Dziedziny wiedzy

Najnowsze komentarze

Newsletter

Perspektywy wycofania obcych wojsk z Iraku w wymiarze zakończenia pięcioletniej misji Polskiego Kontyngentu Wojskowego PDF Print Email
Międzynarodowe stosunki polityczne
Written by   
DATE_FORMAT_LC2

Misje polskiej armii za granicą przeobraziły się z tradycyjnych działań wojskowych w główny instrument polskiej dyplomacji. Finał pięcioletniej polskiej misji stabilizacyjnej w Iraku1 jest okazją, by zapytać o jej sens oraz o perspektywy wycofania obcych wojsk. Zdaniem wielu w Iraku Polska odniosła sukces. Wzmocniliśmy partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi, podnieśliśmy range naszego kraju na arenie międzynarodowej, zakończyliśmy pierwszy etap osiągania statusu regionalnego lidera. Mamy to czego chcieliśmy - niezależnie od ostatecznego efektu militarnego2.

1. Przesłanki konfliktu w Iraku

Irak jako odrębne państwo jest tworem stosunkowo młodym. Powstał w wyniku upadku Imperium Osmańskiego po I wojnie światowej. Zadecydowały o tym przede wszystkim imperialne interesy Wielkiej Brytanii, która, dążąc do uzyskania i utrwalenia pozycji mocarstwa dominującego na Bliskim Wschodzie, przeforsowała, najpierw w ramach tajnych uzgodnień z mocarstwami Ententy (układ Sykes-Picot z 16 maja 1916 r.), a następnie na forum spotkań i konferencji kształtujących powojenny ład międzynarodowy, decyzję o uzyskaniu znacznych nabytków terytorialnych kosztem pokonanej Turcji. Wśród obszarów podporządkowanych sobie przez Wielką Brytanię znalazły się m.in. trzy prowincje dawnego Imperium Osmańskiego położone w regionie Mezopotamii. Prowincje ze stolicą w Al-Basrze, Bagdadzie i Mosulu zostały zjednoczone i proklamowane arabską monarchią, nad którą Londyn, jako mocarstwo mandatowe, miał sprawować w okresie przejściowym (przed uzyskaniem pełnej niezależności) administrację z ramienia Ligi Narodów. Tron nowo utworzonego królestwa Brytyjczycy powierzyli dynastii haszymickiej, a pierwszym władcą -jeszcze niesuwerennego - Iraku został Fajsal Ibn Husajn, syn króla niezależnego wtedy Al-Hidżazu i pretendent do tronu zjednoczonego państwa arabskiego, którego próby powołania do życia zostały podjęte przez Arabów po zakończeniu I wojny światowej (Fajsal ogłosił się władcą tego państwa ze stolicą w Damaszku w 1918 r.).

Nacjonalizm arabski, rozbudzony w wyniku procesów modernizacyjnych zachodzących w świecie arabsko-muzułmańskim w wyniku kontaktów z cywilizacją europejską, okazał się na tyle silny (także w Iraku, czego przejawem było powstanie antybrytyjskie z 1920-21 roku3), iż władze mandatowe zdecydowały się na politykę ustępstw i kompromisu, czego przejawem było uznanie przez rząd w Londynie pełnej niepodległości Iraku już w okresie międzywojennym. Potwierdzenie tego faktu przez Ligę Narodów oznaczało prawnomiędzynarodowe uznanie nowego państwa i - w konsekwencji - przyjęcie Iraku do Ligi Narodów w 1932 r.4

Zainteresowanie Wielkiej Brytanii terenami historycznej Mezopotamii wynikało z ogromnego ich znaczenia strategicznego i gospodarczego. Położony pomiędzy Turcją na północy oraz wodami Zatoki Perskiej i masywem Półwyspu Arabskiego na południu, oraz pomiędzy ziemiami Persji (Iranu) na wschodzie a tzw. Wielką Syrią na zachodzie, w dorzeczu dwóch wielkich rzek tego regionu świata - Tygrysu i Eufratu - zajmował Irak centralne miejsce na mapie Bliskiego Wschodu. Kontrola tych ziem stwarzała dogodną pozycję do realizacji strategicznych interesów w całym regionie bliskowschodnim, czym wielkie mocarstwa, zarówno w okresie międzywojennym, jak i po II wojnie światowej, żywotnie były zainteresowane. Irak jest także państwem "frontowym" świata arabskiego, granicząc od wschodu z obszarem poddanym, co prawda, od wielu stuleci wpływom cywilizacji muzułmańskiej, ale kulturowo i etnicznie związanym z indoeuropejskim obszarem dominacji w Azji Środkowej i Południowej5.

Głównym bogactwem Iraku jest ropa naftowa - surowiec energetyczny, którego rola dla gospodarki światowej w XX wieku ogromnie wzrosła, warunkując tym samym także pozycję międzynarodową państw dysponujących tym surowcem. Zasoby irackiej ropy sytuują ten kraj na drugim - po Arabii Saudyjskiej - miejscu pod tym względem na świecie. Ich wielkość oceniana jest na ok. 112 mld baryłek, chociaż jednocześnie niektóre prognozy zwiększają tę wielkość ponad dwukrotnie (nawet do 250 mld baryłek)6. Bogactwo naftowe Iraku stało się jedną z ważnych przesłanek wzmożonego zainteresowania w XX wieku mocarstw światowych krajem nad Tygrysem i Eufratem.

Formalnym pretekstem do rozpoczęcia 20 marca 2003 r. przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników wojny przeciwko Irakowi było dążenie do wyeliminowania autorytarnego reżimu politycznego oskarżanego o powiązania z międzynarodowym terroryzmem oraz naruszającego ustanowiony przez wspólnotę międzynarodową reżim nieproliferacji broni masowego rażenia i środków jej przenoszenia. Zarzuty te - zwłaszcza z późniejszej perspektywy -wydają się jednak raczej propagandowym uzasadnieniem działań, których podłoże ma głębszy wymiar, a których stawką są globalne interesy jedynego współczesnego supermocarstwa - Stanów Zjednoczonych7.

Irak był krajem izolowanym w środowisku międzynarodowym od 1990 r., a więc od agresji, jakiej dokonał przeciwko sąsiedniemu Kuwejtowi, próbując anektować ten emirat, powołując się na uwarunkowania historyczne i etniczne. Agresja przeciwko Kuwejtowi stała się punktem wyjścia dla sformowania antyirackiej koalicji z udziałem ok. 30 państw, które zgodziły się uczestniczyć w operacjach "Pustynna Tarcza" i "Pustynna Burza", by doprowadzić do przywrócenia geopolitycznego status quo antę w tym newralgicznym regionie świata. Sukces tamtej operacji wojskowej, realizowanej za przyzwoleniem i aprobatą Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, doprowadził do wyzwolenia Kuwejtu8. Jednakże w samym Iraku - pomimo klęski militarnej - zmiany polityczne wówczas nie nastąpiły, co dało początek długotrwałemu kryzysowi wokół tego kraju. Nałożone przez Radę Bezpieczeństwa sankcje międzynarodowe miały pozbawić Irak zdolności militarnych mogących w przyszłości zagrozić sąsiadom9.

Od 1968 r. władzę w Iraku nieprzerwanie sprawowała w sposób autorytarny partia Al-Bas (Partia Odrodzenia Arabskiego) o orientacji nacjonalistycznej i lewicowej. 16 lipca 1979 r. w wyniku przewrotu pałacowego pozycję niekwestionowanego przywódcy państwa uzyskał Saddam Husajn at-Takriti, który objął urząd prezydenta Iraku, przewodniczącego Rady Dowództwa Rewolucji Irackiej, szefa rządu i szefa partii Al-Bas. Reżim polityczny ustanowiony w wyniku dojścia do władzy Saddama Husajna okazał się być jednym z najbardziej represyjnych we współczesnym świecie, a wszechobecne struktury siłowe zapewniały eliminowanie w zarodku każdych przejawów działalności opozycyjnej wobec istniejącego systemu10. To pod rządami Saddama Husajna Irak prowadził dwie agresywne wojny - przeciwko Iranowi w latach 1980-88 oraz przeciwko Kuwejtowi w 1990 r. Po irackiej agresji przeciwko temu drugiemu państwu (2 sierpnia 1990 r.) Rada Bezpieczeństwa przyjęła szereg kolejnych rezolucji, nakładających sankcje międzynarodowe na Irak (gospodarcze i wojskowe), mające wymusić na rządzie w Bagdadzie podporządkowanie się żądaniom wspólnoty międzynarodowej w sprawie wycofania się z Kuwejtu. Opór Iraku wobec tych decyzji skłonił Radę Bezpieczeństwa ONZ do przyjęcia rezolucji nr 668 (29 listopada 1990 r.) upoważniającej koalicję państw, sformowaną pod kierownictwem politycznym i wojskowym Stanów Zjednoczonych, do użycia siły zbrojnej dla przywrócenia suwerenności Kuwejtu, co stało się prawnomiędzynarodową podstawą operacji wojskowej o kryptonimie "Pustynna Burza". Agresywne działania Iraku i obawy przed ich kontynuacją w przyszłości stały się także podstawą do przyjęcia kolejnych rezolucji Rady Bezpieczeństwa nakładających na Irak obowiązek poddania kontroli międzynarodowej swojego potencjału wojskowego, a także zlikwidowania posiadanej broni masowego rażenia i środków jej przenoszenia.

Problem wywiązywania się Iraku z nałożonych przez Radę Bezpieczeństwa zobowiązań był od początku przedmiotem sporów i kontrowersji pomiędzy rządem w Bagdadzie a wspólnotą międzynarodową, przeradzając się z czasem w kolejne poważne kryzysy międzynarodowe. Stroną upoważnioną do podjęcia działań kontrolnych wobec Iraku była Organizacja Narodów Zjednoczonych, która powołała w tym celu Komisję Specjalną NZ ds. Rozbrojenia Iraku (UNSCOM) z zadaniem prowadzenia inspekcji irackich obiektów wojskowych. W praktyce jednak - w miarę rozwoju sytuacji - głównymi oponentami Iraku stały się rządy Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, stojące konsekwentnie na stanowisku, iż Irak musi bezwzględnie podporządkować się żądaniom Rady Bezpieczeństwa (a więc zrealizować nałożone nań decyzje rozbrojeniowe), aby możliwe było złagodzenie reżimu nałożonych nań sankcji. To twarde stanowisko mocarstw anglosaskich było przedstawiane przez władze w Bagdadzie jako główna przeszkoda na drodze do kompromisowego rozwiązania spornych kwestii dzielących Irak i wspólnotę międzynarodową. Bagdad domagał się bowiem stopniowych ustępstw (znoszenia sankcji) w zamian za przejawy współpracy z inspektorami UNSCOM i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (mającej kompetencje w zakresie kontroli irackiego potencjału jądrowego). Kolejne kryzysy, do jakich dochodziło w latach 90. ubiegłego stulecia w relacjach Irak-ONZ, odzwierciedlały istnienie rosnącego potencjału wzajemnej nieufności. Szanse na jej przełamanie były jednak niewielkie, gdyż ujawniające się z czasem bardziej przychylne stanowisko niektórych państw wobec żądań irackich (zgoda na złagodzenie sankcji) nie przekładało się na decyzje korzystne dla reżimu Saddama Husajna. Mechanizm decyzyjny w Radzie Bezpieczeństwa wymaga jednomyślności stałych członków tego organu, a więc także zgody na tekst rezolucji ze strony Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, co przy nieprzejednanym stanowisku tych państw oznaczało utrzymanie dotychczasowych uregulowań prawnych co do zakresu i charakteru sankcji nałożonych na Irak11.

Kryzys w relacjach Iraku z ONZ uległ zaostrzeniu pod koniec 1998 r., kiedy Saddam Husajn po kolejnych nieporozumieniach co do zakresu prowadzonej przez UNSCOM kontroli irackiego potencjału wojskowego zdecydował o całkowitym zerwaniu współpracy z Organizacją. Zwycięstwo kursu konfrontacyjnego w polityce Bagdadu oznaczało zaostrzenie antagonizmu pomiędzy tym krajem a Stanami Zjednoczonymi, dla których taka polityka Bagdadu była dowodem słuszności tezy o "niereformowalnym" charakterze reżimu Saddama Husajna. Przekonanie to zostało pogłębione przez odrzucanie przez Irak kolejnych decyzji Rady Bezpieczeństwa ONZ dotyczących zmiany reżimu kontroli przestrzegania sankcji nałożonych na Irak. M.in. w miejsce dotychczasowej komisji UNSCOM powołano nową agendę o nazwie Komisja NZ ds. Monitoringu, Weryfikacji i Inspekcji (UNMOVIC), oferując Irakowi zawieszenie sankcji (na 120 dni) w zamian za wznowienie współpracy z ONZ. Odrzucenie tej propozycji przez Bagdad, który żądał całkowitego zniesienia sankcji jako warunku wznowienia współpracy z ONZ, oznaczało przedłużenie kryzysu i dalsze utrzymywanie się napięcia w relacjach ze światem zewnętrznym. Stosunki pomiędzy Irakiem a Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią przybrały w tym okresie charakter zdecydowanie antagonistyczny, a wzajemnie manifestowana wrogość stwarzała przesłanki późniejszej ewolucji wzajemnych relacji ku otwartemu konfliktowi zbrojnemu.

Polityka Stanów Zjednoczonych wobec Iraku w okresie prezydentury Billa Clintona była zdecydowana, nie przekraczała jednak granicy otwartej konfrontacji. Doktrynalnym założeniem, którym ówczesna administracja kierowała się w swej polityce wobec regionu bliskowschodniego, była koncepcja "podwójnego powstrzymywania" (dual containment), zakładająca traktowanie jako państw wrogich interesom USA zaróowno Iraku, jak i Iranu, co w konsekwencji oznaczało dążenie do zmniejszania ich pozycji i roli międzynarodowej w regionie, m.in. poprzez politykę rozbudowy własnej obecności w tym ważnym strategicznie miejscu oraz wspieranie sojuszniczych wobec amerykańskiego mocarstwa reżimów w regionie (na pozycję głównego sojusznika Stanów Zjednoczonych wyrosła wówczas Arabia Saudyjska). "Powstrzymywanie" oznaczało dążenie do utrzymania izolacji międzynarodowej reżimu w Bagdadzie i ograniczanie jego możliwości realizowania własnych celów w środowisku międzynarodowym (w tym także poprzez wymuszanie działań o charakterze rozbrojeniowym)9. Wśród środków, jakimi realizowano te cele, była siła militarna: wzmożona obecność wojskowa Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii w bazach zlokalizowanych w bezpośrednim sąsiedztwie Iraku (Arabia Saudyjska, Kuwejt, Bahrajn, Katar) oraz na akwenach morskich sąsiadujących z Bliskim Wschodem (Morze Śródziemne, Zatoka Perska, Ocean Indyjski), a także kontrola przestrzeni powietrznej Iraku przez siły zbrojne mocarstw anglosaskich w tzw. strefach bezpieczeństwa utworzonych w 1991 r. po stłumieniu przez reżim Saddama Husajna powstań szyitów i Kurdów12 (odpowiednio na południe od 32, a od 1995 r. - 33 równoleżnika, i na północ od 36 równoleżnika). Taka sytuacja stwarzała szereg możliwości wykorzystania siły zbrojnej dla wymuszenia określonych zachowań przeciwnika i rzeczywiście zdarzenia takie miały miejsce. Do wrogich aktów dochodziło często w obu strefach bezpieczeństwa, a kilkakrotnie, w sytuacjach zaostrzenia konfrontacji na linii Irak-ONZ, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania uciekały się do ograniczonej akcji wojskowej z użyciem lotnictwa i broni rakietowej (np. operacja "Pustynny Lis" przeprowadzona w dniach 16/17-20 grudnia 1998 r. po zerwaniu przez Irak współpracy z Organizacją Narodów Zjednoczonych). Jednak tego typu akcje miały zawsze charakter ograniczony i zmierzały do wywarcia presji na reżim Saddama Husajna w sytuacjach kryzysowych, by wymusić pożądane zachowania, jednak bez określania strategicznych celów wojennych.

Przejęcie przez prezydenta George'a W. Busha i jego republikańską administrację steru rządów w Stanach Zjednoczonych w styczniu 2001 r. przyniosło stopniową zmianę założeń strategii Waszyngtonu wobec Iraku i regionu bliskowschodniego. Wskazuje się często, iż to ataki terrorystyczne z 11 września 2001 r. stały się punktem wyjścia dla zasadniczej redefinicji założeń polityki zagranicznej USA, czyniąc ze zwalczania nowego zagrożenia, jakim jest terroryzm międzynarodowy, jeden z głównych celów. W tym kontekście przeciwnikiem stały się różnorodne - z reguły nieformalne - grupy polityczne, odwołujące się do ideowo-religijnych treści fundamentalizmu muzułmańskiego oraz te kraje, które w jakiejś mierze miały, bądź mają, powiązania (organizacyjne, finansowe) z takimi ugrupowaniami. Do takich krajów zaliczony został również Irak, czego konkretnym wyrazem było włączenie go przez prezydenta Busha w wystąpieniu przed Kongresem 20 stycznia 2002 r. do grupy państw tworzących tzw. "oś zła". Irak został oskarżony nie tylko o wspieranie terroryzmu międzynarodowego, ale także o posiadanie broni masowego rażenia (zwłaszcza chemicznej, której zasoby zostały użyte przez reżim w Bagdadzie w latach 80. ubiegłego stulecia podczas wojny z Iranem oraz dla stłumienia powstania kurdyjskiego w 1988 r.). Miało to dowodzić, że Irak stanowi poważne zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa oraz kształtującego się nowego pozimnowojennego ładu międzynarodowego13.

Wpisanie problemu irackiego w szerszy kontekst zagrożeń wynikających ze wzrostu znaczenia w świecie muzułmańskim ruchów i ugrupowań o charakterze fundamentalistycznym wydaje się jednak nie do końca uzasadnione14. Przede wszystkim oskarżanie Iraku o powiązania z tego typu organizacjami nie znalazło potwierdzenia w praktyce. Wprost przeciwnie, założenia nacjonalizmu arabskiego (partii Al-Bas), którymi irackie elity władzy kierowały się w swoich działaniach, wydają się stać w sprzeczności z fundamentalistycznymi ideami, odwołującymi się do uzasadnień religijnych (wspólnota wiernych, czyli umma, jako podstawowa wspólnota religijna, ale i polityczna), a nie narodowych w konstruowaniu katalogu wartości politycznych, którymi współczesne społeczeństwa tego kręgu kulturowego powinny się kierować. Rozwój fundamentalizmu religijnego i jego polityzacja są w dużej mierze konsekwencją faktu, iż nacjonalizmy zrodzone w okresie walki o niepodległość świata arabskiego i muzułmańskiego, zaangażowane następnie w budowę niepodległych państwowości, nie były w stanie skutecznie działać na rzecz rozwoju i modernizacji tych społeczeństw, prowadząc do kreowania autorytarnych i nieudolnych reżimów politycznych, często legitymizujących swoje istnienie narodowo-polityczną mitologią nieadekwatną wobec dominujących form świadomości społecznej. Odrzucenie dotychczasowych reżimów politycznych przez społeczeństwa oznaczało poszukiwanie nowej tożsamości, głównie poprzez powrót do własnych korzeni i własnej tradycji15. Rozwój fundamentalizmu muzułmańskiego wpisuje się w ten proces. Dla fundamentalistów realizacja ich koncepcji politycznych jest możliwa poprzez zanegowanie dotychczasowej formy państwa, co prowadzi do starcia takich ugrupowań z dotychczasowymi elitami władzy. Ten schemat ma także zastosowanie wobec Iraku, co wskazuje, że reżim Saddama Husajna był przeszkodą na drodze do budowy nowego społeczeństwa opartego na wartościach religijnych. Z ideowo-politycznego punktu widzenia pomiędzy władzami irackimi a ugrupowaniami fundamentalistycznymi istniały sprzeczności, które pozwalały wątpić w możliwość stworzenia wspólnego frontu wymierzonego przeciwko Zachodowi. Natomiast obalenie reżimu Saddama Husajna w wyniku zewnętrznej interwencji stworzyło pewne vacuum władzy. Ugrupowania fundamentalistyczne będą chciały je wykorzystać dla uzyskania wpływów w społeczeństwie, które z jednej strony wykazuje stan zmęczenia długotrwałą dyktaturą, z drugiej - z dystansem podchodzi do obcej okupacji, nie będącej w stanie zapewnić szybkiej stabilizacji i poprawy jakości życia, a - co więcej jest realizowana przez mocarstwa kojarzone z epoką kolonialną16. Innym uzasadnieniem działań wojskowych przeciwko Irakowi był zarzut o posiadanie przez ten kraj broni masowego rażenia oraz urządzeń i techniki bojowej zakazanych przez prawo międzynarodowe oraz rezolucje rozbrojeniowe Rady Bezpieczeństwa, nałożone na reżim w Bagdadzie w wyniku agresji na Kuwejt. Ten zarzut był szeroko wykorzystywany w działaniach propagandowych, przygotowujących międzynarodową opinię publiczną do akceptacji celów wojny w Iraku. Przypadki użycia w latach 80. ubiegłego stulecia przez Irak broni chemicznej uwiarygodniały ten zarzut17, wspierany raportami i doniesieniami służb specjalnych mocarstw anglosaskich, dowodzących, iż Irak nie wywiązuje się z nałożonych nań zobowiązań rozbrojeniowych. Doniesienia te budziły jednak szereg wątpliwości, a ich weryfikacją miały zająć się agendy ONZ (komisja UNSCOM i Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej), upoważnione do tego przez Radę Bezpieczeństwa. W wyniku presji międzynarodowej Irak ostatecznie zgodził się na współpracę z ONZ na warunkach sformułowanych w rezolucji Rady Bezpieczeństwa 1441 (2002) z 8 listopada 2002 r.18 i przyjęcie inspektorów rozbrojeniowych, co nastąpiło jeszcze w tym samym miesiącu (pierwsza grupa inspektorów przybyła do Bagdadu 18 listopada, inspekcje wznowiono 27 listopada). Wyniki ich pracy nie potwierdzały zarzutów o szerokim naruszaniu przez Irak postanowień Rady Bezpieczeństwa, chociaż jednocześnie nie wykluczały takiej możliwości. Inspektorzy postulowali o przedłużenie ich misji, wskazując, iż efektywna kontrola wymaga więcej czasu (co najmniej kilku miesięcy), by móc jednoznacznie potwierdzić bądź zaprzeczyć wysuwanym przeciwko Irakowi oskarżeniom. Mocarstwa anglosaskie wszelkie wątpliwości wynikające z prowadzonych inspekcji interpretowały na niekorzyść Iraku, traktując je jako uzasadnienie twardego stanowiska i pretekst do rozpoczęcia wojny. Z perspektywy późniejszego rozwoju wypadków i braku dowodów -już po upadku reżimu Saddama Husajna - na to, iż Irak zakazaną broń posiadał, wydaje się uzasadnione twierdzenie, iż argument ten miał przede wszystkim znaczenie propagandowe, miał on na celu bowiem przekonanie opinii publicznej (własnej i międzynarodowej) o celowości podjętego wysiłku militarnego. Takie sugestie pojawiały się zresztą także w wypowiedziach przedstawicieli amerykańskiej administracji po zakończeniu głównej fazy militarnych operacji19.


Wśród przyczyn wojny w Iraku należy wskazać wiec jeszcze inne uwarunkowania. Najbardziej racjonalną przesłanką konfliktu wydają się być względy geopolityczne, wynikające z dążenia Stanów Zjednoczonych do uzyskania i utrwalenia strategicznej pozycji mocarstwa dominującego na Bliskim Wschodzie - regionie o ważnym znaczeniu zarówno ze względów gospodarczych (surowce energetyczne, szlaki transportowo-komunikacyjne), jak i geostrategicznych (styk kontynentów Afryki, Azji i Europy oraz zlewisk oceanów Atlantyckiego i Indyjskiego, włącznie z łączącym je Kanałem Sueskim). Istnienie dwóch reżimów politycznych, postrzeganych jako wrogie wobec interesów Stanów Zjednoczonych, w bardzo ważnych państwach regionu (Irak i Iran) ograniczało znacznie zdolność Waszyngtonu do realizacji idei Pax Americana na Bliskim Wschodzie, co - po zakończeniu zimnej wojny i przy wystąpieniu pewnych sprzyjających zjawisk - wydawało się jednak rozwiązaniem możliwym do urzeczywistnienia. Sojusz Stanów Zjednoczonych z Arabią Saudyjską oraz mniejszymi państwami regionu Zatoki Perskiej, a także (strategicznie ważne) dobre kontakty z Egiptem, stwarzały przesłanki do zachowania niekwestionowanego przywództwa Waszyngtonu w regionie20. Istniały jednak ciągle w Bagdadzie i Teheranie ośrodki wrogiej amerykańskim interesom polityki, rzucające wyzwanie jedynemu supermocarstwu. Jednocześnie ujawnił się proces wzrostu nastrojów radykalnych w społeczeństwach arabskich w całym regionie (m.in. fundamentalizm muzułmański), zagrażający destabilizacją krajów położonych w tej części świata, i w konsekwencji pojawieniem się kolejnych wrogich amerykańskim interesom reżimów politycznych. Długotrwała dominacja Stanów Zjednoczonych w regionie stała się źródłem nastrojów antyamerykańskich, którym nie były w stanie przeciwdziałać niepopularne w społeczeństwach elity władzy. Dodatkowym, ale bardzo ważnym dla milionów Arabów, źródłem antyamerykanizmu był stosunek Waszyngtonu do konfliktu arabsko-izraelskiego, postrzegany jako zbyt jednostronny-proizraelski. Ten potencjał niezadowolenia ujawnił się także w Arabii Saudyjskiej, kraju, z którym Stany Zjednoczone, w oparciu o sojusz, realizowały strategię gwarantowania swych interesów na Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza w subregionie Zatoki Perskiej. Obecność wojsk amerykańskich na Półwyspie Arabskim (względy regionalnego bezpieczeństwa zadecydowały o pozostawieniu sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych na terytoriach państw tam położonych po zakończeniu operacji "Pustynna Burza") motywowała wielu radykałów muzułmańskich, nie pogodzonych z obecnością obcych wojsk na świętej ziemi muzułmanów (ojczyzna proroka Muhammada i miejsce lokalizacji Mekki i Medyny - dwóch najświętszych miast islamu) do podjęcia działań wrogich interesom Zachodu. Z Arabii Saudyjskiej wywodzi się Usama Ibn Ladin, uznawany za twórcę Al-Ka'idy - organizacji uznawanej za najgroźniejszą strukturę terrorystyczną współczesnego świata. Z tego państwa wywodziła się także większość zamachowców, odpowiedzialnych za ataki terrorystyczne w Stanach Zjednoczonych 11 września 2001 r. Także wśród saudyjskich elit władzy ujawniały się tendencje radykalne i antyamerykańskie, pomimo oficjalnych deklaracji o wierności zobowiązaniom sojuszniczym. Arabia Saudyjska była postrzegana jako coraz mniej pewny sojusznik Zachodu na Bliskim Wschodzie, a rosnący potencjał niezadowolenia społecznego z dotychczasowej polityki rodziny panującej warunkował możliwy rozwój sytuacji w dwóch kierunkach: po pierwsze - elity panujące, by zachować swoją pozycję, skłonne byłyby dokonać korekty kursu politycznego w kierunku niekorzystnym dla amerykańskiego mocarstwa; po drugie - możliwe byłyby także daleko idące zmiany w systemie politycznym kraju, w wyniku których wpływ na kierunek jego polityki wewnętrznej i zagranicznej zdobyłyby siły radykalne. Należy dodać, że na obecnym etapie rozwoju społecznego i politycznego społeczeństw arabskich najbardziej prawdopodobną alternatywą dla istniejących reżimów politycznych nie jest system oparty o założenia demokracji przedstawicielskiej, ale raczej powrót do systemów opartych na własnej tradycji kulturowo-cywilizacyjnej (państwo muzułmańskie), którą fundamentaliści próbują zawłaszczyć i - po odpowiedniej modyfikacji - przedstawić jako jedyne alternatywne rozwiązanie dla świata arabsko-muzułmańskiego.

Niepewność co do kierunku ewolucji sytuacji w Arabii Saudyjskiej postawiła na porządku dnia problem poszukiwania alternatywnych opcji w polityce amerykańskiej wobec państw regionu Zatoki Perskiej. W tym kontekście istnienie przyjaznego Stanom Zjednoczonym reżimu politycznego w Bagdadzie wydaje się być rozwiązaniem idealnym: po pierwsze - redukuje to bowiem przestrzeń występowania tendencji antyamerykańskich na Bliskim Wschodzie (wyeliminowanie reżimu Saddama Husajna), po drugie - ogranicza potencjał niezadowolenia z proamerykańskiej polityki w konserwatywnych monarchiach Półwyspu Arabskiego (możliwość przeniesienia zachodnich baz wojskowych z tych krajów do Iraku, co rzeczywiście miało miejsce po ustanowieniu statusu okupacyjnego tego państwa), po trzecie - zmniejsza zależność Stanów Zjednoczonych w ich regionalnej strategii od sojuszu z tymi monarchiami, rządzonymi w sposób absolutystyczny, wykazującymi istnienie ogromnej luki w sferze standardów cywilizacyjnych (prawa człowieka, praworządność itd.), co - biorąc pod uwagę deklarowane cele amerykańskiego globalnego przywództwa (promowanie demokracji) - wydaje się być także czynnikiem znaczącym. Praktyczna realizacja tego zadania uzależniona była jednak od możliwości ustanowienia efektywnego i stabilnego rządu w powojennym Iraku, gotowego podjąć współpracę z zachodnim supermocarstwem i akceptowanego przez społeczeństwo kraju. W praktyce okazało się to jednak zadaniem bardzo trudnym. Próby ustanowienia, w wyniku obcej okupacji, reżimu politycznego legitymizowanego poprzez demokrację przedstawicielską w krajach trzeciego świata bardzo rzadko okazywały się skuteczne21. Również Irak wydaje się być krajem, w którym alternatywą dla dyktatury będzie najprawdopodobniej jakaś inna forma reżimu politycznego o charakterze autorytarnym. Nawet gdyby udało się stworzyć formalnoprawne gwarancje dla demokracji przedstawicielskiej, jest mało prawdopodobne, by dominująca w społeczeństwie irackim kultura polityczna i prawie całkowity brak tradycji demokratycznych pozwoliły na jej sprawne funkcjonowanie.

2. Operacja "Iracka Wolność" i jej implikacje

Działania militarne przeciwko Irakowi Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, wspierane przez ok. 2000 żołnierzy sił zbrojnych z Australii22, rozpoczęły 20 marca 2003 r. Rozpoczęcie operacji poprzedziła kilkutygodniowa batalia dyplomatyczna, w ramach której mocarstwa anglosaskie zabiegały o uzyskanie prawnomiędzynarodowej legitymizacji ze strony Rady Bezpieczeństwa ONZ dla swoich działań. Sprzeciw Francji i Rosji, wspieranych przez Niemcy (niestałego członka Rady Bezpieczeństwa), a także brak aprobaty ze strony ChRL dla proponowanej rezolucji, uniemożliwiły jednak przyjęcie odpowiedniego dokumentu23. W tej sytuacji rozpoczęcie akcji zbrojnej, pomimo prób jej uzasadnienia postanowieniami wcześniejszych rezolucji Rady Bezpieczeństwa (powoływano się zwłaszcza na rezolucję nr 1441), oraz zagrożeniem, jakie reżim Saddama Husajna stwarzał dla międzynarodowego bezpieczeństwa, a także względami humanitarnymi, przez wielu polityków i badaczy stosunków międzynarodowych zostało potraktowane jako naruszenie zakazu użycia bądź groźby użycia siły, zawartego w Karcie Narodów Zjednoczonych24.

Przebieg ofensywy sił koalicji antyirackiej po raz kolejny potwierdził istnienie ogromnej przewagi technologicznej sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych wobec przeciwnika. Tak więc, pomimo wysuwanych niekiedy wątpliwości co do racjonalności przyjętych założeń operacyjnych i taktycznych (zwłaszcza na pierwszym etapie konfliktu, kiedy armia iracka próbowała stawiać zacięty opór, a burze piaskowe zakłócały funkcjonowanie nowoczesnego sprzętu bojowego), w ciągu niespełna miesiąca prawie całe terytorium Iraku znalazło się pod kontrolą wojsk okupacyjnych. 7 kwietnia siły brytyjskie opanowały Basrę - największe miasto na południu kraju, 9 kwietnia pod kontrolą wojsk amerykańskich znalazł się Bagdad, a szturm na Tikrit - rodzinne miasto Saddama Husajna - podjęty 13-14 kwietnia, oznaczał zakończenie opanowywania głównych ośrodków administracyjnych kraju. Brak znacznego oporu w drugiej fazie operacji zbrojnych (pierwsza połowa kwietnia) interpretowano jako słabość armii irackiej, niezdolnej do odparcia przeciwnika na własnym terenie25. Prawdopodobna wydawała się także interpretacja, iż śmierć przywódcy irackiego stała się przyczyną rozpadu struktur dowodzenia armią iracką, co miało wyjaśniać chaotyczny charakter obrony i dezorganizację w jej jednostkach bojowych. Te przypuszczenia okazały się jednak nieprawdziwe, a Saddam Husajn został przez wojska amerykańskie schwytany w kryjówce w pobliżu Tikritu 13 grudnia 2003 r. (22 lipca podczas wymiany ognia z siłami amerykańskimi zginęli także jego dwaj wpływowi synowie, Kusaj i Udaj).

Rozpad struktur siłowych, wiernych poprzedniemu reżimowi, w obliczu przewagi wojsk koalicyjnych, jak się później okazało, nie był jednak całkowity. Nie ma odpowiedzi na pytanie, czy w sposób świadomy przywódcy poprzedniego reżimu przygotowywali się do przejścia do wojny typu partyzanckiego, niemniej taki wariant rozwoju wydarzeń wydaje się prawdopodobny. Przynajmniej za część wrogich aktów wobec sił okupacyjnych, jakie nastąpiły w następnych miesiącach, odpowiadają jednostki dawnej armii i sił specjalnych wiernych Saddamowi Husajnowi, które nie pogodziły się ze zmianami politycznymi realizowanymi przez siły okupacyjne.

Zakończenie zasadniczej fazy operacji wojskowych zostało przez prezydenta Busha ogłoszone 1 maja 2003 r. Rozpad dotychczasowych struktur polityczno-administracyjnych Iraku oraz dezorganizacja policji, wojska i sił specjalnych oznaczały zakończenie pewnego etapu w historii tego kraju. Poddany okupacji wojskowej mocarstw sprzymierzonych Irak miał ulec daleko idącym przeobrażeniom, które miały prowadzić do stopniowej stabilizacji, demokratyzacji i włączenia tego państwa do krwiobiegu gospodarki światowej. Stany Zjednoczone i ich sojusznicy liczyli na przychylność ze strony cywilnej ludności Iraku, poddanej różnorodnym represjom przez reżim Saddama Husajna, zmęczonej długotrwałą dyktaturą o rzadko spotykanym poziomie represyjności. Liczono zwłaszcza na przychylność mniejszości kurdyjskiej, zamieszkującej północą część kraju, dyskryminowanej przez szereg dziesięcioleci przez kolejne rządy irackie, walczącej o prawo do samostanowienia co najmniej od zakończenia I wojny światowej26. Kurdowie stanowią ok. 17% populacji współczesnego Iraku, dość dobrze zorganizowanej, chociaż jednocześnie podzielonej politycznie na zwalczające się frakcje. Przykładem tego jest rywalizacja dwóch ugrupowań: Demokratycznej Partii Kurdystanu, na czele z Massudem Barzanim, oraz Patriotyczej Unii Kurdystanu, kierowanej przez Dżalala Talabaniego. Oba ugrupowania znajdowały się w konflikcie w latach 90. ubiegłego wieku. Ten fakt uniemożliwił sprawne funkcjonowanie autonomii kurdyjskiej, którą próbowano stworzyć na terytoriach północnego Iraku, na obszarze tzw. strefy bezpieczeństwa na północ od 36 równoleżnika, po formalnym proklamowaniu przez mocarstwa anglosaskie w 1991 r. zakazu wprowadzania na ten obszar oddziałów armii irackiej. Pró proklamowania lokalnych struktur władzy politycznej przyniosła rywalizację i wewnątrzkurdyjską wojnę domową obu głównych ugrupowań, co ułatwiało zarówno Irakowi, jak i innym państwom obawiającym się kurdyjskich dążeń niepodległościowych, realizację polityki powstrzymywania aspiracji narodowowyzwoleńczych tego narodu. Perspektywa uderzenia Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników na Irak po raz kolejny rozbudziła nadzieje Kurdów na realizację jakiejś formy podmiotowości politycznej, chociaż ze względu na uwarunkowania geopolityczne i strategiczne (przede wszystkim zagrożenie dla stabilności Turcji - państwa bardzo ważnego dla Zachodu, w którym żyje największa część ponad 20-milionowego narodu kurdyjskiego) zdawano sobie sprawę, iż pełna niepodległość nie jest realną opcją, o którą Kurdowie mogliby zabiegać. Przywódcy kurdyjscy, popierając plany interwencji zbrojnej w Iraku, deklarowali więc gotowość samoograniczenia narodowych aspiracji i akceptowali rozwiązanie zakładające możliwość stworzenia autonomicznych struktur administracyjnych dla tej mniejszości narodowej, przy jednoczesnej gwarancji współudziału w wypracowywaniu decyzji o przyszłości Iraku. Kurdowie byli więc ważnymi sojusznikami koalicji walczącej z reżimem Saddama Husajna, chociaż jednocześnie obawiano się możliwości radykalizacji nastrojów wśród tej mniejszości. Ujawnienie aspiracji niepodległościowych Kurdów mogło bowiem zagrozić destabilizacją regionu, gdyż: po pierwsze - naruszałoby to interesy sąsiednich państw, zamieszkanych także przez mniejszość kurdyjską (Turcja, Iran, Syria); po drugie - próba rozbicia integralności terytorialnej Iraku zagroziłaby także stabilności innych państw bliskowschodnich, gdyż ich granice - podobnie jak granice irackie - mają charakter sztuczny i są konsekwencją imperialnych działań mocarstw europejskich z okresu po I wojnie światowej (zanegowanie granic pokolonialnych w jednym przypadku mogłoby prowadzić do podobnych postulatów w całym regionie bliskowschodnim, gdzie praktycznie wszystkie państwa są tworami bardzo młodymi, powołanymi do życia często wbrew woli lokalnych społeczności arabskich, ciągle pamiętających o własnej świetności z czasów jednego kalifatu); po trzecie wreszcie - próba wybicia się irackich Kurdów na niepodległość doprowadziłaby do ingerencji w wewnętrzne sprawy tego kraju zagrożonych takim rozwojem sytuacji sąsiadów (Turcja zagroziła interwencją zbrojną w przypadku próby wybicia się Kurdów na niepodległość). Wszystko to sprawiało, iż Kurdowie byli pożądanym sojusznikiem, chociaż jednocześnie obawiano się możliwości wygenerowania nowego "kryzysu kurdyjskiego".

Drugą społecznością, na przychylność której siły koalicyjne mogły liczyć, są szyici. Ta grupa wyznaniowa stanowi większość mieszkańców dzisiejszego Iraku -około 56-60% populacji kraju. Pomimo liczebnej dominacji, szyici nigdy w historii kraju nie stanowili grupy rządzącej. Zarówno w okresie monarchii, jak i w czasach rządów wojskowych, elity władzy wywodziły się spośród arabskiej ludności wyznania sunnickiego, co stało się źródłem napięć i antagonizmów pomiędzy obiema społecznościami wyznaniowymi27. Szyici byli szczególnie prześladowani w okresie rządów Saddama Husajna, co pozwalało żywic nadzieję na przychylność tej grupy ludności wobec sił interwencyjnych. Możliwe było także powtórzenie sytuacji z 1991 r., z okresu po zakończeniu operacji "Pustynna Burza", kiedy to doszło do wybuchu powstania antyrządowego szyitów (krwawo stłumionego przez siły rządowe przy biernej postawie koalicji antyirackiej). Taki wariant rozwoju sytuacji jednak nie potwierdził się, co mogło być spowodowane obawami przed powtórzeniem rozwoju wypadków z początku lat 90. ubiegłego wieku. Nie znaczy to, że szyici zachowali bierność wobec rozwoju sytuacji. Ich stosunek do sił interwencyjnych był jednak ostrożny i wyczekujący, a wzmożenie aktywności politycznej nastąpiło już po upadku starego reżimu i miało na celu przede wszystkim zamanifestowanie roli i znaczenia tej grupy wyznaniowej w procesie kształtowania nowego oblicza państwa irackiego28. Z punktu widzenia szyitów upadek dotychczasowego reżimu stwarzał bowiem szansę na korzystne zmiany, mogące doprowadzić do upodmiotowienia tej grupy wyznaniowej. Mechanizmy wyborcze, jakie mocarstwa okupacyjne postulowały jako sposób wykreowania nowych władz Iraku, w sposób naturalny dawały szyitom możliwości i wpływy, jakimi nigdy w historii kraju nie dysponowali29.


Wzrost pozycji i roli szyickiej społeczności w kształtowaniu przyszłości powojennego Iraku wiązał się - podobnie jak w przypadku Kurdów - z pewnymi obawami ze strony mocarstw anglosaskich. Religijni przywódcy szyiccy utrzymywali ścisłe kontakty ze swoimi współwyznawcami z sąsiedniego Iranu, gdzie od rewolucji 1979 r. urzeczywistniono w praktyce ideę "republiki muzułmańskiej". Antyzachodni charakter tamtych wydarzeń oraz wrogi wobec amerykańskich interesów kierunek polityki zagranicznej Iranu po 1979 r. stanowił swego rodzaju zapowiedź procesów zachodzących w następnych latach w całym świecie muzułmańskim. Przejawiały się one w niechęci, a często i wrogości, wobec amerykańskiego mocarstwa. Po ustanowieniu nowego reżimu politycznego w Teheranie, nowe władze prowadziły politykę "eksportu" haseł rewolucyjnych do świata muzułmańskiego, kierując ją zwłaszcza do tych krajów, gdzie większość ludności - podobnie jak w Iranie - stanowili szyici. Obawy przed zagrożeniem "rewolucją szyicką" były jedną z przyczyn wybuchu wojny iracko-irańskiej, toczącej się w latach 1980-1988. Ponadto w okresie rządów Saddama Husajna wielu przywódców szyickich z Iraku znajdowało schronienie i wsparcie w sąsiednim Iranie. Długotrwała dyskryminacja społeczności szyickiej w Iraku, istniejące wzory "republiki muzułmańskiej" oraz personalne i polityczne powiązania łączące wielu przywódców szyickich w Iraku z irańskimi elitami władzy, stwarzały przesłanki do radykalizacji nastrojów wśród szyitów. W konsekwencji mogłoby to doprowadzić do próby stworzenia takiego systemu politycznego, który zabezpieczałby polityczne aspiracje tej grupy wyznaniowej poprzez jakąś formę państwa wzorowanego na przykładzie wschodniego sąsiada30

Zarówno kwestia kurdyjska, jak i szyicka w Iraku są konsekwencją faktu, iż kraj ten pod względem demograficznym posiada bardzo zróżnicowaną strukturę. To z kolei jest efektem sztucznego charakteru granic tego państwa, stworzonego przez Wielką Brytanię po I wojnie światowej dla zabezpieczenia własnych interesów politycznych i gospodarczych na Bliskim Wschodzie. Włączenie obszarów kurdyjskich do Iraku wynikało przede wszystkim z dążenia Brytyjczyków do zabezpieczenia swoich interesów na obszarze występowania roponośnych pól w okolicach Kirkuku i Mosulu (notabene granica iracko-turecka została ostatecznie ustalona na forum Ligi Narodów dopiero w 1925 r., zgodnie z postulatami brytyjskimi). Różnice etniczne i religijne przez cały okres istnienia niepodległego Iraku były czynnikiem destabilizującym sytuację wewnętrzną w kraju i stwarzały przesłanki dla ingerowania państw trzecich wykorzystujących lokalne napięcia dla destabilizacji kraju by wzmocnić własną pozycję w regionie.

Po obaleniu Saddama Husajna Irak również jest areną podobnych procesów, chociaż jednocześnie trzeba pamiętać, że zupełnie odmiennie kształtuje się sytuacja dwóch wspólnot etniczno-wyznaniowych wyżej wymienionych. Kurdowie, stojąc przed szansą uzyskania jakiejś formy podmiotowości politycznej (autonomia), są jednocześnie przedmiotem wzmożonych negatywnych oddziaływań zewnętrznych, zwłaszcza ze strony Turcji, w obawie by ta podmiotowość nie stała się pierwszym krokiem w kierunku dalszej emancypacji politycznej, zagrażającej zmianą geopolitycznego kształtu kilku najważniejszych państw regionu bliskowschodniego (etniczne granice Kurdystanu obejmują ziemie: Iraku, Iranu, Syrii i Turcji). W tym przypadku płynące z zewnątrz oddziaływania mają na celu przede wszystkim zabezpieczenie terytorialnego status quo w regionie. Sprzyjają temu również Stany Zjednoczone (i inne państwa koalicji) zainteresowane w zachowaniu strategicznych więzów współpracy z sojuszniczą Turcją. Zupełnie inny charakter przybrała kwestia szyicka. Ta grupa ludności jest przedmiotem oddziaływania zewnętrznego przede wszystkim z bliskiego, pod względem wyznaniowym, Iranu. Celem władz w Teheranie jest bowiem zapewnienie sobie przychylności władz irackich wyłonionych w wyniku procesu stabilizacyjnego, co jest konsekwencją dotychczasowych doświadczeń historycznych, pokazujących, iż Bagdad może stanowić poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa irańskiego (wojna z lat 1980-88). Paradoksalnie, interwencja wrogich Iranowi Stanów Zjednoczonych w Iraku doprowadziła do takich zmian w tym ostatnim kraju, które mogą być korzystne dla Teheranu. Wzrost znaczenia ugrupowań szyickich i ich udział we władzach powojennego Iraku stwarza szansę co najmniej na normalizację wzajemnych stosunków, a w perspektywie także na pogłębienie kontaktów, czemu podobieństwa struktury wyznaniowej powinny sprzyjać31.

Problem zachowania równowagi wpływów pomiędzy poszczególnymi grupami etniczno-wyznaniowymi w powojennym linku jawi się jako jedna z ważniejszych kwestii w dążeniu do ustabilizowania sytuacji wewnętrznej. Mocarstwa okupacyjne przyjęły założenie, iż stan osobowy tymczasowych struktur władzy irackiej, powołanych na okres przejściowy przed planowanymi wyborami, powinien odzwierciedlać strukturę demograficzną kraju32. Założenie takie wynika m.in. z dążenia do nadania reprezentatywnego charakteru nowym instytucjom irackim, co jest o tyle istotne, iż zostały one ustanowione w wyniku decyzji mocarstw okupacyjnych, a więc ich legitymizacja w oczach społeczeństwa może być łatwo zanegowana. Odpowiedni skład personalny nowych władz powinien zatem je uwiarygodnić wśród Irakijczyków. Oczywiście ta kwestia nie powinna być rozpatrywana tylko z punktu widzenia składu etniczno-wyznaniowego, ale także zawiera aspekt związany z reprezentatywnością polityczną osób powołanych do tymczasowych instytucji państwowych.

Właśnie kwestia legitymizacji nowych władz irackich stanowi bardzo ważny czynnik, warunkujący rozwój przyszłej sytuacji w Iraku. Po zakończeniu działań militarnych, władze okupacyjne podjęły decyzję o rozwiązaniu dotychczasowych instytucji państwowych. Przestała istnieć (16 maja) rządząca od 1968 r. Partia Odrodzenia Arabskiego (Al-Bas) uznana za organizację odpowiedzialną za wynaturzenia poprzedniego reżimu. Rozwiązana została także (23 maja) iracka armia i Ministerstwo Obrony, a także różne jednostki i siły specjalne oraz paramilitarne, rozbudowane na potrzeby autorytarnego reżimu Saddama Husajna. Odpowiednie akty prawne zostały wydane przez specjalnego cywilnego administratora Iraku, którym mianowano 6 maja 2003 r. Paula Bremera. Kierował on tzw. Koalicyjną Władzą Tymczasową (Coalition Provisional Authority - CPA), stanowiącą najwyższą władzę iracką z ramienia sił okupacyjnych. Z punktu widzenia wojskowego kraj podzielono na cztery strefy okupacyjne. W dwóch północnych strefach (zamieszkałych przez Kurdów i Arabów-sunnitów) odpowiedzialność za bezpieczeństwo przejęły Stany Zjednoczone. W strefie centralnej dowodzenie siłami międzynarodowymi przejęła Polska (3 września), a w strefie południowej - Wielka Brytania (16 lipca). W strefach polskiej i brytyjskiej większość mieszkańców stanowi ludność szyicka.

Jeszcze przed rozpoczęciem operacji militarnych, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania podjęły działania mające przygotować opozycję iracką do przejęcia odpowiedzialności za państwo w okresie powojennym. Działania te były kontynuowane w okresie trwania operacji wojskowych i bezpośrednio po ich zakończeniu. Wyłoniły one grupę 17 liderów najważniejszych irackich sił opozycyjnych oraz poszczególnych wspólnot etnicznych i wyznaniowych, z którymi podjęto negocjacje w sprawie ustanowienia irackich struktur zarządzających. W wyniku tych działań została powołana do życia tzw. Rada Rządząca, która rozpoczęła swoje funkcjonowanie 13 lipca 2003 r. Wśród 25 jej członków znalazło się 13 Arabów-szyitów, 5 Arabów-sunnitów, 5 Kurdów oraz po 1 przedstawicielu Turkmenów i Asyryjczyków (chrześcijan). Rada Rządząca 1 września powołała nowy tymczasowy rząd Iraku, utworzony także na zasadzie parytetu etniczno-wyznaniowego. Jej decyzją powołano również 11 sierpnia 25-osobową komisję, która zajęła się przygotowaniem projektu nowej konstytucji kraju. Jej tekst zaakceptowano ostatecznie w marcu 2004 r.

Wszystkie te działania uzyskały akceptację wspólnoty międzynarodowej. Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ 1483 (2003) z 22 maja 2003 r. oficjalnie uznawała Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię mocarstwami okupacyjnymi i wyrażała poparcie dla działań zmierzających do stworzenia nowych struktur administracyjnych w Iraku (powołanie Tymczasowej Irackiej Administracji - Interim Imai Administration, IIA). Decyzję o nadaniu mocarstwom anglosaskim statusu mocarstw okupacyjnych potwierdziła kolejna rezolucja 1511 (2003) z 16 października 2003 r. Jednocześnie: potwierdziła ona suwerenność i integralność terytorialną Iraku, wskazała, iż okupacja i władza CPA powinny mieć charakter przejściowy; wezwała do jak najszybszego przekazania władzy rządowi wyłonionemu przez samych Irakijczyków, a Radę Rządzącą do przygotowania - wspólnie z CPA - harmonogramu działań zmierzających do realizacji tego celu.

Nowe instytucje, od momentu ich ustanowienia, funkcjonowały pod parasolem mocarstw okupacyjnych, a więc Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii oraz kontrolowanej przez nie Koalicyjnej Władzy Tymczasowej. Sposób ustanowienia tych struktur budził wątpliwości zarówno w samym Iraku, jak i międzynarodowej opinii publicznej (deficyt legitymizacji). Stąd też pojawiały się żądania, m.in. na forum ONZ, jak najszybszego wycofania administracji okupacyjnej i przekazania odpowiedzialności za Irak samym Irakijczykom. Kolejną kwestią, którą w tym kontekście należało rozstrzygnąć, było wyznaczenie terminu wyborów, które wyłoniłyby w pełni reprezentatywne władze irackie. Mocarstwa okupacyjne, w porozumieniu z irackimi władzami tymczasowymi, zadecydowały, że odbędą się one już po przekazaniu pełnej odpowiedzialności za administrację krajem tymże instytucjom tymczasowym, co nastąpiło 28 czerwca 2004 r.33 Wcześniej wyłoniono także - drogą negocjacji z przedstawicielami różnych sił politycznych i władz tymczasowych - kandydata do objęcia urzędu prezydenta państwa. Został nim Ghazi al-Jawar (reprezentujący większość szyicką), który objął to stanowisko 1 czerwca. Szefem nowego, przynajmniej formalnie samodzielnego, rządu mianowany został 28 maja Ijad Alawi.

W tymczasowych władzach irackich znaleźli się przedstawiciele różnych sił politycznych opozycyjnych wobec reżimu Saddama Husajna. Nie zmienia to faktu, że w dalszym ciągu zasadne pozostaje pytanie o reprezentatywność tych władz. Dla wielu Irakijczyków, którzy z dystansem, a często i niechęcią, podchodzą do obecności w kraju sił okupacyjnych, sposób wyboru i funkcjonowania tychże instytucji (także po formalnym przekazaniu władzy) budzi zastrzeżenia. Dla części społeczeństwa irackiego ustanowienie władzy dzięki interwencji zewnętrznej i późniejsza współpraca z siłami okupacyjnymi stanowią podstawę dla kwestionowania jej legalności, stąd też jej autorytet jest podważany, a decyzje kontestowane. Podobne zastrzeżenia budzi aktywność powołanych przez CPA, budowanych przy wsparciu międzynarodowym, armii i sił policyjnych. Ich współpraca z armiami okupacyjnymi sprawia, że przez siły opozycyjne są one traktowane jako instytucje wrogie, będące na służbie obcych mocarstw.

Opozycja wobec sił okupacyjnych i nowych struktur władzy irackiej przybiera szerokie spektrum działań, włącznie z aktywnością zbrojną. Pomimo oficjalnej deklaracji prezydenta George'a W. Busha z 1 maja 2003 r. o zakończeniu zasadniczej części operacji wojskowej, aktywność militarna w Iraku nie została wygaszona. Jeszcze na etapie ofensywy amerykańsko-brytyjskiej w marcu-kwietniu 2003 r. pojawiły się symptomy zmiany taktyki działania sił wiernych poprzedniemu reżimowi, które wskazywały na możliwość zastosowania wojny partyzanckiej na dalszym etapie konfliktu. Kolejne tygodnie i miesiące pokazały, że groźba ta była realna. Sytuacja okazała się być daleka od stabilizacji, uniemożliwiając jednocześnie realizację wcześniej zakładanego scenariusza budowy nowego ładu w powojennym Iraku. Kraj wstrząsany jest kolejnymi aktami przemocy, świadczącymi o istnieniu dobrze zorganizowanych, wyszkolonych i wyposażonych w odpowiednie środki bojowe sił opozycyjnych, rzucających wyzwanie nowemu porządkowi. Ich wielkość i potencjał są trudne do oszacowania, podobnie jak brak jest jednoznacznych informacji o ideowo-politycznym obliczu wszystkich sił zaangażowanych w działania bojowe. Najczęściej jednak w tym kontekście wskazuje się na dwie opcje: po pierwsze, są to siły wierne byłemu reżimowi, które zdołały zachować pewien potencjał bojowy i dążą do zdestabilizowania sytuacji by skompromitować nowe władze i zmusić siły interwencyjne do wycofania się z kraju, upatrując w tym szans na odzyskanie wpływu na kształt państwa; po drugie, aktywność opozycyjna wiązana jest często z ugrupowaniami o orientacji fundamentalistycznej, dla których interwencja mocarstw anglosaskich jest kolejnym przejawem imperialnej polityki Zachodu wobec świata islamu, a panująca w Iraku sytuacja pewnej przejściowości i niestabilności stanowi zachętę dla wszelkich radykalnych ugrupowań (nie tylko z Iraku) do podjęcia działań przeciwko "krzyżowcom" nękającym ziemię islamu. Najprawdopodobniej jedno i drugie wyjaśnienie znajduje pokrycie w rzeczywistości, a za akcjami bojowymi w Iraku stoją bardzo różne ugrupowania, zapewne często sobie wrogie, promujące alternatywne wizje przyszłości kraju. Stwarza to obawy, iż w przypadku nagłego wycofania sił interwencyjnych (a taki scenariusz jest niekiedy brany pod uwagę w sytuacji pogłębiającej się niestabilności wewnętrznej) możliwe byłoby przekształcenie Iraku w kolejne "państwo w stanie upadku", gdzie rywalizacja różnych sił polityczno-wojskowych uniemożliwiałaby wykreowanie silnej władzy centralnej (podobnie jak de facto ma to miejsce w Afganistanie). Przyznają to także przeciwnicy obecności amerykańskiej (i ich sojuszników) w Iraku, wskazując, że na obecnym etapie konfliktu pozostawienie Irakijczyków samym sobie najprawdopodobniej pogłębiłoby tylko problemy kraju, a permanentna niestabilność mogłaby stać się zagrożeniem dla bezpieczeństwa nie tylko Bliskiego Wschodu, ale także w wymiarze globalnym. Różnica pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami kontynuowania obcej obecności wojskowej w Iraku polega na tym, iż ci pierwsi traktują to zagrożenie jako przyczynę amerykańsko-brytyjskiej interwencji, ci drudzy - raczej jako skutek nieprzemyślanych i pochopnych działań.

Nie ulega wątpliwości, że interwencja w Iraku doprowadziła do zwiększenia aktywności ugrupowań o charakterze fundamentalistycznym. Dla zwolenników fundamentalistycznej interpretacji islamu wydarzenia w Iraku są tylko dalszym ciągiem imperialnej polityki Zachodu, który od co najmniej XIX wieku dąży do podporządkowania sobie świata islamu i poddania go zewnętrznej kontroli. Dostrzegając przewagę technologiczną i militarną Zachodu, a jednocześnie świadomi kryzysu własnej kultury, nie potrafiącej sprostać wyzwaniom współczesnej cywilizacji technologicznej, fundamentaliści dążą do odnowy świata, w którym żyją, poprzez powrót do źródeł własnej cywilizacji, wierząc, iż tak jak ponad 1300 lat temu przyjęcie objawienia proroka Muhammada pozwoliło stworzyć prężną i potężną cywilizację arabsko-muzułmańską, tak i dzisiaj należy powtórnie odnaleźć drogę do czystości wiary (jej fundamentów), by powtórzyć fenomen sprzed trzynastu wieków. Dominacja Zachodu jawi się więc jako główna przeszkoda na drodze do tego celu, a wydarzenia w Iraku potwierdzają w oczach fundamentalistów ich przekonanie o konieczności zwalczania przeciwnika. To zapewne tłumaczy napływ wielu zwolenników fundamentalizmu do Iraku, by tam podjąć walkę z wrogiem. O ile w okresie reżimu Saddama Husajna fundamentaliści w Iraku nie mieli możliwości rozwijania swej działalności na dużą skalę (byli zagrożeniem dla dyktatora), po jego upadku dążą do rozbudowy swoich struktur, by zwalczać armie okupacyjne i nowo tworzone instytucje władzy irackiej. Ugrupowania fundamentalistyczne wykorzystują szeroko w ostatnich latach terrorystyczne metody walki (terror jako broń słabszych) i taka taktyka działania została przeniesiona na grunt iracki (w tym zamachy samobójcze). Konflikt w Iraku przybiera więc nową formę walki, łącząc w sobie elementy wojny partyzanckiej, wojny ludowej i działań o charakterze terrorystycznym.

3. Problem iracki w doktrynie Busha

Z perspektywy czasu okazało się, że problem iracki nie doczekał się rozwiązania. Połowiczne środki, jakie zastosowano po wojnie, nie naruszyły fundamentów władzy Saddama Husajna. Rachuby na obalenie dyktatora rękoma Kurdów okazały się bezpodstawne, głównie w wyniku braku poparcia ze strony Stanów Zjednoczonych. Brak reakcji na wykorzystanie wobec wiosek kurdyjskich gazów bojowych nie tylko zraził potencjalnych sojuszników, ale utwierdził S. Husajna w przekonaniu o możliwości sięgania po broń masowego rażenia. Wytyczenie na północy i południu Iraku stref zakazanych dla irackiego lotnictwa czy sankcje ekonomiczne nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Zasadniczym pytaniem po wojnie w Zatoce była kwestia polityki Stanów Zjednoczonych wobec dyktatorskich reżimów zagrażających porządkowi światowemu. Praktyka wymuszała potrzebę opracowania nowej strategii globalnej, którą w 1992 r. przedłożył obecny zastępca sekretarza obrony Paul Wolfowitz. W miejsce - nieadekwatnej do rzeczywistych wyzwań -zimnowojennej i defensywnej strategii powstrzymywania P. Wolfowitz proponował rozbudowę amerykańskiego potencjału militarnego - tak, by był on zdolny do wyprzedzenia ewentualnego ataku bądź prowokacji ze strony państw i rządów dysponujących bronią masowego rażenia. Nowa ofensywna strategia bardzo wyraźnie mówiła o "ataku wyprzedzającym" (pre-emption) i to nawet bez udziału i poparcia amerykańskich sojuszników. P. Wolfowitz wystąpił z projektem stojącym w sprzeczności z linią polityczną prezydenta G. Busha. Realia pokazały, że racja leżała po stronie Wolfowitza.

Stany Zjednoczone jako jedyne supermocarstwo zmuszone zostały do postawienia znaku równości pomiędzy ładem międzynarodowym a własnym bezpieczeństwem. Rozpad ZSRR oznaczał wymknięcie się spod kontroli wielkich radzieckich arsenałów nuklearnych i innych rodzajów broni masowego rażenia, w tym również technologii jej produkcji. Ich pozyskanie stawało się celem dyktatorskich reżimów, dążących do zadośćuczynienia własnym ambicjom politycznym. Obok nich pojawił się nowy czynnik, jakim są organizacje terrorystyczne stanowiące jeszcze większe zagrożenie aniżeli zorganizowane struktury dyktatorskiego państwa. Strategia P. Wolfowitza spychała na drugi plan zarówno międzynarodowe organizacje, jak i sojuszników Stanów Zjednoczonych. Przejmująca w styczniu 1993 r. władzę nowa, demokratyczna ekipa prezydenta Billa Clintona nic zamierzała poddawać w wątpliwość roli obu wyżej wymienionych czynników. Wszystkie problemy międzynarodowe rozwiązywano wspólnie z ONZ i sojusznikami z Paktu Północnoatlantyckiego. Potwierdzały to działania w Somalii czy Bośni. Samodzielnie Stany Zjednoczone wystąpiły tylko w przypadku Sudanu w 1998 r., kiedy zbombardowano tamtejszą fabrykę leków podejrzaną o produkcję broni masowego rażenia (na co nie potrafiono przedstawić przekonujących dowodów). Był to jednak odosobniony incydent nie wywołujący poważniejszych reperkusji.

Przez cały okres prezydentury Billa Clintona problem iracki pozostawał w cieniu takich wydarzeń jak operacja NATO w Kosowie34 czy poszerzenie Paktu Północnoatlantyckiego. W tym samym czasie Saddam Husajn zdążył pozbyć się niewygodnych misji inspektorów ONZ - poszukujących w Iraku arsenałów broni chemicznej i bakteriologicznej - rzucając tym samym wyzwanie międzynarodowym instytucjom. Brak stanowczej reakcji utwierdzał go w słuszności postępowania. Wciąż jednak pozostawało wielką niewiadomą czy, a jeśli tak to jakich rozmiarów są znajdujące się pod jego kontrolą środki bojowe masowego rażenia. Terrorystyczne ataki na World Trade Center i Pentagon z 11 września 2001 r. przemawiały na korzyść argumentacji P. Wolfowitza. Ameryka musiała zareagować z całą energią. Po raz pierwszy w historii prezydent Stanów Zjednoczonych postawił świat wobec alternatywy: "Albo jesteście z nami albo z terrorystami". Pojęciem tym objęto zarówno międzynarodowe organizacje terrorystyczne, jak i państwa je sponsorujące. Początek XXI stulecia zapowiadał ponowny konflikt wolności i demokracji z "ciemnymi siłami strachu i przemocy" występującymi przeciw fundamentalnym zdobyczom cywilizacji Zachodu. Prezydent George W. Bush podkreślał potrzebę przyprowadzenia złoczyńców przed oblicze sprawiedliwości.


Przemówienie prezydenta Busha z 20 września 2001 r. zawierało kilku niezwykle istotnych elementów. Uderzenie na Amerykę nie było tylko jednostronnym aktem terrorystycznym, ale przemyślaną akcją zmierzajt|i'H do destabilizacji międzynarodowego ładu: "Al-Ka'ida wraz z popierającymi ją państwami dążyła do obalenia rządów w państwach muzułmańskich, a także do zniszczenia Izraela i wszystkich chrześcijańskich skupisk w Azji i Afryce, nie mówiąc już o fanatycznej walce z zachodnim stylem życia". Jest to ideologiczny element zapowiadanej konfrontacji. Uznając Afganistan i - działającą na jego terytorium (za przyzwoleniem talibów) - Al-Ka'idę za pierwszy cel operacji zbrojnej, G. W. Bush przestrzegał inne państwa przed konsekwencjami popierania terroryzmu. Wysuwając na pierwszy plan kwestię bezpieczeństwa narodowego USA, doktryna G. W. Busha zrywa z powojenną strategią lat 1945-2001. Zakłada ona możliwość zastosowania "wyprzedzonego ataku na bandyckie państwa" (rogue states) bez udziału i porozumienia z sojusznikami. Na początku 2002 r. G. W. Bush wymienił z nazwy państwa, wobec których może zostać zastosowana zasada "wyprzedzonego ataku". Tak zwaną "oś zła" ("Axis of Evil") tworzą: Irak, Iran i Korea Północna.

Sformułowania te mogą budzić poważne wątpliwości. Oskarżenia zarówno o wspieranie terroryzmu, jak i o posiadanie broni masowego rażenia miały i nadal mają charakter poszlakowy. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że potencjał militarny reżimu północnokoreańskiego znacznie przewyższa pozostałe dwa wymienione kraje. Ponadto rząd Kim Dzong-ila przedstawia znacznie większy stopień zagrożenia, gdyż jest bardziej zdeterminowany i znacznie lepiej zorganizowany. Z kolei ewentualne uderzenie na rządzony przez szyitów Iran całkowicie zdestabilizowałyby sytuację w Zatoce Perskiej. Niezałatwiona od 1991 r. sprawa Iraku teraz mogła doczekać się własnego epilogu. Kwestia ta stanęła na porządku dziennym już 15 września 2001 r. w trakcie obrad ścisłego grona specjalistów do spraw bezpieczeństwa narodowego. Podczas gdy sekretarz stanu Colin Powell i sekretarz obrony Donald Rumsfeld (ze względów taktycznych) argumentowali za wszczęciem kroków wojennych przeciw Afganistanowi, P. Wolfowitz przekonywał do wykorzystania dogodnej sposobności i równoczesnego uderzenia na Irak. Realizacja propozycji Wolfowitza pozwalałaby na pozyskanie poparcia europejskich sojuszników z Paktu Północnoatlantyckiego, jak i ogromnej części międzynarodowej społeczności. Prawdopodobnie przemawiający wówczas wspólnym głosem członkowie NATO nie zakwestionowaliby nawet jednostronnej operacji USA wymierzonej w iracką dyktaturę. Stracono cenny czas, a Saddamowi Husajnowi pozwolono na prowadzenie własnej rozgrywki wobec ONZ. Do rozdźwięków doszło również wśród ekipy rządzącej. Po stronie opcji reprezentowanej przez P. Wolfowitza stanął wkrótce D. Rumsfeld i wiceprezydent Dick Cheney. Zwolennicy jednostronnej akcji USA ukazywali ONZ jako instytucję niewydolną i nieumiejącą sprostać postawionym przed nią zadaniom m.in. zmuszenia Saddama Husajna do pozbycia się arsenałów broni masowego rażenia. Colin Powell, James Baker i Brent Scowcroft zalecali oparcie się na koncepcji "sprzęgnięcia" działań z instytucjami międzynarodowymi i sojuszniczymi państwami europejskimi.

Po krótkiej wojnie w Afganistanie prezydent G. W. Bush skoncentrował się na Iraku, posługując się następującą argumentacją:

  1. Irak jest państwem wrogim wobec Stanów Zjednoczonych, gdyż popicia międzynarodowy terroryzm;
  2. w Iraku odbywa się produkcja broni masowego rażenia pod postacią bakterii wąglika oraz gazów bojowych, których Saddam Husajn nie wahał się wykorzystać przeciw własnym obywatelom;
  3. nakazując inspektorom ONZ opuszczenie kraju, irackie władze przyznawały się do "ukrywania przed cywilizowanym światem" broni masowego rażenia;
  4. Irak jest rządzony przez krwawą dyktaturę terroryzującą własny naród;
  5. Stany Zjednoczone nie mogą bezczynnie przyglądać się narastającemu niebezpieczeństwu, jakie stanowi pozostający poza wszelką kontrolą reżim w Bagdadzie.

Powyższe oskarżenia należy uzupełnić o kilka czynników obiektywnych. Przede wszystkim chodzi o gospodarcze znaczenie strefy Zatoki Perskiej. Region ten posiada ok. 2/3 światowych zasobów ropy naftowej przy jednoczesnym wskaźniku produkcji sięgającym 25% w skali międzynarodowej. Pozbawienie Arabii Saudyjskiej - najważniejszego producenta w regionie - zdolności produkcyjnych oznaczałoby, jak pisze Kenneth Pollack z Brookings Institution, skierowanie gospodarki światowej na drogę wielkiego kryzysu gospodarczego o znacznie większej sile aniżeli w latach 30. XX w.35 W związku z tym niezbędne staje się utrzymanie korzystnej w skali międzynarodowej konfiguracji sił pomiędzy państwami Zatoki Perskiej. Pozycja Arabii Saudyjskiej może zostać zagrożona w wyniku osiągnięcia lokalnej supremacji przez Irak bądź Iran. Pierwszy z nich stanowi zagrożenie w przypadku, gdy rządzony jest przez Saddama Husajna. Z kolei Iran posiada nieprzychylny względem USA rząd i pozostaje poza międzynarodową kontrolą. Według przewidywań w ciągu nadchodzących pięciu lat Teheran będzie w stanie wyprodukować własną broń nuklearną. Równoważenie potencjału irańskiego zależy od silnego, stabilnego i przyjaźnie nastawionego do międzynarodowej społeczności i USA rządu w Bagdadzie. Obalenie rządu S. Husajna wiąże się z pytaniem o dalsze postępowanie względem Iranu, którego potencjał chociażby ludnościowy znacznie przewyższa iracki. Niemniej o ile w przypadku Iraku nie będzie już mowy o broni masowego rażenia o tyle w przypadku Teheranu istnieje duże prawdopodobieństwo jej posiadania. Inwazja na Irak miałaby więc charakter stabilizacyjny w stosunku do państw Zatoki Perskiej poprzez powstrzymanie ewentualnych, nadmiernych ambicji politycznych Iranu.

W grupie ostatnich czynników wymienić należy względy humanitarne. Argument o potrzebie wyzwolenia narodu irackiego spod dyktatorskich rządów S. Husajna posiada bardzo duże zabarwienie emocjonalne. Stany Zjednoczone niejednokrotnie podkreślały chęć rozszerzania wartości demokratycznych na inne kraje Bliskiego Wschodu. Prezydent G. W. Bush wskazywał na irackie zagrożenie wobec innych państw, pośrednio poprzez wspieranie terroryzmu wobec rządów w Ammanie czy Kairze, by z kolei zakwestionować bliskowschodni styl rządzenia, w którym zasadniczo dominuje bądź rząd autorytarny bądź. monarchia dziedziczna. Taki sposób postypowania nie budzi zaufania, tamtejszych władz. Eliminując Saddama Husajna Stany Zjednoczone mogą jednocześnie same przyczynić się do stworzenia nowego zagrożenia, zrażając sobie potencjalnych arabskich sojuszników.

4. Militarny i finansowy wymiar wojny w Iraku

Z militarnego i politycznego punktu widzenia o wojnie w Iraku nie można mówić w czasie przeszłym. Podstawowe działania zbrojne z udziałem 250 tys. amerykańsko-brytyjskich sił zbrojnych trwały zaledwie 26 dni. Siedemnaście lat temu w międzynarodowej 48-dniowej operacji uczestniczyło ponad 660 tys. żołnierzy różnych narodowości. Cechą charakterystyczną obecnej wojny pozostaje fakt nie tylko taktycznego zwycięstwa, ale pozostawania w obcym kraju amerykańskich sił zbrojnych. Obecnie w Iraku stacjonuje ok. 300 tys. żołnierzy, z których 250 tys. stanowią wojska amerykańskie. Zarówno pod względem finansowym, jak i militarnym operacja iracka jest zależna od USA. Trudno wyobrazić sobie dalszy ciąg misji stabilizacyjnej bez udziału armii Stanów Zjednoczonych. Należy również postawić pytanie o znaczenie zwycięstwa w obecnym konflikcie. Teoretycznie powinno być ono równoznaczne ze zniszczeniem reżimu w Bagdadzie i Kabulu. Praktyka pokazuje, że neutralizacja tego typu źródeł zagrożenia jest procesem długotrwałym i polegającym na odbudowie struktur państwowych, wyłonieniu przyjaznych dla społeczności międzynarodowej rządów, a także udzieleniu im znacznej pomocy gospodarczej. Nie trudno zauważyć, że postępowanie takie przypomina podejście Ameryki do wrogich państw i społeczeństw bezpośrednio po II wojnie światowej (Niemcy i Japonia). Ich potencjał gospodarczy czerpał inspirację z amerykańskiej pomocy finansowej i ekonomicznej. Poza tym państwa te już przed II wojną należały do jednych z najlepiej rozwiniętych na świecie. Natomiast ich "uległość" wobec amerykańskich sił okupacyjnych wynikała z ewidentnego poczucia winy za wywołany globalny kataklizm. Toteż stacjonujące na ich terytorium wojska amerykańskie nosiły miano "sił okupacyjnych" a nie stabilizacyjnych.

Współczesne przykłady Afganistanu i Iraku są o wiele bardziej złożone. Termin "misja stabilizacyjna" sugeruje, że zasadniczym celem obecności obcych armii na ich terytorium jest pomoc nie tyle w odbudowie potencjału gospodarczego, ale w przebudowie całej infrastruktury i systemu politycznego, który pozwoli na wyłonienie legalnej władzy mogącej zająć miejsce wśród członków międzynarodowej społeczności. Realizację powyższych celów umożliwia ogromna pomoc finansowa spoczywająca na barkach Stanów Zjednoczonych. W praktyce USA wciąż kontynuują wojnę pochłaniającą coraz większe koszty. Również w tym przypadku paralela z Wietnamem wydaje się aż nazbyt oczywista. W drugiej połowie lat 60. XX w. wydatki na państwo południowowietnamskie stanowiły bardzo istotną część amerykańskiego budżetu. Każdy kolejny rok fiskalny przynosił zarówno zwiększenie kosztów wojennych, jak i funduszy na utrzymanie gospodarki sojusznika. Obecnie tak zwana druga wojna w Zatoce kosztuje budżet USA ok. 5 mld USD miesięcznie, a są to zasadniczo środki przeznaczone na cele militarne. Pod względem finansowym wojna przekroczyła już barierę 80 mld USD wydanych w ramach operacji "Pustynna burza" w 1991 r. Prezydent George W. Bush zwrócił się do Kongresu o dodatkowe 87,5 mld USD z przeznaczeniem na odbudowę Afganistanu i Iraku. Przy ogólnym wzroście wydatków na obronę narodową, pogłębiającej się recesji gospodarczej (wprawdzie zahamowanej w listopadzie 2003 r.) deficyt budżetowy w USA osiągnął poziom 3,5% produktu narodowego brutto i wykazuje tendencje wzrostowe, dochodząc do 4,3% w 2004 r. Według ekonomistów Ameryka staje w obliczu największego zadłużenia budżetowego w historii, który w 2020 r. przekroczy 3 bln USD, przy czym wydatki na obronę narodową wzrosną o 20%.

Wojna iracka pociągnęła za sobą bardzo poważne implikacje polityczne, co musiało odbić się na relacjach Stanów Zjednoczonych z ONZ, Paktem Północnoatlantyckim i Unią Europejską. Zasadniczym pytaniem jest perspektywa relacji pomiędzy USA a organizacjami międzynarodowymi. Doktryna G.W. Busha nie stoi w sprzeczności z kwestią współpracy międzynarodowej Stanów Zjednoczonych. Jej priorytetem pozostaje bezpieczeństwo narodowe USA, które nie zawsze musi iść w parze z poglądami ONZ czy poszczególnych członków NATO. Waszyngton nie kryl swego krytycznego stosunku do skuteczności ONZ, czego jaskrawym przykładem był Irak. Pomimo uchwalenia przez Radę Bezpieczeństwa rezolucji nr 1441, prezydent G. W. Bush zastrzegał sobie prawo możliwości jednostronnej akcji zbrojnej bądź w porozumieniu z sojusznikami, którzy wyraziliby chęć udziału w operacji. Zgodę Iraku na przyjęcie międzynarodowych inspektorów powitano w Waszyngtonie sceptycznie. Prawdopodobnie los reżimu Saddama Husajna był już przesądzony. Polityka Bagdadu wobec ONZ w latach 90. XX w. stanowiła wystarczający dowód, by irackie intencje poddać w wątpliwość. Z kolei sama ONZ nie dysponowała mocą egzekucyjną, by cokolwiek wymusić na Iraku. Stany Zjednoczone nie kwestionowały nigdy potrzeby istnienia ONZ, natomiast od dawna (od czasów prezydenta Ronalda Reagana) postulowały jej gruntowną reformę w celu zwiększenia jej efektywności.

Z prawnego punktu widzenia obalenie reżimu Husajna bez udziału ONZ może stwarzać wrażenie, że Stany Zjednoczone stawiają się ponad literą prawa. Kwestionując doktrynę G. W. Busha, była sekretarz stanu Madeleine K. Albright stwierdzała, że inwazją na Irak nie kierowała chęć wymuszenia prawa, ale zastosowania nowych zasad w polityce międzynarodowej36. Optując za rozwiązaniem siłowym, prezydent G. W. Bush potwierdził, że współczesny świat wymaga od międzynarodowej społeczności wypracowania nowych zasad postępowania. Dylemat polega na tym, czy uznać nieskuteczne prawo mało efektywnej ONZ i dzięki temu pozwolić swobodnie działać dyktatorom, czy tworzyć politykę faktów dokonanych w oparciu o własny system sprawiedliwości. Przemawia za tym mocarstwowa pozycja USA. Podziały w łonie ONZ nie mają tak wielkiego znaczenia jak głębokie różnice zdań wśród członków NATO i Unii Europejskiej. Stanowisko amerykańskich sojuszników z Paktu Północnoatlantyckiego w kwestii Afganistanu nie podlegało dyskusji. Powołanie się na artykuł 5. Paktu było nie tylko gestem solidarności z USA, ale także wyrażało wspólne poczucie zagrożenia, jakie przedstawiał Afganistan i popierany przez talibów Usama Ibn Ladin. Tymczasem amerykańska inicjatywa rozszerzenia wojny na Irak spotkała się z krytyką sojuszników z NATO. Faktem jest, że nieco wcześniej Pakt przyjął w swojej strategii formułę wyprzedzonego ataku, który byłby możliwy do zrealizowania w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa wszystkich jego członków.

W związku z powyższym, sprzeciw Niemiec i Francji jest aż nadto wymowny. Obaj liderzy Paktu i Unii Europejskiej dają tym samym do zrozumienia, że amerykańskie i europejskie pojęcie bezpieczeństwa jest odmiennie pojmowane37 . Prezydent Jacąues Chirac uzasadniał swój sceptycyzm w stosunku do interwencji zbrojnej w Iraku niewykorzystaniem przez USA wszystkich środków dyplomatycznych. We francuskiej argumentacji odczytać można było obawy przed stosowaniem przez Stany Zjednoczone zasady wyprzedzonego ataku - pozostającego poza kontrolą międzynarodowej społeczności. Niezależnie od intencji obu mocarstw europejskich, problem iracki postawił Pakt Północnoatlantycki w obliczu największego kryzysu w jego ponad półwiekowej historii. Kontrowersje wokół sprawy irackiej musiały postawić pytanie o perspektywę relacji USA z krajami europejskimi. Znamienne w związku z tym są opinie prezydenta G. W. Busha o powstawanie w Europie swoistej francusko-niemieckiej dominacji. Może ona w przyszłości niekorzystnie rzutować na współpracę USA z sojusznikami ze starego kontynentu. Natomiast pozytywny odzew Wielkiej Brytanii dowodzi, że Londyn jest gotów zaakceptować nowe spojrzenie na bezpieczeństwo międzynarodowe i uznać Amerykę za jego gwaranta. Polityka ścisłego sojuszu z USA nie jest niczym nowym. Tak jak premier Margaret Thatcher nie wahała się użyczyć brytyjskich lotnisk dla US Air Force w 1986 r., tak labourzystowski premier Tony Blair udzielił pełnego poparcia amerykańskiej inicjatywie w marcu 2003 r. Spadek społecznego poparcia dla obecności wojsk brytyjskich w Iraku podyktowany jest ich przedłużającą się obecnością i nieznalezieniem dowodów na istnienie broni masowego rażenia. Coraz wyraźniej widać, że Waszyngton i Londyn koncentrują się na potrzebie odbudowy Iraku oraz obnażaniu zbrodni reżimu Husajna. Oba rządy zapewniają, że znalezienie broni masowego reżimu pozostaje kwestią czasu.

Zupełnie inaczej na tle skonfliktowanych państw Europy Zachodniej przedstawia się polityka amerykańskich sojuszników NATO z Europy Środkowej. Słabsza pozycja gospodarcza i polityczna w porównaniu z mocarstwami zachodnioeuropejskimi każe szukać im ściślejszych związków za Oceanem, postrzegając USA jako pewniejszego gwaranta ich bezpieczeństwa. Z drugiej strony, dążąc do umiędzynarodowienia misji stabilizacyjnej, Waszyngton mógł liczyć na pomoc państw środkowoeuropejskich, by przynajmniej w części uzyskać legitymizację swoich działań. Polityka faktów dokonanych, jaką zastosowały Stany Zjednoczone, musi wyłonić pytanie o perspektywy sojuszu północnoatlantyckiego oraz charakteru relacji między USA a Europą. Problem iracki podzielił państwa europejskie na trzy grupy. Do pierwszej należy Wielka Brytania, która wzięła udział w operacji zbrojnej przeciw Saddamowi Husajnowi. Grupę drugą tworzą Francja i Niemcy, najsilniejsze gospodarczo potęgi europejskie, kwestionujące jednostronne uciekanie się do przemocy w rozwiązywaniu bieżących problemów międzynarodowych. Do trzeciej grupy należy zaliczyć wszystkie państwa wspomagające obecność obcych armii w Iraku zarówno werbalnie, jak również dzięki symbolicznym kontyngentom wojskowym. Wymownym gestem ze strony USA jest powierzenie im misji stabilizacyjnej. Decyzja ta powinna w dłuższej perspektywie przynieść znaczne korzyści. Strefa międzynarodowa może łagodzić nabrzmiałe konflikty w większości przecież arabskim kraju, gdzie Amerykanie nie są zbyt mile widziani. O wiele gorzej przedstawiają się perspektywy dla sektora amerykańskiego. ('oraz liczniejsze zamachy z użyciem broni rakietowej spotykają się z gwałtowną reakcją wojsk amerykańskich wraz z wykorzystaniem lotnictwa i bombardowaniem określonych celów głównie w mieście Saddama Husajna Tikricie. Jest to wyraźny sygnał nakręcania spirali przemocy, a nie odbudowy struktur państwowych.

Podziały w Pakcie Północnoatlantyckim nie zagrażają istnieniu sojuszu, ale z pewnością wpływają na jego osłabienie. Stosowanie doktryny G. W. Busha nie wiąże się z udowadnianiem państwom europejskim skali zagrożenia amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Dochodzi do rozejścia się dróg i zagrożenie interesów USA niekoniecznie będzie musiało być tożsame z odczuciami w Europie. Jednakże przy tak ogromnym rozwoju potęgi militarnej Stanów Zjednoczonych państwa starego kontynentu mogą również skorzystać, przerzucając gros wysiłku międzynarodowego na barki Ameryki. Jednocześnie będą musiały pogodzić się ze stopniową redukcją własnej roli w stosunkach międzynarodowych. Należy również pamiętać, że polityka amerykańska zawsze znajdzie potencjalnych europejskich sprzymierzeńców.

5. Podsumowanie

Pytaniem, na które wciąż nie można udzielić odpowiedzi, pozostaje kwestia wycofania wszystkich obcych sił z terytorium Iraku. Pierwotne rachuby na szybkie przywrócenie porządku i przekazanie władzy w ręce irackiego cywilnego rządu wydają się oddalać w czasie. Codzienne zamachy nie muszą być inspirowane tylko przez zwolenników dawnego reżimu. Pogrążony w nieładzie Irak to przystań dla różnego rodzaju organizacji terrorystycznych i przestępczych. Im większa skala ich działań, tym głębsze zaangażowanie Stanów Zjednoczonych, większe koszty i rosnące w samych Stanach niezadowolenie. Coraz częściej mówi się o zwiększeniu stanu liczebnego wojsk amerykańskich. Brakuje jasnej koncepcji wyprowadzenia wojsk z Iraku. Natychmiastowa ewakuacja równałaby się całkowitej porażce prezydenta Busha. Drugi wariant polegałby na stopniowej redukcji liczby wojsk przy jednoczesnym przekazywaniu władzy Irakijczykom. Jest on uzależniony od postępów w stabilizacji kraju. Wariant trzeci to krótkotrwałe zastosowanie polityki siłowej na znacznie większą skalę, utrzymanie w rękach wojskowych całej administracji, przy jednoczesnym wykształceniu na koszt USA irackich kadr wojskowych i policyjnych. W praktyce misja stabilizacyjna przekształciłaby się w kilkuletnią okupację. Równocześnie można opracować i wdrożyć w życie program odbudowy gospodarczej kraju. Byłby to również czas potrzebny na pomoc w tworzeniu irackiego życia politycznego. Niebezpieczeństwem jednak byłaby zbyt głęboka ingerencja USA w budowę irackiej demokracji. Dlatego też najrozsądniejszym wyjściem wydaje się zachowanie dystansu wobec wszystkich frakcji politycznych i spełnianie roli mediatora w misji tworzenia koalicyjnego rządu.

Za najgorszy z możliwych scenariuszy należy uznać bezterminową obecność obcych sił wojskowych pozostających w Iraku bez wyraźnych koncepcji co do przyszłości politycznej tego kraju. Przekształciłoby to Irak w permanentną strefę okupacyjną, utrzymywaną na koszt Stanów Zjednoczonych. Sytuacja taka oznaczałaby głęboki kryzys nawet o zasięgu regionalnym, nie mówiąc już o utracie międzynarodowego prestiżu USA. Postawiłoby to również doktrynę G. W. Busha pod znakiem zapytania. Problem iracki jest niewątpliwie wyzwaniem dla polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Będąc swoistym testem dla doktryny G. W. Busha, ukazuje jej niebezpieczeństwa. Jest to przede wszystkim brak jasnego programu działania po obaleniu reżimu zagrażającemu amerykańskiemu bezpieczeństwu. Podziały w łonie instytucji międzynarodowych i amerykańskich sojuszników nie mają tak istotnego znaczenia, jak problem całkowitego wygaszania "ogniska zapalnego". Globalna strategia może bardzo łatwo sprowadzić się do angażowania znacznych sił zbrojnych w różnych zakątkach świata oraz ich długotrwałego, jeśli nie bezterminowego utrzymywania na koszt budżetu USA. Pozytywnym aspektem obecnej strategii jest przyjęcie przez Amerykę na własne barki odpowiedzialności za globalny ład, w ramach którego skłócona na tle Iraku Europa może nadal rozwijać własny potencjał gospodarczy38. Nowa forma polityki imperialnej USA nie powinna nasuwać pejoratywnych skojarzeń. Należy ją zaakceptować jako normalny proces rozwoju kraju, który przeszedł długą drogę ewolucji od izolacjonizmu do globalnego supermocarstwa.