Stosunki polsko–ukraińskie w okresie prezydentury Wiktora Juszczenki

Przemiany polityczne, jakie nastąpiły w drugiej połowie lat 80. w Europie Wschodniej, doprowadziły do pełnego uniezależnienia się państw Europy Środkowej od Związku Radzieckiego. W ich wyniku powstało kilka nowych państw, w tym m.in. Ukraina, będąca przez blisko 70 lat jedną z republik Związku Radzieckiego.

Zarówno przed Polską, jak i przed Ukrainą stanęło zadanie przejścia z gospodarki centralnie planowanej na gospodarkę rynkową oraz budowania relacji z innymi państwami na nowych zasadach. Warszawa i Kijów od początku uznały układanie wzajemnych relacji na zasadach przyjaźni i partnerstwa za bardzo ważne. Dlatego też na początku lat 90. popularne było hasło: „Nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy. Nie ma niepodległej Ukrainy bez niepodległej Polski”.[1]

Polska znacznie szybciej niż Ukraina dokonała transformacji zarówno na płaszczyźnie gospodarczej, jak i politycznej. Na Ukrainie przez całe lata 90. i pierwsze lata następnej dekady panowała korupcja, władze naruszały prawa człowieka i obywatela, a majątek państwowy skupiony został w rękach oligarchów. W 2004 roku, kiedy sfałszowano wyniki wyborów prezydenckich, a wcześniej otruto kandydata opozycji, który ledwie uszedł z życiem, społeczeństwo ukraińskie „przebudziło się” z letargu lat 90., kiedy każdy myślał głównie o tym, jak przetrwać w warunkach trudnej sytuacji gospodarczej. Na kijowskim Placu Niepodległości zebrało się tysiące demonstrantów, którzy nie zgadzali się ze sfałszowanymi wynikami wyborów i żądali ich powtórzenia. Po przeprowadzeniu kolejnej tury zwyciężył kandydat opozycji. Wydarzenia te nazwano później „pomarańczową” rewolucją ze względu na symbole stosowane przez opozycję.

„Pomarańczowa” rewolucja otworzyła nowy etap zarówno w dziejach niepodległej Ukrainy, jak i w stosunkach polsko-ukraińskich. Celem niniejszej pracy jest ukazanie, jak te stosunki rozwijały się, kiedy do władzy doszedł obóz „pomarańczowych”. Czy były one pozytywne, negatywne, która płaszczyzna współpracy rozwijała się najbardziej, która najmniej dynamicznie.

Praca składa się z trzech rozdziałów. W pierwszym z nich opisałem relacje polityczne i wojskowe. Przedstawiłem przebieg pomarańczowej rewolucji i zaangażowania władz polskich w jej wydarzenia, spotkania na najwyższych szczeblach, które mogą służyć jako jeden z mierników ukazujących, czy relacje są pozytywne, czy raczej negatywne. Poruszono także kwestię integracji Ukrainy ze strukturami zachodnimi, ponieważ jest to jedna z głównych dziedzin, w której Polska udziela Ukrainie największego wsparcia.

W drugim rozdziale opisałem relacje gospodarcze. Przedstawiłem główne płaszczyzny współpracy gospodarczej, jakie mogą występować między państwami, czyli wzajemne inwestycje i wymiana handlowa. Poruszony też został temat rurociągu Odessa-Brody, ponieważ już od ponad 10 lat mówi się o potrzebie jego przedłużenia do Polski, co stanowiłoby bardzo ważne źródło służące dywersyfikacji dostaw ropy zarówno dla Polski, jak i dla Ukrainy.

W trzecim rozdziale ukazałem relacje społeczne i kulturalne. Obejmuje on działalność mniejszości polskiej na Ukrainie i ukraińskiej w Polsce, jako że obie prowadzą aktywną działalność w celu zachowania i promowania swojej kultury. Omówione też zostały kwestie przystąpienia Polski do strefy Schengen i wspólnej organizacji mistrzostw Euro 2012, która stanowi szansę dla wypromowania przez Polskę i Ukrainę swoich walorów turystycznych dla kibiców z Europy, a także daje możliwość zmiany postrzegania obu państw przez mieszkańców Zachodu. Przystąpienie Polski do strefy Schengen z kolei wpłynęło na pogorszenie relacji, gdyż utrudniło Ukraińcom podróżowanie do Polski. Problem ten jest aktualny do dziś, nawet w kontekście wspólnej organizacji mistrzostw.

Swoją pracę oparłem na artykułach z Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Polityki oraz Roczników Polskiej Polityki Zagranicznej z ostatnich kilku lat. Wiele informacji zaczerpniętych zostało z literatury przedmiotu poświęconej tematyce ukraińskiej. W pracy wykorzystano również oficjalne dokumenty z dziedziny stosunków polsko-ukraińskich. Należy też wspomnieć o źródłach internetowych, które są bogatym źródłem wiedzy dla omawianej tematyki, w tym przede wszystkim strona internetowa ministerstwa spraw zagranicznych.

Relacje polityczne i wojskowe

Od czasu zakończenia „pomarańczowej rewolucji” i zwycięstwa obozu prozachodniego na Ukrainie priorytetami polskiej polityki zagranicznej wobec tego kraju w sferze politycznej były utrzymanie zdobyczy „pomarańczowej rewolucji”, takich jak wolność słowa, demokratyczne wybory itp. oraz wspieranie Ukrainy w jej prozachodnich aspiracjach, przede wszystkim w integracji z NATO i Unią Europejką. Realizacja tych celów zależała przede wszystkim od konsensusu na ukraińskiej scenie politycznej, a w tej drugiej kwestii od przekonania społeczeństwa ukraińskiego co do korzyści, jakie mogą zostać osiągnięte z integracji z Zachodem. Zadaniem dyplomacji polskiej było „lobbowanie” na rzecz Ukrainy w zachodnich stolicach.

1.1.„Pomarańczowa rewolucja” i udział władz polskich w stabilizowaniu sytuacji na Ukrainie

W 2004 roku upływała druga kadencja prezydenta Leonida Kuczmy. Okres jego urzędowania charakteryzował się „panoszącą się” korupcją, ograniczeniem wolności mediów, samowolą „klanów”, które jeszcze w latach 90-tych wykupiły największe przedsiębiorstwa państwowe za niewielkie pieniądze, co wiązało się z licznymi naruszeniami prawa. Sytuacja polityczna na Ukrainie oraz jej wizerunek na arenie międzynarodowej znacząco pogorszyły się, kiedy w październiku 2000 roku w okolicach Kijowa znaleziono ciało dziennikarza Georgija Gongadzego, prowadzącego internetową gazetę „Ukraińska Prawda”, na łamach której krytykowani byli przedstawiciele najwyższych władz, w tym sam prezydent[2].

Podejrzenia padły na prezydenta i jego otoczenie. Sytuację głowy państwa pogorszyły tzw. „taśmy Melnyczenki”, bliskiego współpracownika Kuczmy, który nagrywał prowadzone przez niego rozmowy telefoniczne i po uzyskaniu azylu w Stanach Zjednoczonych udostępnił je opinii publicznej. Z nagranych rozmów wynikało, iż to właśnie prezydent zlecił zabójstwo dziennikarza.

Stosunki Ukrainy z Zachodem, głównie ze Stanami Zjednoczonymi, uległy jeszcze większemu pogorszeniu, kiedy światło dzienne ujrzała sprawa sprzedaży przez Kijów systemu radarowego „Kolczuga” do Iraku. Stanowiło to złamanie embarga, jakim obłożono wcześniej Irak. Tę sprawę udało się jednak wyciszyć wysłaniem kontyngentu wojsk do Iraku w trakcie budowania koalicji przez prezydenta USA J.W. Busha przeciwko reżimowi Saddama Husajna.

Sprawa zabójstwa Gongadzego nie została jednak wyjaśniona, w związku z czym Kuczma obawiał się, że zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, jeśli do władzy dojdzie kandydat opozycji, jakim był Wiktor Juszczenko. Dlatego też postanowił on poprzeć kandydaturę ówczesnego szefa rządu, Wiktora Janukowycza, który gwarantowałby mu nietykalność po zdobyciu władzy.

Na Zachodzie obawiano się, że wybory mogą zostać sfałszowane. W styczniu 2004 roku ostrzeżenie pod adresem władz ukraińskich wystosowała Rada Europy. Pół roku później, w czerwcu, o przeprowadzenie uczciwych wyborów apelowali parlamentarzyści państw członkowskich NATO. O to samo latem zaapelowały obie izby Kongresu Stanów Zjednoczonych. Obawiano się sfałszowania wyborów prezydenckich, ponieważ władze pokazały, do czego są zdolne, w trakcie wyborów władz miejskich w zakarpackim Mukaczewie. Zwyciężył kandydat „Naszej Ukrainy”, jednak nowym merem został kandydat Zjednoczonej Socjaldemokratycznej Partii Ukrainy. Przebieg tych wyborów zaszokował międzynarodową opinię publiczną. Nie dosyć, że werdyktu nie dało się zweryfikować, ponieważ skradziono oryginały kart do głosowania, to w dodatku w trakcie samych wyborów miało miejsce wiele incydentów, w tym pobicie opozycyjnych deputowanych oraz niektórych członków komisji wyborczych przez milicję i bojówkarzy[3].

W prezydencką kampanię wyborczą po stronie kandydata rządowego  zaangażowały  się zarówno rosyjskie media, jak i sam Kreml. Jej przebieg był bardzo brutalny. Władze posunęły się nawet do próby wyeliminowania kandydata opozycji z wyborów poprzez zatrucie. W nocy z 6 na 7 września 2004 roku Juszczenko zjadł kolację z Wołodymyrem Sacjukiem, szefem ukraińskich służb specjalnych. Spotkanie to miało doprowadzić do porozumienia z ludźmi prezydenta. Przebiegło w miłej atmosferze. Trzy dni po spotkaniu stan przywódcy opozycji zaczął się pogarszać. Według lekarzy była to zwykła grypa, jednak jego stan z dnia na dzień był coraz gorszy. Żona Juszczenki podjęła decyzję o wysłaniu go do wiedeńskiej kliniki. Tamtejsi lekarze stwierdzili, że gdyby dotarł tam kilka godzin później, nie dałoby się już go odratować. Okazało się, iż przyczyną choroby było zatrucie dioksynami, które najprawdopodobniej podano Juszczence wraz  z jedzeniem w trakcie spotkania u Sacjuka. Sam Sacjuk nie przyznał, na czyje zlecenie działał, co więcej, uciekł do Rosji, gdzie natychmiast otrzymał nowy paszport i nową tożsamość. Do tej pory prokuraturze generalnej Ukrainy nie udało się go schwytać[4]. Po dwóch tygodniach Juszczenko wrócił do kampanii wyborczej, co prawda bardzo osłabiony fizycznie, jednak niesamowicie wzmocniony psychicznie.

Opozycja miała utrudniony dostęp do mediów, o co zadbał prezydent i jego administracja. Przed rozpoczęciem kampanii zamknięto największy opozycyjny dziennik ukraiński „Silśki Wisty”. Cofnięto także koncesję kijowskiej rozgłośni Kontynent, retransmitującej ukraińskie serwisy stacji zagranicznych – Radia Polonia, Radia Wolna Europa/Radia Swoboda, Głosu Ameryki i Deutsche Welle. Juszczenko mógł jedynie liczyć na kijowski 5. Kanał. Ta stacja telewizyjna należała do Petra Poroszenki, który udzielał wsparcia Juszczence w trakcie kampanii wyborczej.

W wyniku tych utrudnień w dostępie do mediów przywódca „Naszej Ukrainy” większość czasu poświęconego na kampanię spędzał bezpośrednio z wyborcami, w trakcie wieców i osobistych spotkań. Zadanie to nie było łatwe, ponieważ Juszczenko jest raczej osobą, która woli pracę w zaciszu swego rządowego gabinetu lub w parlamencie, nie jest zaś typem charyzmatycznego mówcy[5].

Pierwsza tura wyborów odbyła się 31 października 2004 roku. Brało w niej udział 24 kandydatów. Najwięcej głosów zdobyli Juszczenko – 39,93% oraz Janukowycz – 39,3%. W związku z tym należało zorganizować drugą turę, której termin wyznaczono na 21 listopada. Według sondaży przeprowadzanych przed 21 listopada Juszczenko miał nad swoim rywalem przewagę w  wysokości ok. 8%. Po drugiej turze, kiedy w Centralnej Komisji Wyborczej przeliczono już ponad 60% głosów, podano, że prowadzi kandydat rządowy. Wiedziano już, że władze podjęły próbę sfałszowania wyników. Opozycja i jej zwolennicy zaczęli gromadzić się na kijowskim Placu Niepodległości. Rozpoczęto tam równoległe liczenie głosów na podstawie sondaży exit polls (robionych wśród wyborców po opuszczeniu lokali wyborczych). Jednoznacznym zwycięzcą według tych sondaży został Juszczenko. Centralna Komisja Wyborcza 22 listopada ogłosiła jednak zwycięstwo Wiktora Janukowycza. Zaraz po tym z gratulacjami z Brazylii zadzwonił prezydent Rosji Władimir Putin. Unia Europejska i Stany Zjednoczone nie uznały wyników wyborów. Opozycja gromadziła coraz więcej dowodów licznych naruszeń podczas głosowania. Na Placu Niepodległości w Kijowie zgromadziło się ponad 200 tys. obywateli i liczba ta cały czas rosła, ponieważ nadjeżdżali zwolennicy Juszczenki z całego kraju. Na bulwarze Chreszczatyk przecinającym Plac Niepodległości opozycja zbudowała miasteczko namiotowe składające się z ok. 1500 namiotów. Rozpoczęto blokadę niektórych budynków rządowych i administracyjnych. Na arenie międzynarodowej, a także w Kijowie obawiano się rozlewu krwi. Za rozwiązaniem siłowym optował Wiktor Janukowycz, który straszył opozycję, że jeśli wyniki wyborów nie zostaną uznane, dojdzie do separatyzmu na wschodzie kraju, w wyniku którego Ukraina zostanie podzielona na wschodnią i zachodnią[6].

Ówczesny prezydent Ukrainy Leonid Kuczma oraz przywódca „Naszej Ukrainy” poprosili prezydenta Polski A. Kwaśniewskiego o mediacje w sprawie rozwiązania kryzysu. Aleksander Kwaśniewski nie miał nic przeciwko, ale najpierw należało to skonsultować z przywódcami unijnymi, ponieważ Polska należała już wtedy do UE i nie mogliśmy w tej kwestii działać całkowicie samodzielnie. 24 listopada wysłano z Polski na Ukrainę grupę mediacyjną mającą za zadanie przygotować ewentualną wizytę prezydenta Kwaśniewskiego. W skład tej grupy weszli: Henryk Szlajfer – szef departamentu Ameryki MSZ, Olga Iwaniak – doradczyni premiera ds. Ukrainy, Wojciech Zajączkowski – szef departamentu Europy Wschodniej oraz Stanisław Ciosek, pracujący w Kancelarii Prezydenta. Po wybadaniu sytuacji i  wstępnych konsultacjach 26 listopada na Ukrainie zjawił się prezydent Aleksander Kwaśniewski, a wraz z nim prezydent Litwy Valdas Adamkus, wysoki przedstawiciel UE ds. wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Javier Solana, a także przedstawiciele OBWE oraz rosyjskiej Dumy. W rozmowach „okrągłego stołu”, które zostały wtedy zorganizowane, wzięli także udział, oprócz wyżej wymienionych, przywódca opozycji Juszczenko, prezydent Kuczma oraz Wiktor Janukowycz[7]. Po trzech turach rozmów udało się osiągnąć kompromis. Władze zgodziły się na powtórzenie drugiej tury wyborów, jednak opozycja w zamian za to musiała poprzeć w parlamencie reformę konstytucyjną, ograniczającą prerogatywy prezydenta na rzecz parlamentu i rządu.



Newsletter



Wiadomość HTML?