadomość o ruchach wojsk irackich dotarła do Białego Domu. Nikt jednak nie wierzył w możliwość agresji. Podejrzewano, że jest to demonstracja siły mająca skłonić Kuwejt do ustępstw.

31 lipca zorganizowano konferencję w Dżiddzie, której celem było rozwiązanie spornych kwestii. Jednak sam początek był mało obiecujący. W przeddzień z udziału w spotkaniu zrezygnował emir Kuwejtu, który w zastępstwie posłał swojego syna i następcę tronu. Oburzony tym posunięciem Saddam Husajn zrezygnował z wyjazdu, a szefem delegacji irackiej mianował Izzata Ibrahima, drugą osobę w partii Baas. Dalszy ciąg konferencji nie był lepszy. Delegacja iracka ponownie wystąpiła z oskarżeniami i żądaniami wobec Kuwejtu, który zaproponował pożyczkę w wysokości dziewięciu miliardów dolarów. Irakijczycy odrzucili tę propozycję, kiedy jednak król Arabii Saudyjskiej Fahd zaproponował dołożenie brakującego miliarda dolarów, wydawało się, że dojdzie wreszcie do porozumienia. Wtedy jednak kuwejccy negocjatorzy dodali, że warunkiem przyznania pożyczki jest uznanie granic emiratu. Wywołało to wściekłość Izzata Ibrahima i zerwanie rozmów.

W nocy 2 sierpnia irackie oddziały przekroczyły granicę Kuwejtu.

Dlaczego Saddam Husajn zdecydował się na ten krok? Mógł przecież spodziewać się zdecydowanej reakcji Stanów Zjednoczonych i państw zachodnich, a także części krajów arabskich. Jasne są cele, które nim kierowały: potrzeba sukcesu po wojnie z Iranem i chęć zdobycia środków na odbudowę kraju, ale ryzykował konflikt z Zachodem. Można wysunąć tezę o ograniczonych horyzontach politycznych irakijskiego przywódcy, czym jednak niewiele da się wytłumaczyć. Tak długie utrzymywanie się u steru władzy, zwłaszcza po kompromitującej wojnie z Iranem, przeczy wszelkim teoriom o krótkowzroczności Husajna. Wciąż powraca pytanie: Dlaczego Saddam Husajn zdecydował się zaatakować Kuwejt? Jesteśmy zdani na domysły i spekulacje, gdyż nie posiadamy wiarygodnych informacji.

Dostrzegalne są jednak pewne próby sondażu ewentualnej postawy Stanów Zjednoczonych na wypadek agresji na Kuwejt. Można sądzić, że iracki przywódca nie odbierał żadnych niekorzystnych dla siebie sygnałów. 12 lutego 1990 roku wysłannik Białego Domu John Kelly podczas wizyty w Bagdadzie miał oznajmić Husajnowi: "Jest pan czynnikiem równowagi w regionie i Stany Zjednoczone pragną poszerzyć swoje stosunki z Irakiem". Wprawdzie równocześnie docierały do przywódcy Iraku słowa krytyki, w których oskarżano go o notoryczne łamanie praw człowieka, ale wyciągał z tego wniosek, że w polityce USA są silne rozbieżności w stosunku do Iraku. Wrażenie to pogłębiła rozmowa, którą Saddam Husajn odbył 25 lipca z ambasadorem Stanów Zjednoczonych panią April Gillespie. Na temat tej rozmowy do dziś istnieje wiele kontrowersji. Jak się wydaje, pani ambasador, starając się powstrzymywać od jednoznacznych wypowiedzi, stworzyła przywódcy Iraku złudę przyzwolenia USA na agresję. Nie należy oczywiście wysuwać zbyt daleko idących wniosków, ale Saddam liczył chyba na brak zdecydowania Białego Domu. Spodziewał się zapewne sankcji gospodarczych, ale nie wierzył, że Waszyngton zdecyduje się na akcję militarną. Był przekonany, że państwa arabskie uda się zneutralizować, wykorzystując ich strach przed Izraelem i fundamentalizmem. To wszystko skłaniało go do przypuszczeń, że po pierwszym okresie sankcji i protestów wszyscy prędzej lub później zaakceptują fakt dokonany.

Stało się inaczej. Biały Dom zareagował bardzo szybko i zdecydowanie. Już 2 sierpnia zablokowano irackie i kuwejckie konta w bankach USA, Francji i Wielkiej Brytanii (w tej ostatniej 5 sierpnia). Tego samego dnia zwołana na żądanie George'a Busha Rada Bezpieczeństwa ONZ uchwaliła rezolucję nr 660, w której domagała się natychmiastowego wycofania wojsk irackich z Kuwejtu.

Zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w rejonie Zatoki Perskiej było zbyt duże, by mogły przymknąć oczy na agresję. Od końca lat siedemdziesiątych, po podpisaniu porozumienia w Camp David i wybuchu rewolucji islamskiej w Iranie, w centrum zainteresowania Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie znalazła się Zatoka Perska. Tam koncentrowało się siedemdziesiąt procent światowych zasobów ropy naftowej. W tamtejszych emiratach zostały skumulowane olbrzymie kapitały, na wielką skalę inwestowane w Europie Zachodniej, Stanach Zjednoczonych i na Dalekim Wschodzie. Wobec tak wielkiego znaczenia Zatoki Perskiej dla światowej gospodarki celem Białego Domu stało się zachowanie status quo w regionie. Każde jego naruszenie traktowano jako groźbę dla światowego systemu ekonomicznego. Zajęcie Kuwejtu przez Irak dawało mu kontrolę nad około dwudziestu procentami światowego wydobycia ropy, a przez to możliwości znaczącego wpływania na ceny tego surowca. Co więcej, obawiano się, że Irak zaatakuje Arabię Saudyjską. Opanowanie jej pól naftowych dałoby Bagdadowi możliwość praktycznie dowolnego kształtowania cen ropy.

Obecnie wydaje się, że Saddam nie miał zamiaru atakować Arabii Saudyjskiej w obawie przed gwałtowną reakcją Zachodu i sąsiednich państw (Syrii, Iranu i Izraela). Wówczas jednak taką ewentualność brano pod uwagę. I to sprawiło, że Waszyngton zdecydował się na przyjęcie opcji militarnej.

George Bush podjął decyzję o wysłaniu wojsk w rejon Zatoki Perskiej 4 sierpnia. Potrzebna była jeszcze zgoda Arabii Saudyjskiej na rozmieszczenie na jej obszarze oddziałów amerykańskich. Podjęcie tej decyzji nie było dla Saudyjczyków łatwe. Byli przecież obrońcami najświętszych miejsc islamu i zaproszenie setek tysięcy niewiernych mogło wywrzeć jak najgorsze wrażenie. Wiadomo było, że takiej okazji nie omieszka wykorzystać iracka propaganda, by podburzać Arabów przeciw władcom Arabii Saudyjskiej. Obawiano się również niepokojów wewnętrznych. Saudyjczycy zdawali sobie sprawę z własnej słabości. Próby pokojowego rozwiązania konfliktu na forum Ligi Arabskiej nie powiodły się. Konferencje: 2 sierpnia w Kairze i 4 sierpnia w Dżiddzie zakończyły się fiaskiem, a doniesienia wywiadu Stanów Zjednoczonych mówiły o koncentracji sił irackich na granicy z Arabią. Ostatecznie po wizycie amerykańskiego sekretarza obrony Dicka Cheneya Saudyjczycy zgodzili się na przyjęcie wojsk amerykańskich. Zażądali jednak, by zaraz po zakończeniu kryzysu wszyscy Amerykanie opuścili Arabię Saudyjską. Położono nacisk na unikanie scysji na tle kulturowym (zakazano publicznego noszenia symboli wyznań nieislamskich oraz rzeczy nieprzyzwoitych według standardów saudyjskich). Dowództwo amerykańskie ściśle współpracowało w tej sprawie z Saudyjczykami (między innymi starano się ograniczyć liczbę kontaktów z miejscową ludnością zakazano sprowadzania literatury i filmów mogących wzbudzać zgorszenie, zapoznawano żołnierzy z tradycją arabską i islamską).

Operacja "Pustynna Tarcza" rozpoczęła się 7 sierpnia 1990 roku. Głównodowodzącym wojsk amerykańskich i koalicji antyirackiej został generał Norman Schwarzkopf. Stany Zjednoczone, nauczone doświadczeniami wojny wietnamskiej, postanowiły działać ostrożnie. Starano się uzyskać poparcie społeczności międzynarodowej. Większość posunięć politycznych konsultowano z ONZ. Próbowano przyciągnąć do koalicji jak najwięcej państw arabskich. Starano się uzyskać poparcie ZSRR. Przewidując olbrzymie koszty operacji, Biały Dom usiłował uzyskać pomoc finansową zainteresowanych państw. Przede wszystkim pozyskał ją w krajach Zatoki Perskiej. Arabia Saudyjska przekazała USA szesnaście miliardów osiemset trzydzieści dziewięć milionów dolarów, Kuwejt - szesnaście miliardów sześć milionów dolarów, a Zjednoczone Emiraty Arabskie cztery miliardy dolarów. Spośród innych państw najwięcej wniosły: Japonia - dziesięć miliardów siedemset czterdzieści milionów dolarów i Niemcy - sześć miliardów pięćset siedemdziesiąt dwa miliony dolarów. W sumie USA otrzymały w czasie wojny ponad pięćdziesiąt cztery miliardy dolarów.


Natychmiast po uzyskaniu zgody Saudyjczyków, rozpoczął się przerzut wojsk. Jako pierwsze zostały skierowane do regionu lotnictwo i flota. 8 sierpnia wylądowały w Arabii Saudyjskiej pierwsze cztery tysiące żołnierzy amerykańskich. 7 sierpnia Rada Bezpieczeństwa przyjęła rezolucję nr 661, wprowadzającą embargo na handel, obroty finansowe oraz dostawy sprzętu wojskowego i broni do Iraku. Trzy dni później w Kairze, podczas kolejnej konferencji państw Ligi Arabskiej, Egiptowi i krajom Zatoki udało się przeforsować potępienie Iraku oraz utworzenie międzyarabskiego kontyngentu wojskowego, który miał współdziałać z Amerykanami.

Saddam Husajn nie pozostawał bierny. Od samego początku kryzysu próbował przy pomocy króla Jordanii Husajna i przywódcy OWP Jasira Arafata przeszkodzić Lidze Arabskiej w podjęciu zdecydowanych kroków. Kiedy okazało się, że działania te nie wywierają spodziewanego skutku, 8 sierpnia Bagdad ogłosił aneksję Kuwejtu i nakazał do 24 sierpnia zamknięcie wszystkich ambasad na terenie emiratu. Następnego dnia zostały zamknięte granice Iraku i zatrzymani obcy obywatele znajdujący się na jego terenie. Chcąc rozbić tworzącą się koalicję, Bagdad ogłosił, że w razie ataku zaatakuje Izrael, stawiając w ten sposób w niezręcznej sytuacji arabskich uczestników koalicji.

12 sierpnia Irak zaproponował "globalne rozwiązanie problemów Bliskiego Wschodu". W zamian za wycofanie wojsk irackich z Kuwejtu domagał się wycofania Izraela z terytoriów okupowanych i Syryjczyków z Libanu. Zdawał sobie sprawę, że były to warunki nie do przyjęcia, ale o to właśnie chodziło. Odrzucenie jego propozycji sprawiało wrażenie złej woli USA i ich sojuszników. Jednocześnie 15 sierpnia Bagdad zaproponował Teheranowi zawarcie pokoju na zasadzie powrotu do sytuacji sprzed wojny. Do 17 sierpnia oddziały irackie wycofały się z okupowanych terenów Iranu. Dzięki temu udało się Husajnowi zneutralizować wschodniego sąsiada.

Irak próbował także torpedować poczynania USA wobec ZSRR. W Bagdadzie doskonale zdawano sobie sprawę, że amerykańska obecność w Zatoce budzi niezadowolenie wśród wielu decydentów na Kremlu. Wykorzystując te nastroje, próbował odciągnąć ZSRR od współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Jednak Moskwie zbyt zależało na amerykańskiej pomocy gospodarczej, dlatego mimo wątpliwości poparła działania Białego Domu. 25 sierpnia przy pełnym poparciu Moskwy USA przeforsowały na forum Rady Bezpieczeństwa rezolucję nr 665, zezwalającą na użycie siły dla wyegzekwowania embarga. 9 września, mimo że cztery dni wcześniej bawił z wizytą w Moskwie Tarią Aziz, który próbował przekonać ZSRR do stanowiska Iraku, Michaił Gorbaczow i George Bush ogłosili w Helsinkach wspólną deklarację potępiającą Irak i domagającą się przywrócenia w rejonie Zatoki status quo ante.

Równocześnie trwał kryzys związany z kwestią zakładników. 17 sierpnia Bagdad ogłosił, że obywatele państw zachodnich na okres zagrożenia wojną zostaną zgromadzeni w najważniejszych punktach strategicznych. Ogółem internowano w Iraku około piętnastu tysięcy obywateli tych państw. Innym cudzoziemcom pozwolono wyjechać, gdyż z punktu widzenia możliwości wywierania nacisków dyplomatycznych byli bez wartości. 28 sierpnia, oczekując w zamian od państw zachodnich przyjęcia bardziej ugodowego stanowiska, Bagdad w "geście dobrej woli" zwolnił kobiety i dzieci. Gdy okazało się, że nie przyniosło to skutku, przywódca Iraku dał do zrozumienia, że gotów jest zwolnić innych zakładników, jeżeli rządy ich krajów podejmą z nim rozmowy. Żaden z rządów zachodnich nie odpowiedział na tę propozycję, ale wielu polityków zdecydowało się na wizyty w Bagdadzie.

Pierwszym był eks-kanclerz Austrii Kurt Waldheim. Później do Iraku pojechali Jessie Jackson, Edward Heath, Yasuhiro Nakasone oraz Willy Brandt. Ich wizyty były dla Saddama bardzo ważne. Tworzyły wrażenie solidaryzowania się z irackimi celami znacznej części światowej opinii publicznej. Każdy z odwiedzających był "nagradzany" zwolnieniem grupy zakładników, co miało dowodzić skłonności Bagdadu do kompromisu. 22 października Saddam Husajn zdecydował się na zwolnienie wszystkich francuskich zakładników. Motywy tego postępowania są nieco bardziej złożone. Po pierwsze, chciał "nagrodzić" Paryż za najbardziej umiarkowaną postawę wśród państw zachodnich wobec Iraku. Dzięki temu miał nadzieję osłabić spoistość koalicji. Paryż był jej słabym ogniwem. 24 września Franęois Mitterrand wystąpił z propozycją rozwiązania kryzysu poprzez wycofanie wojsk irackich z Kuwejtu w zamian za gwarancje bezpieczeństwa dla Bagdadu i zwołanie międzynarodowej konferencji dla rozwiązania wszystkich problemów Bliskiego Wschodu. Zwolnienie w odpowiedzi na to przez Irak francuskich zakładników miało stworzyć wrażenie współpracy Bagdadu z Paryżem.

Jednocześnie obie strony koncentrowały siły przed zbliżającą się wojną. Irakijczycy rozbudowywali linie umocnień w Kuwejcie. W strefie przygranicznej i wzdłuż wybrzeża morskiego koncentrowano dywizje piechoty. Dywizje zmechanizowane i pancerne przesuwano do drugiego rzutu, skąd miały wspierać działania obronne. W trzecim rzucie rozmieszczono jednostki Gwardii Republikańskiej, które, po powstrzymaniu aliantów przez armię w strefie przygranicznej, miały dokonać kontrataku. Dowództwo irackie nie przewidywało głębokiego obejścia swoich pozycji od zachodu. Spodziewano się raczej desantu od strony morza, połączonego z frontalnym atakiem w rejonie Al-Managesh i płytkim obejściem od zachodu wzdłuż Wadi al-Batin. Z tego powodu linie umocnień objęły również skrawki południowego Iraku na zachód od emiratu. Ogólnie w Kuwejcie i południowym Iraku skoncentrowano pod koniec września około trzystu sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy, dwu tysięcy ośmiuset czołgów i tysiąca czterystu pięćdziesięciu dział i armat.

Także Amerykanie początkowo przygotowywali się przede wszystkim do obrony Arabii Saudyjskiej. Główną troską Normana Schwarzkopfa i szefa Połączonych Sztabów generała Colina Powella było jak najszybsze przerzucenie dużych sił i zapewnienie bezpieczeństwa swoim żołnierzom. Jednostki, które w sierpniu przybyły do Arabii Saudyjskiej, były zbyt słabe, by odeprzeć ewentualny atak iracki. Dopiero w połowie września Schwarzkopf mógł z całą odpowiedzialnością powiadomić Waszyngton, że wojska amerykańskie są gotowe do odparcia każdego ataku.

Rdzeniem sił USA w Zatoce Perskiej był 18 Korpus, składający się z 82 Dywizji Powietrzno-Desantowej, 101 Dywizji Ataku Powietrznego (w całości przerzucanej za pomocą śmigłowców) i 24 Dywizji Zmechanizowanej. Obok tych jednostek skierowano tam 1 i 7 Brygadę marines (każda w sile dywizji). Do października skoncentrowano w Arabii Saudyjskiej około dwustu tysięcy amerykańskich żołnierzy.

Przerzucenie tych jednostek wiązało się z wielkimi problemami. Najmniejszym było samo przetransportowanie ludzi i ich wyposażenia osobistego. Dużo trudniej było ze sprzętem ciężkim (czołgi, bojowe wozy piechoty, artyleria, śmigłowce). A trzeba też było przetransportować wielkie ilości amunicji, zaopatrzenia, żywności, części zamiennych i innych materiałów niezbędnych do prowadzenia nowoczesnej wojny i utrzymania przez kilka miesięcy w dobrej kondycji kilkaset tysięcy ludzi.

Mimo przerzucenia tak dużych sił generał Schwarzkopf podkreślał, że są one za małe do przeprowadzenia skutecznej ofensywy. Co więcej, oceniał, że gdyby ją podjąć, straty ludzkie byłyby bardzo wysokie. Po wojnie wietnamskiej amerykańscy wojskowi stali się bardzo wrażliwi na straty w ludziach, stąd wszelkie działania były planowane tak, by możliwie jak najbardziej je zminimalizować. Dlatego nawet na początku listopada, gdy siły aliantów w Zatoce zostały wzmocnione o dalsze jednostki (amerykańskie 1 Dywizja Kawalerii Pancernej, 3 Brygada Kawalerii Pancernej; brytyjska 7 Brygada Pancerna; francuska Dywizja Lekka "Daąuet"), Schwarzkopf nadal uważał, że siły, którymi dysponuje, są zbyt małe dla przeprowadzenia szybkiej i skutecznej ofensywy.

Przed Białym Domem stanął trudny problem, co dalej: powiększenie sił w Zatoce do rozmiarów zbliżonych do wojsk w Wietnamie mogło obudzić sprzeciw społeczeństwa; pozostawienie w Kuwejcie sił irackich i oczekiwanie na działanie sankcji wymagało utrzymywania w Zatoce dużych sił przez trudny do określenia czas, co było kosztowne i nie gwarantowało realizacji rezolucji Rady Bezpieczeństwa. W końcu po długich dyskusjach George Bush zgodził się na przerzucenie do Arabii Saudyjskiej VII Korpusu z Niemiec, co było sygnałem, że podjął decyzję o ofensywie. Sztab Schwarzkopfa natychmiast rozpoczął szczegółowe opracowywanie planu ofensywy. Przewidywał on głębokie obejście sił irackich od zachodu. Największym problemem było przegrupowanie wojsk w taki sposób, by przeciwnik się nie zorientował co do kierunku głównego uderzenia. Zdecydowano się na przeprowadzenie go po rozpoczęciu ofensywy powietrznej. Dzięki zdobyciu bezwzględnego panowania w powietrzu spodziewano się uniemożliwić wykrycie przemieszczenia przez zwiad powietrzny przeciwnika. Gdyby nawet Irakijczycy zorientowali się w amerykańskich planach, to ewentualne przegrupowanie ich wojsk byłoby bardzo utrudnione na skutek ataków lotniczych.

Podczas gdy sztab amerykański opracowywał plany ofensywy, Biały Dom dążył do zaakceptowania jej przez Radę Bezpieczeństwa. Ostatecznie 29 listopada 1990 roku uchwaliła ona rezolucję nr 668 zezwalającą na użycie siły w celu usunięcia wojsk irackich z Kuwejtu. Jednocześnie Rada Bezpieczeństwa wystosowała do Bagdadu ultimatum, żądając opuszczenia Kuwejtu do 15 stycznia 1991 roku. Następnego dnia Biały Dom zaproponował Bagdadowi bezpośrednie rozmowy, ale nie zdołano uzgodnić terminów spotkań.

6 grudnia Saddam Husajn niespodzianie zdecydował się na uwolnienie wszystkich zakładników. Odegrali już swoją rolę i teraz byli niepotrzebni, tym bardziej że prezydent USA stwierdził, iż obecność zakładników nie powstrzyma go od ataku. Co więcej, ich zwolnienie mogło być potraktowane jako gest dobrej woli.

Irak nadal próbował wykorzystać karty palestyńską i izraelską. 24 grudnia Saddam Husajn po raz kolejny zagroził atakiem na Izrael. Następnego dnia oświadczył, że możliwa jest zmiana stanowiska Bagdadu w kwestii Kuwejtu, jeżeli zostanie rozwiązana kwestia palestyńska. Jednak już 27 grudnia Irak ponownie stwierdził, że nie zgadza się na żadne ustępstwa.

Na początku 1991 roku wydawało się, że istnieją szanse na dyplomatyczne rozwiązanie kryzysu. 3 stycznia George Bush zaproponował spotkanie Tariqa Aziza z Jamesem Bakerem w Genewie. Doszło do niego sześć dni później, jednak rozmowy zakończyły się fiaskiem. 13 stycznia Kongres upoważnił prezydenta do użycia siły przeciw Irakowi.

Na pograniczu Arabii Saudyjskiej i Kuwejtu skoncentrowano największe siły od czasu II wojny światowej. Z jednej strony pięćset czterdzieści jeden tysięcy żołnierzy amerykańskich i dwieście pięćdziesiąt cztery tysiące sojuszniczych. Dysponowali oni około trzema i pół tysiącem czołgów oraz tysiąc czterysta trzydziestoma sześcioma samolotami. Z drugiej pięćset czterdzieści tysięcy żołnierzy irackich dysponowało około czterema i pół tysiącem czołgów i sześciuset dwudziestoma trzema samolotami.

Wszyscy z napięciem oczekiwali terminu ultimatum, ale w nocy z 15 na 16 stycznia nic się nie wydarzyło. Natomiast wieczorem tego dnia o dziewiętnastej czasu nowojorskiego (w Warszawie godzina druga 17 stycznia, a trzecia w Bagdadzie) miliony Amerykanów zasiadły przed telewizorami, by obejrzeć wiadomości. Wielu z nich wybrało CNN. W trakcie relacji na żywo z Bagdadu reporter opisywał, jak spokojnie było tej nocy w stolicy Iraku, gdy nagle w oddali dało się słyszeć liczne wybuchy bomb. W ten sposób świat dowiedział się, że "rozpoczęło się wyzwalanie Kuwejtu".

Wojna rozpoczęła się od największego w dziejach świata nalotu powietrznego. Wzięło w nim udział około siedmiuset samolotów, które łącznie zrzuciły około osiemnastu tysięcy ton bomb. Atak był całkowitym zaskoczeniem dla irackiej obrony przeciwlotniczej. W Bagdadzie syreny odezwały się dopiero piętnaście minut po rozpoczęciu ataku. Okazało się, że nim doszło do właściwego nalotu, sojusznikom praktycznie udało się unieszkodliwić ogólnokrajowy system obrony, przeciwlotniczej Iraku. Jeszcze przed atakiem na Bagdad został on zagłuszony, a następnie zewnętrzny pierścień systemu radarowego unieszkodliwiono za pomocą śmigłowców. Radary w głębi kraju zostały zaatakowane i w większości zniszczone przez rakiety samosterujące Tomahawk. Wreszcie jednym z pierwszych celów nalotu na Bagdad była siedziba dowództwa wojsk lotniczych. To wszystko sprawiło, że na szczeblu ogólnokrajowym system obrony przeciwlotniczej praktycznie przestał istnieć. Przetrwały natomiast jednostki OPL i to one miały później zadać największe straty sprzymierzonym.

Pierwszego dnia wykonano około dwu tysięcy lotów, tracąc przy tym jeden samolot. Tak rozpoczęła się pierwsza faza wojny, ofensywa powietrzna opatrzona kryptonimem "Instant Thunder". Dzięki zastosowaniu najnowocześniejszej technologii naloty i ataki rakietowe trwały niemal bez przerwy. Ogółem w trakcie wojny wykonano sto dziewięć i pół tysiąca ataków powietrznych. Ich głównym celem było zniszczenie centrów administracji, strategicznie ważnych zakładów przemysłowych, elektrowni, fabryk i magazynów broni chemicznej, reaktorów oraz laboratoriów pracujących nad bronią atomową biologiczną i chemiczną wyrzutni rakietowych, lotnisk, dróg i mostów. Planowano również poprzez ciągłe bombardowania jak najbardziej osłabić jednostki frontowe Iraku (zwłaszcza Gwardię Republikańską).

Kampania powietrzna dzieliła się na trzy podstawowe fazy. W pierwszej głównym celem ataku były: system obrony przeciwlotniczej, lotniska, główne punkty dowodzenia, stałe wyrzutnie rakiet SCUD, fabryki, laboratoria, instalacje jądrowe, sieć łączności oraz system energetyczny kraju. W drugiej skoncentrowano się na obronie przeciwlotniczej wojsk stacjonujących w Kuwejcie i południowym Iraku oraz na drogach i mostach, zwłaszcza tych, którymi przerzucano zaopatrzenie dla wojsk w Kuwejcie. Wreszcie w trzeciej głównym celem ataku miały być jednostki wojskowe stacjonujące w strefie frontowej. Należy podkreślić, iż wyżej przedstawiony podział nie oznaczał, że określony rodzaj celów był atakowany jedynie w danej fazie wojny. Przez cały okres dokonywano nalotów na wszystkie rodzaje celów. W zależności jednak od fazy przesuwano punkt ciężkości działań na odpowiednie ich kategorie. Po pierwszych, bardzo euforycznych ocenach okazało się, że skuteczność nalotów jest mniejsza, niż wynikało to z pierwotnych ocen. Ale i tak była ona bardzo wysoka i wahała się od pięćdziesięciu pięciu do siedemdziesięciu procent. Lotnictwo irackie było mało aktywne i większość pojedynków powietrznych (bardzo nielicznych zresztą) kończyła się zwycięsko dla pilotów alianckich. Zresztą od samego początku wojny irackie samoloty zaczęły uciekać do Iranu. Ostatecznie schroniło się tam sto czterdzieści siedem samolotów.

Irak nie pozostał bezczynny wobec ataku koalicji. 18 stycznia Bagdad zrealizował swoje groźby wypowiadane pod adresem Izraela. W nocy pięć minut po pierwszej na Izrael spadły pierwsze rakiety SCUD. Po początkowej panice okazało się, że nie były one uzbrojone w głowice chemiczne, a ich skuteczność jest niska. Z wojskowego punktu widzenia nie stanowiły większego zagrożenia. Ważne były natomiast polityczne i psychologiczne skutki irackich ataków rakietowych na Izrael. Irak pokazał, że jest w stanie odpowiedzieć na ataki oraz bezpośrednio zaatakować terytorium Izraela. Realna stała się groźba izraelskiego uderzenia odwetowego, co mogło postawić pod znakiem zapytania istnienie koalicji. Zwłaszcza postawa Syrii budziła liczne wątpliwości. Aby tego uniknąć, dyplomacja amerykańska uczyniła wszystko, by powstrzymać Izrael od ataku na Irak, który, jak okazało się po wojnie, był bardzo bliski realizacji. 18 stycznia duża formacja izraelskich samolotów wystartowała w kierunku Iraku, ale w ostatniej chwili zawróciła. By usatysfakcjonować Tel Awiw, wzmożono polowanie na rakiety SCUD. 19 sierpnia kolejne rakiety spadły na Izrael, lecz i tym razem udało się dyplomacji USA powstrzymać odwet Izraela. Obiecano między innymi przysłanie baterii antyrakiet Patriot, które zostały tam rozmieszczone w nocy z 19 na 20 stycznia. Następnego dnia wydawało się, że sytuacja jest opanowana. Kolejne rakiety irackie zostały zestrzelone przez antyrakiety Patriot. 22 stycznia doszło jednak do tragedii. Irackie rakiety zdołały przedrzeć się nad Izrael i spowodowały duże straty (w tym trzech zabitych). W tym momencie wydawało się pewne, że dojdzie do odwetowego ataku lotnictwa Izraela. Głównodowodzący sił powietrznych USA w Zatoce generał Chuck Horner nakazał ograniczenie aktywności nad zachodnim Irakiem, by nie doszło do starć z lotnictwem izraelskim. 23 stycznia rząd w Jerozolimie podjął decyzję o ataku, ale nie podał jego terminu. Ostatecznie do końca wojny nie doszło do tej operacji. Prawdopodobnie zadecydowała o tym znacznie mniejsza skuteczność późniejszych ataków i świadomość możliwych skutków politycznych realizacji tej decyzji.

Pociski irackie wymierzono również w Arabię Saudyjską. Były one jednak skutecznie odpierane przez amerykański system antyrakietowy Patriot. Jedyny, ale tragiczny wyjątek miał miejsce 25 lutego, kiedy to iracka rakieta trafiła w amerykańską kantynę, zabijając dwanaście osób i raniąc około pięćdziesięciu.

Ataki rakietowe nie były jedyną formą militarnej aktywności Iraku. 29 stycznia Irakijczycy rozpoczęli operację lądową nazwaną bitwą o Chafdżi. Saddam Husajn nie mógł sobie pozwolić na bierne przyglądanie się niszczeniu swoich sił w wyniku ataków powietrznych aliantów. Ofensywa miała pokazać światu, że mimo dwóch tygodni wojny powietrznej jego wojska w pełni zachowały zdolności operacyjne, a morale zarówno armii, jak i społeczeństwa jest dobre. Atak miała przeprowadzić 5 Dywizja Zmechanizowana, jedna z najlepszych w armii irackiej, na odcinku od wybrzeża Zatoki do miejsca, gdzie granica saudyjsko-kuwejcka ostro skręca na północ. Jednostki irackie miały uderzyć trzema kolumnami. Pierwsza z nich, uderzająca wprost na południe wzdłuż wybrzeża, miała skierować się bezpośrednio na Chafdżi. Dwie pozostałe, posuwające się na zachód od pierwszej, po wdarciu się w głąb terytorium saudyjskiego, miały skręcić na wschód i połączyć się z pierwszą kolumną odcinając od głównych sił część oddziałów koalicji. W trakcie walk dwie kolumny operujące w głębi kraju zostały powstrzymane przez marines i lotnictwo amerykańskie. Jedynie pierwszej kolumnie udało się dotrzeć do Chafdżi. Irakijczycy zaskoczyli stacjonujące w pobliżu oddziały sprzymierzonych, gdyż zbliżające się czołgi miały lufy odwrócone do tyłu, tak jakby chciały się poddać. Gdy żołnierze wyszli z okopów, czołgi irackie odwróciły w ich kierunku działka i rozpoczęły ostrzał. Po krótkiej walce Irakijczycy zajęli miasteczko. Nieco później oddziały amerykańskie i saudyjskie otoczyły miejscowość. 30 stycznia odparły próbę odsieczy, niszcząc przy tym pięćdziesiąt czołgów i bojowych wozów piechoty. Następnego dnia rano Chafdżi zostało odbite. Straty Irakijczyków nie są dokładnie znane, ale w samym Chafdżi zginęło sześćdziesięciu pięciu żołnierzy, a około czterystu dostało się do niewoli. W całej operacji zginęło jedenastu żołnierzy amerykańskich (siedmiu od ognia własnego) i około czterdziestu z Arabii Saudyjskiej i z Kataru. Znaczenie operacji zarówno strategiczne, jak i taktyczne okazało się żadne.

Wraz ze zbliżaniem się terminu ofensywy lądowej wzmogła się aktywność dyplomatyczna ZSRR, który mimo poparcia udzielanego Waszyngtonowi próbował uchronić Irak przed całkowitą klęską. 31 stycznia do Teheranu przybyła iracka delegacja rządowa. Po dwudniowych rozmowach prezydent Rafsandżani zaproponował Bagdadowi mediację w rozmowach z koalicją. Jednak 8 lutego Irak zerwał stosunki dyplomatyczne z USA, Wielką Brytanią i Francją. W tym momencie do mediacji przystąpił Kreml. 11 lutego do Teheranu, a później do Bagdadu udał się wysłannik Gorbaczowa Jewgienij Primakow. Saddam Husajn wyraził zgodę na współpracę z ZSRR. Radziecką inicjatywę dyplomatyczną Stany Zjednoczone przyjęły z wielkim zaniepokojeniem. USA zdecydowane były podjąć ofensywę lądową i działania radzieckie zostały potraktowane jako próba ratowania dawnego sojusznika. Zaproponowane przez Saddama Husajna warunki wycofania się z Kuwejtu były jednak nie do przyjęcia nawet dla Moskwy. Mimo to negocjacje trwały. 18 lutego podczas wizyty w Moskwie Tariq Aziz wstępnie przyjął plan Gorbaczowa i zaakceptował rezolucję ONZ nr 660. Bush odrzucił jednak plan Gorbaczowa jako niewystarczający. Biały Dom dał do zrozumienia, że byłby gotów zaakceptować plan pokojowy, który uniemożliwiłby Irakijczykom wycofanie ciężkiego sprzętu z Kuwejtu. Mimo takiej postawy Waszyngtonu Gorbaczow nie ustawał w próbach niedopuszczenia do kampanii lądowej. 22 lutego Tarią Aziz po raz kolejny przybył do Moskwy, ale jednocześnie Biały Dom wystosował ultimatum, w którym zażądał rozpoczęcia ewakuacji wojsk irackich do godziny osiemnastej w sobotę 23 lutego i zakończenia jej w ciągu tygodnia. Irak odrzucił to ultimatum. 24 lutego o godzinie czwartej czasu lokalnego rozpoczęła się lądowa ofensywa wojsk koalicji.

Nadchodzącego starcia oczekiwano z dużym niepokojem. Wielu specjalistów, zwłaszcza radzieckich (marszałek Siergiej Achromiejew), przewidywało, że bitwa lądowa będzie bardzo zaciekła, a alianci poniosą w niej bardzo duże straty. Także wśród zachodnich wojskowych panowały mieszane uczucia. W sztabie Schwarzkopfa przewidywano, że straty wyniosą od pięciuset do dwu tysięcy poległych.


Plan operacji był przygotowany bardzo starannie. Zadanie obejścia sił irackich powierzono 18 i 7 Korpusowi. Pierwszy, wzmocniony francuską dywizją "Daąuet", miał osłaniać siły główne od zachodu i odciąć Gwardię Republikańską od reszty kraju. 7 Korpus (w składzie: 1 i 3 Dywizja Pancerna, 1 Dywizja Zmechanizowana, 1 Dywizja Piechoty oraz 2 Pułk Pancerny), wsparty przez brytyjską 1 Dywizję Pancerną był główną siłą uderzeniową operacji. Jego zadaniem było zniszczenie Gwardii Republikańskiej. Oddziały państw arabskich i marines miały przełamać umocnienia w południowym Kuwejcie, związać siły irackie i zająć stolicę emiratu. Taki plan operacji nie był przypadkowy i wpływały na niego także czynniki polityczne. Rządy krajów arabskich sprzeciwiły się operacjom ich oddziałów na terytorium Iraku, traktując dosłownie mandat ONZ. Decyzja ta miała także charakter prestiżowy - to siły arabskie (saudyjskie i kuwejckie) jako pierwsze miały wejść do stolicy Kuwejtu.

Ważnym elementem kampanii lądowej była dezinformacja. Przez cały czas starano się przekonać dowództwo irackie, że główne uderzenie zostanie przeprowadzone od strony morza. Udało się to całkowicie. Dowództwo irackie przesunęło do obrony wybrzeża znaczną część swoich sił (około dziesięciu z czterdziestu trzech dywizji). Zresztą w błąd wprowadzono nie tylko Irakijczyków. Praktycznie do końca wojny środki masowego przekazu donosiły o działaniach desantowych, których nie było, wprowadzając nie zamierzoną dodatkową dezinformację.

24 lutego o czwartej rano na całej długości frontu rozpoczęła się ofensywa wojsk koalicji. Oddziały marines przełamały umocnienia irackie w południowym Kuwejcie, odpierając słabe próby kontrataku. W ciągu dnia 1 Dywizja marines dotarła na obrzeża portu lotniczego Al-Jaber (około czterdziestu kilometrów w głąb Kuwejtu). W poniedziałek starła się z jednostkami irackimi w pobliżu międzynarodowego portu lotniczego. Walki trwały do środy rano, kiedy to po bitwie pancernej lotnisko zostało zajęte. Równolegle 2 Dywizja marines po trudnych walkach przełamała linie umocnień i w poniedziałek wieczorem jej oddziały stanęły na zachodnich przedpolach stolicy Kuwejtu. Oddziały arabskie posuwały się wolniej - mimo słabszego, niż przewidywano, oporu wojsk irackich. W efekcie powstała luka między nimi a jednostkami marines. Dowódca tych ostatnich mimo ryzyka zdecydował się nie czekać na Arabów i przyspieszył tempo operacji. Miało to istotne znaczenie dla przebiegu kampanii. Oznaczało, że wojska koalicji podeszły pod stolicę, zanim siły oskrzydlające zdołały odciąć drogi odwrotu wojsk irackich, i przyspieszyło decyzję Saddama Husajna o wycofaniu wojsk z Kuwejtu, którą ogłosił w poniedziałek 25 lutego.

Tymczasem 24 lutego o czwartej rano helikoptery 101 Dywizji wystartowały w głąb Iraku, by założyć bazę logistyczną w połowie drogi do Eufratu. Półtorej godziny później wyruszyła francuska dywizja, która w niedzielę wieczorem osiągnęła pozycje wyjściowe do ataku na bazę lotniczą Al-Salman. Następnego dnia przy wsparciu pododdziałów 82 Dywizji Francuzi zdobyli ją całkowicie rozbijając broniącą lotniska dywizję piechoty. Następnie obsadzili umocnioną pozycję w celu ochrony reszty oddziałów przed możliwym atakiem od zachodu.

Według pierwotnych założeń 7 Korpus miał zaatakować dopiero w poniedziałek rano, ale wobec nader pomyślnie rozwijającej się sytuacji Schwarzkopf przyspieszył atak o dwanaście godzin. Najbardziej na wschód wysunięta jednostka korpusu brytyjska 1 Dywizja Pancerna zaatakowała wzdłuż Wadi al-Batin, niszcząc irackie rezerwy taktyczne, po czym skierowała się na tyły irackich linii obronnych. Reszta korpusu, wykorzystując brytyjską jednostkę jako oś obrotu, zaatakowała od zachodu jednostki Gwardii Republikańskiej. Dowódcy tej ostatniej błędnie założyli, iż celem atakujest stolica Kuwejtu. Zamierzali jedną dywizją zablokować atak korpusu, a resztą sił uderzyć na niego od północy. Dopiero 25 lutego wieczorem (poniedziałek) zorientowali się, że to ich jednostki są głównym celem natarcia. Do wieczora 26 lutego trzy dywizje ("Tawakalna", "Medina" i "Hammurabi"), utworzyły linię obrony mającą zatrzymać 7 Korpus. Jednak jeszcze tego samego wieczora dywizja "Tawakalna" została rozbita. Następnego dnia ten sam los spotkał dywizję "Medina".

Tymczasem 24 lutego o piętnastej 18 Korpus uderzył w kierunku doliny Eufratu. O zmierzchu następnego dnia 101 Dywizja przecięła autostradę nr 8, podczas gdy 24 Dywizja Zmechanizowana dotarła do doliny Eufratu w rejonie Al-Nasiriji. Tam skręciła na wschód autostradą nr 8 w kierunku Basry, niszcząc po drodze iracką bazę logistyczną oraz lotniska w Talilu i Dżabillahu. 27 lutego doszło do starcia 24 Dywizji z jednostkami Gwardii Republikańskiej (dywizje "al-Faw", "Adnan" i "Hammurabi"), które po zaciętej bitwie zostały całkowicie rozbite.

Od wtorku zaczęto rozważać kwestię zawieszenia broni. Po konsultacjach z Colinem Powellem i Normanem Schwarzkopfem George Bush zdecydował się na jednostronne wstrzymanie ognia, które weszło w życie 28 lutego o godzinie ósmej czasu lokalnego. Do ostatniego starcia w wojnie doszło jednak 2 marca, gdy część dywizji "Hammurabi" próbowała przedrzeć się na północ, ale została rozbita przez 24 Dywizję Zmechanizowaną. 3 marca w miejscowości Safwan podpisano zawieszenie broni.

Najbardziej charakterystyczną cechą tej wojny były dysproporcje w stratach po obu stronach. Alianci stracili około tysiąca dwustu ludzi: dwustu czterdziestu zabitych (stu czterdziestu ośmiu Amerykanów), około dwustu jeńców i siedmiuset siedemdziesięciu sześciu rannych (czterystu pięćdziesięciu ośmiu Amerykanów). Stracono około trzydziestu czołgów i pięćdziesiąt sześć samolotów. Tymczasem po stronie irackiej (według nieoficjalnych danych) zginęło około trzydziestu pięciu tysięcy ludzi (żołnierzy i cywilów, tych ostatnich mniej niż dziesięć procent całej liczby), do niewoli dostało się około osiemdziesięciu sześciu tysięcy i około sześćdziesięciu tysięcy zostało rannych. Irak stracił też trzy tysiące osiemset czterdzieści siedem czołgów, tysiąc czterysta pięćdziesiąt bojowych wozów piechoty, dwa tysiące dziewięćset siedemnaście dział i armat oraz dwieście czterdzieści cztery samoloty (w tym sto czterdzieści siedem uciekło do Iranu).

Tak wielkie dysproporcje należy przypisywać różnicom technologicznym, jakie dzieliły obie strony konfliktu. Z wojskowego punktu widzenia podstawową lekcją tej wojny było ukazanie znaczenia technologii w nowoczesnej wojnie. Amerykańska doktryna kampanii powietrzno-lądowej, wypracowana po wojnie w Wietnamie, w połączeniu z najnowocześniejszą techniką dały aliantom miażdżącą przewagę zarówno w powietrzu, jak i na lądzie. Należy podkreślić, że rozmiary porażki Iraku zaniepokoiły ZSRR, gdzie zaraz po wojnie przystąpiono między innymi do reorganizacji i unowocześniania systemu obrony przeciwlotniczej.

Chociaż militarne i technologiczne aspekty wojny były bardzo interesujące, ważniejsze okazały się jej skutki polityczne. Bardzo trudno ocenić przyczyny takiego, a nie innego rozwoju sytuacji po wojnie. Można spotkać się z wielu kontrowersyjnymi opiniami na ten temat. Po pierwszej euforii wywołanej zwycięstwem zaczęły pojawiać się opinie krytyczne, negujące wartość sukcesu czy wręcz sam sukces. Mówiono o wygranej wojnie i przegranym pokoju, a czasem wręcz o nie dokończonej wojnie i niepełnym sukcesie. Dlaczego? Po pierwsze - Saddam Husajn pozostał u władzy. Po drugie - udało mu się uporać z powstaniami szyitów i Kurdów, na co Stany Zjednoczone nie zareagowały. Wreszcie Irak uratował z wojny część sił, dzięki którym stłumiono niepokoje.

Osoby głoszące tezę, że wojna nie została dokończona, powołują się najczęściej na fakt, że siedem z czterdziestu trzech zaangażowanych w walki irackich dywizji przetrwało wojnę. Jest to fakt niezaprzeczalny. Jednocześnie należy jednak stwierdzić, że mimo to zrealizowano jeden z celów wojny, jakim było takie osłabienie Iraku, by nie stanowił zagrożenia dla sąsiadów. Norman Schwarzkopf pisze wprawdzie w swoich pamiętnikach, że wolałby mieć jeszcze j eden dzień na dokończenie operacji, ale zaznacza również, że wszelkie dane wywiadu wskazywały, iż dla bezpieczeństwa sąsiadów Irak przestał stanowić zagrożenie.

W tym miejscu należałoby wspomnieć, dlaczego działania wojenne na lądzie zakończono po niecałych pięciu dniach. Po pierwsze - znaczący wpływ na to miały środki masowego przekazu, podające między innymi relacje z autostrady do Basry, nazywanej "autostradą śmierci", które sprawiały wrażenie, że wojska amerykańskie dokonują rzezi bezbronnych i zdemoralizowanych klęską Irakijczyków. Również arabscy sojusznicy byli zdecydowanie przeciwni totalnemu zniszczeniu armii irackiej i po jej wyparciu z Kuwejtu domagali się szybkiego zakończenia działań. Biorąc pod uwagę, że Irak stracił w trakcie wojny osiemdziesiąt cztery i pół procent swych czołgów, pięćdziesiąt i trzy dziesiąte procent bojowych wozów piechoty czy osiemdziesiąt dziewięć i pół procent artylerii, jednoznacznie można stwierdzić, że pod względem militarnym wojna zakończyła się całkowitym sukcesem aliantów.

Pojawiają się natomiast wątpliwości w kwestiach politycznych. Tu rzeczywiście można mówić o niekonsekwencji i niepowodzeniach. W pewnym momencie powstało wrażenie, że celem wojny było obalenie Saddama Husajna, choć wcześniej nikt o tym w ogóle nie mówił. Nie przygotowano żadnego konkretnego planu. Oczywiście, miano nadzieję, że porażka w wojnie na tyle osłabi jego pozycję, że dojdzie do zamachu stanu, ale bezpośrednio nie prowokowano takich działań. Należy pamiętać, że głównym celem wojny było przywrócenie status quo w regionie. Stanom Zjednoczonym nie zależało na zbytnim osłabianiu Iraku czy też doprowadzeniu w tym kraju do anarchii. W planach amerykańskich nadal miał pełnić rolę przeciwwagi dla Iranu, ważną ze względu na zachowanie równowagi sił w regionie. Schwarzkopf pisze wprost, że cele dla ataków lotniczych wybierano tak, by nie niszczyć narodu irackiego, aby mógł on pełnić rolę przeciwwagi wobec Iranu.

Z kwestią globalnej polityki USA w regionie wiąże się również często krytykowany stosunek Białego Domu do powstań szyitów i Kurdów. I znowu bardzo trudno tutaj o jednoznaczną ocenę. Niewątpliwie z moralnego punktu widzenia postawa Waszyngtonu była dwuznaczna, ale kolejny raz należy powtórzyć, że rozpad Iraku, a taki byłby prawdopodobny skutek sukcesu powstań, nie leżał w interesie Stanów Zjednoczonych. Ponadto musiały one liczyć się z opinią swoich sojuszników. Państwa Półwyspu Arabskiego były zaniepokojone powstaniem szyitów i przeciwne wspieraniu go, widząc w nim groźbę szerzenia rewolucji islamskiej oraz wpływów Iranu. Podobnie było z kwestią kurdyjską. Waszyngton musiał się liczyć z niechętnym stanowiskiem Iranu, a przede wszystkim Turcji - sojusznika z NATO. W efekcie nacisków z różnych stron wybrano niczego nie rozwiązującą koncepcję "stref bezpieczeństwa". Tak więc rzeczywiście w wielu wypadkach dyplomacja USA nie potrafiła znaleźć skutecznych rozwiązań dla powojennej sytuacji w regionie, choć należy podkreślić, że obiektywne czynniki utrudniały podjęcie zdecydowanych kroków.

W tym miejscu warto się zatrzymać nad działaniami Saddama Husajna, który mimo klęski w wojnie potrafił zachować swoją pozycję. Pomogły mu w tym wymienione wyżej powstania, które przyczyniły się do konsolidacji wokół niego armii, aparatu państwowego i rządzącej mniejszości sunnickiej. Umiał też wykorzystać fakt, że toczył wojnę z koalicją trzydziestu ośmiu państw. Propaganda iracka mogła dzięki temu przedstawiać tę wojnę jako faktyczny sukces, podkreślając, że Irak przez sześć tygodni bronił się przed tak silną koalicją.

Przesadne byłoby jednak twierdzenie, że wojna niczego nie zmieniła w regionie i nie przyniosła żadnych pozytywnych skutków. Irak - mimo iż Saddam Husajn pozostał u władzy - przestał na razie stanowić zagrożenie dla swoich sąsiadów.

Zdołano zachować równowagę sił w regionie. Mimo pewnych niepowodzeń dyplomatycznych i politycznych Stany Zjednoczone - wbrew twierdzeniom niektórych dziennikarzy - wyraźnie wzmocniły swoją pozycję na Bliskim Wschodzie. Umożliwiło to Białemu Domowi doprowadzenie do bezpośrednich rozmów arabsko-izraelskich. Były one bardzo trudne i nieraz bliskie zerwania, ale ostatecznie zakończyły się sukcesem i podpisaniem porozumienia palestyńsko-izraelskiego we wrześniu 1993 roku i jordańsko-izraelskiego w lipcu 1994 roku. Oczywiście, racje będą mieli ci, którzy stwierdzą że do tego pierwszego doprowadziła mediacja norweska i zmiana rządu w Izraelu. Należy jednak pamiętać, że bez wcześniejszych rozmów pod patronatem USA i licznych podróży Jamesa Bakera na Bliski Wschód późniejsze porozumienie byłoby znacznie trudniejsze. Wojna wpłynęła zresztą w jeszcze jeden sposób na stworzenie szans na porozumienie. Poparcie przez Palestyńczyków Saddama Husajna spowodowało wycofanie się państw rejonu Zatoki Perskiej z finansowania OWP, co zagroziło tej organizacji bankructwem. Osłabiona została pozycja Jasira Arafata i całej organizacji na korzyść ruchów bardziej radykalnych, takich jak Hamas. To zaś wpłynęło na większą polityczną elastyczność przywódcy Palestyńczyków, który swoją szansę zaczął widzieć w utworzeniu choćby tylko częściowo suwerennego państwa palestyńskiego.

Od zakończenia wojny minęło dopiero pięć lat i z pewnością nie wszystkie jej skutki już się ujawniły. Wiele kwestii pozostaje jeszcze nie wyjaśnionych. I dopiero po otwarciu archiwów wiele z nich wyjaśni się do końca (choć nie wszystkie).

Jedno jest pewne. Jak ukazał to także konflikt w Jugosławii, w świecie po "zimnej wojnie" na razie tylko Stany Zjednoczone mają na tyle siły i autorytetu, by utworzyć sprawnie działającą koalicję i rozwiązywać konflikty regionalne, nawet jeżeli czasami czynią to nieudolnie.

Źródło: A. Bartnicki (red.), Zarys dziejów Afryki i Azji 1869-1996, Warszawa 1996.