Exposé ministra spraw zagranicznych Adama Daniela Rotfelda w Sejmie - 21 stycznia 2005 r.

Panie Prezydencie!
Panie Premierze!
Panie Marszałku!
Wysoka Izbo!

Zabieram głos z pewnym niepokojem i nieśmiałością. Po raz pierwszy bowiem staję na tej trybunie jako nowo mianowany Minister Spraw Zagranicznych. Co więcej, mam przedstawić Wysokiej Izbie priorytety i założenia polskiej polityki zagranicznej przygotowane pod Pana kierownictwem, Panie Marszałku, kiedy pełnił Pan z takim powodzeniem urząd Ministra Spraw Zagranicznych.

Moje wystąpienie otwiera czwartą, a zarazem ostatnią w bieżącej kadencji Sejmu doroczną debatę na temat polityki zagranicznej. Wkroczyliśmy w rok wyborczy. Ma to znaczenie o tyle, że w naszych czasach zaciera się wyraźna dawniej linia oddzielająca sprawy wewnętrzne od międzynarodowych. Mówię o tym, ponieważ chciałbym na wstępie wyjaśnić, że nie jest moim celem, ani intencją wpisywanie się w jakikolwiek sposób w kampanię przedwyborczą. Interes narodowy Państwa Polskiego nakazuje traktowanie polityki zewnętrznej i instrumentu tej polityki, jakim jest dyplomacja, w sposób ponadpartyjny. Chciałbym optymalizować nasze działania i zapewnić ciągłość w tych wszystkich sprawach, które zapoczątkował Minister Krzysztof Skubiszewski jesienią 1989 roku, a kontynuowali w następnych 15 latach jego następcy - Andrzej Olechowski, Władysław Bartoszewski, Dariusz Rosati, Bronisław Geremek i Włodzimierz Cimoszewicz.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

Przyjmując te założenia, pragnę przedstawić listę spraw najważniejszych, które znajdują się na porządku dziennym naszej polityki zagranicznej.

Po pierwsze, będziemy utrwalać nasze miejsce w Unii Europejskiej jako państwa odpowiedzialnego, dla którego Wspólna Polityka Zagraniczna oraz Polityka Bezpieczeństwa i Obrony Unii jest płaszczyzną poszukiwania z jednej strony - równowagi interesów, a z drugiej - przezwyciężania istniejących jeszcze podziałów i zapobiegania nowym. Będziemy zabiegać o korzystny dla Polski kształt budżetu Unii Europejskiej na lata 2007-2013. Naszym celem jest zapewnienie maksymalnej wysokości wydatków na politykę spójności i na rzecz rolnictwa dla nowych państw członkowskich - z myślą, aby nowy budżet przyspieszył wyrównywanie różnic w poziomie rozwoju państw Unii. Będziemy dążyć do tego, aby kompromis polityczny wokół Nowej Perspektywy Finansowej został osiągnięty w czerwcu 2005 r. Jest to zadanie trudne. Mamy jednak nadzieję, że negocjacje przebiegać będą pod znakiem dobrej woli, bez ich taktycznego przewlekania i działania na zwłokę.

Po drugie, jako członek Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej - będziemy zmierzać do nowego otwarcia w stosunkach całego Zachodu z Ukrainą. Demokratyczny przełom, jaki dokonał się w tym kraju, spotkał się ze zrozumieniem i poparciem wszystkich odpowiedzialnych sił politycznych w Polsce. Uczynimy wszystko, aby przełom ten został doceniony i zyskał uznanie społeczności demokratycznych państw Zachodu. Jest to bowiem wydarzenie o randze historycznej, porównywalne z europejską "jesienią narodów" 1989 roku. Reformy na Ukrainie wymagają wsparcia, a jej zwrot polityczny ku strukturom euroatlantyckim - odwzajemnienia. Sami - w trybie dwustronnym - chcemy okazać nowemu Prezydentowi i Rządowi Ukrainy niezbędną pomoc i podzielić się naszymi doświadczeniami w rozwijaniu i utrwalaniu demokratycznej i proeuropejskiej transformacji. Będziemy zabiegać w szczególności o to, aby Unia Europejska podniosła swoje relacje z Ukrainą do rangi Partnerstwa Strategicznego i otworzyła perspektywę integracyjną, a NATO zaoferowało Ukrainie Program Działania na rzecz Członkostwa.

Po trzecie, będziemy utrwalać uprzywilejowany charakter naszych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Przez kolejne cztery lata w Białym Domu urzędować będzie życzliwy polskim sprawom Prezydent. Rząd ma świadomość, że szczególny charakter polsko-amerykańskich stosunków politycznych nie przekłada się jeszcze w pełni na wszystkie inne obszary wzajemnych relacji. W sprawach gospodarczych i współpracy wojskowej dokonały się zmiany na lepsze i tę tendencję zamierzamy utrzymać. Gorzej sprawy się mają ze zniesieniem wiz dla Polaków podróżujących do Stanów Zjednoczonych. Byłoby nieodpowiedzialnością obiecywać w tej sprawie szybki przełom. Będziemy robić wszystko, aby przyśpieszyć dynamikę zmian w kierunku zaspokojenia oczekiwań polskiego społeczeństwa. Jako nowy członek Unii Europejskiej i sprawdzony sojusznik Ameryki, będziemy w nadchodzących tygodniach i miesiącach zabiegać o to, aby odrodził się duch transatlantyckiej wspólnoty, aby odeszły w zapomnienie urazy, które utrudniały współpracę po obu stronach Atlantyku w ostatnich dwóch latach.

Po czwarte, zamierzamy doprowadzić, po wyborach w Iraku, do uzgodnienia z nowym rządem tego państwa i naszymi sojusznikami w ramach koalicji stabilizacyjnej, nowej formuły polskiego zaangażowania w Iraku. Wybory w Iraku są niezbędnym elementem normalizacji, nawet jeśli nie wszędzie warunki ich przeprowadzenia będą najlepsze. Jestem wszakże przekonany, że przyniosą one pozytywne zmiany. Umocni się bowiem legitymizacja i autorytet władz, polepszy się współpraca z sąsiadami Iraku, a wewnętrzne struktury bezpieczeństwa będą zdolne do przejęcia większej odpowiedzialności za sytuację w tym państwie. Obecny Polski Kontyngent Wojskowy w Iraku zostanie zmniejszony. Podjęte w tej sprawie decyzje nie przyniosą uszczerbku dla zdolności wykonywania powierzonych nam zadań. Zamierzamy dokonywać kolejnych redukcji, a jednocześnie sprzyjać przejmowaniu odpowiedzialności za bezpieczeństwo Iraku przez Irakijczyków. Jednak nie mamy i nikt nie powinien mieć złudzeń: normalizacja sytuacji w Iraku potrwa lata i wymagać będzie aktywnego wsparcia ze strony społeczności międzynarodowej. Polska - z wielu powodów - nie powinna uchylać się od udziału w tym wspólnym wysiłku, jakkolwiek nasz wkład może przybierać różne formy. Nasza obecność w Iraku będzie miała zapewne coraz bardziej cywilny, a nie wojskowy charakter. W coraz większej mierze stabilizacji w Iraku sprzyjać będzie obecność polskich przedsiębiorstw, a nie żołnierzy.

Po piąte, do naszych priorytetów należy poszukiwanie wspólnie z rządem Republiki Federalnej Niemiec przyszłościowej formuły stosunków między naszymi państwami - takiej formuły, która zamykałaby ostatecznie obciążenia z przeszłości i otwierała jakościowo nowe perspektywy dla rozwoju stosunków między Polską a Niemcami. W ostatnich miesiącach udało nam się doprowadzić do znaczących faktów. Przypomnę, że Kanclerz Niemiec jednoznacznie zadeklarował brak poparcia rządu niemieckiego dla indywidualnych roszczeń majątkowych, które mogą być zgłaszane przez obywateli Republiki Federalnej Niemiec. Rozpoczęli już działalność nowo powołani pełnomocnicy ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec do spraw dwustronnej współpracy. Na trudności w relacjach między naszymi państwami musimy patrzeć trzeźwo, bez iluzji. Takie sprawy nie są rozwiązywane jednym aktem, czy jedną magiczną formułą. Jest to proces. Obowiązkiem polskiego rządu jest dbać o interesy Państwa Polskiego i jego obywateli nie tylko w perspektywie nadchodzących miesięcy czy lat, ale całych pokoleń - ze świadomością historycznej perspektywy tego zadania. Będziemy dbać o te interesy, współpracując konstruktywnie w duchu europejskiego partnerstwa, z rządem Niemiec.

Po szóste, rząd uczyni wszystko, aby Polska jako gospodarz i organizator III Szczytu Rady Europy - organizacji od ponad pięćdziesięciu pięciu lat integrującej demokratyczne państwa naszego kontynentu - wywiązała się w należyty sposób z tej roli. Przypomnę, że spotkanie na Szczycie odbędzie się w Warszawie w maju br. Jest naszą ambicją, aby szczyt warszawski wytyczył przyszłe zadania tej ważnej europejskiej instytucji, a jednocześnie stał się okazją do głębszej refleksji nad stanem architektury bezpieczeństwa i współpracy w Europie i w stosunkach euro-atlantyckich. Chcemy także, aby polskie przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej przyniosło odnowiony sens wspólnego działania, przede wszystkim w ramach Unii Europejskiej. Pragniemy wreszcie, aby dobry ślad zostawiło po sobie również polskie przewodnictwo w Radzie Państw Morza Bałtyckiego. Kontynuować będziemy aktywność w pracach nad reformą Organizacji Narodów Zjednoczonych, prezentując naszą wizję Nowego Aktu Politycznego tej organizacji na XXI wiek.

Po siódme, dążymy do tego, aby nadchodzące miesiące przyniosły nowy sposób myślenia o możliwościach działania Polski na kierunkach pozaeuropejskich. Politycznym sygnałem takiego nowego podejścia ze strony rządu było przyjęcie w listopadzie ubiegłego roku kompleksowej strategii w odniesieniu do krajów rozwijających się. Chcielibyśmy doprowadzić do przyjęcia i wdrożenia Ustawy o współpracy na rzecz rozwoju i do stworzenia niezbędnych struktur organizacyjnych.

Po ósme, polska polityka zagraniczna ma osiągać cele służące polskiej gospodarce i polskim podmiotom gospodarczym - przedsiębiorstwom. Transformacja gospodarcza, prywatyzacja i znacząca liberalizacja obrotu gospodarczego wymaga odpowiednich zmian w strukturach reprezentacji Rzeczypospolitej za granicą, co oznacza kontynuację procesów integracji środków i instrumentów polityki zagranicznej w resorcie spraw zagranicznych oraz na placówkach dyplomatycznych. Temu celowi służyć powinno również ustanowienie planowanej Polskiej Agencji Promocji Gospodarczej. Ekonomizacja polskiej polityki zagranicznej - pomimo silnych oporów resortowych - jest nieodzowna i wymaga znacznego przyspieszenia w 2005 roku ze względu na udział Polski we wspólnej polityce handlowej UE oraz potrzebę aktywnego kształtowania polityk wewnątrzunijnych w interesie polskiej gospodarki.

Wysoka Izbo!

Wyzwania, jakie stanęły w minionych miesiącach przed polską polityką zagraniczną, bodaj po raz pierwszy, doprowadziły do podziałów na naszej scenie politycznej. Nierzadko, również na tej sali dochodziło do gorących sporów w takich kwestiach, jak chociażby Traktat Konstytucyjny dla Europy czy polska obecność w Iraku. Świadczy to przede wszystkim o tym, że rozwój sytuacji międzynarodowej rodzi pytania, na które często nie ma jednej, prostej i łatwej odpowiedzi. Nie podzielam jednak rozpowszechnionego poglądu, jakoby miało to oznaczać koniec narodowej zgody wokół głównych tematów i zadań polskiej polityki zagranicznej. Zaprzeczeniem tej tezy jest zachowanie polskiego społeczeństwa i jedność działania polskich polityków w sprawie ukraińskiej. W tej sprawie potwierdza się prawda: gdy mówimy wspólnym głosem - skutecznie udaje nam się realizować nasze narodowe interesy. Byłoby ze szkodą dla nas wszystkich, gdyby fundamentalne sprawy polskiej polityki zagranicznej zostały uwikłane w doraźne kalkulacje wyborcze.

Moją ambicją jest zapewnić ciągłość wszystkich tych procesów, które dobrze służą Polsce, a które zapoczątkowali moi poprzednicy. Nowy układ polityczny i nowy rząd zapewne nadadzą polityce zagranicznej własny wyraz - jednak sprawy zasadnicze dla Polski, dla jej bezpieczeństwa, powinny być kontynuowane. Aby tak się stało potrzebna i konieczna jest pogłębiona debata o kwestiach, które mają dla Polski i jej polityki zagranicznej znaczenie fundamentalne. Z tego względu celowe jest przypomnienie pojęć i spraw elementarnych, swego rodzaju aksjomatów, odświeżenie ich rozumienia. Myślę, że dzisiejsza debata będzie istotnym wkładem do tego procesu.

Wysoka Izbo!

1 maja 2004 roku Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Za wcześnie na pełną ocenę skutków tego historycznego wydarzenia. Jedno wszak nie ulega wątpliwości: nasze wejście do Unii zdyskredytowało jednoznacznie wiele fałszywych proroctw, strachów i obaw, których nie brakowało ani w kraju, ani za granicą.

Okazało się, że wraz z przystąpieniem Polski i dziewięciu innych państw - Unia Europejska nie ucierpiała na spoistości politycznej. Polska nie stała się - jak nam to zarzucano - "koniem trojańskim", nie musiała też pobierać korepetycji, jak mamy stać się dobrymi Europejczykami. Wydarzenia na Ukrainie pokazały coś zgoła przeciwnego: są sytuacje, w których głosu Polski warto słuchać ze szczególną uwagą, polskie działania budują prestiż całej Europy.

Wysoka Izbo!

Członkostwo w Unii stało się odczuwalnym bodźcem rozwojowym Polski. Napłynęły pierwsze unijne środki i - co ważniejsze - są one dobrze zagospodarowywane. Na wejściu do Unii nikt w naszym kraju nie stracił. Zyskali wszyscy. Najlepszym tego przykładem niech będzie poprawa sytuacji rolników, tej grupy społecznej, w imieniu której wyrażano najwięcej obaw związanych z członkostwem Polski w Unii.

Nie ucierpiała nasza tożsamość narodowa. Nadal żyjemy we własnym kraju, tyle że szybciej zmierzającym ku modernizacji. Naturalna wszakże i bardzo potrzebna jest szczera publiczna debata na temat pożądanej przez nas wizji Europy i naszego w niej miejsca. Najbliższe miesiące będą bowiem we wszystkich państwach członkowskich czasem intensywnej dyskusji nad wizją Europy, nad jej przyszłym rozwojem, jej granicami i tożsamością w zglobalizowanym świecie. Inspiracją czy też zapłonem do takiej debaty jest proces ratyfikacji Traktatu Konstytucyjnego, dyskusja nad Nową Perspektywą Finansową, sprawa przyszłego członkostwa Turcji, a także - co z polskiego punktu widzenia jest równie, a może nawet bardziej istotne - konieczność określenia konkretnych warunków i terminu rozpoczęcia rokowań akcesyjnych z Ukrainą.

Na porządku dziennym stoi dziś nie tylko kwestia ratyfikacji Traktatu Konstytucyjnego, ale umacnianie społecznego poparcia dla naszego członkostwa w Unii. Przed nami debata poprzedzająca referendum konstytucyjne. Suwerenna decyzja w tej sprawie będzie miała istotne znacznie nie tylko dla dalszego rozwoju i kształtu Unii Europejskiej. Stanowić będzie ona swoisty test dla polskich aspiracji.

Wysoka Izbo!

Traktat Konstytucyjny podpisany w ubiegłym roku jest w większej mierze zamknięciem i systematyzacją, uporządkowaniem wcześniejszych uzgodnień, niż mapą drogową na przyszłość. Jednak odrzucenie Traktatu przez Polskę oznaczałoby skazanie naszego kraju na samoizolację, a w najlepszym przypadku powrót do koncepcji Europy "dwóch prędkości", czy też Europy "twardego jądra" i peryferii. Największą słabością Traktatu jest język, często jest to - w wyniku poszukiwania kompromisowych formuł - żargon urzędników międzynarodowych adresowany do innych urzędników. Traktaty pisane przez przedstawicieli 25 państw rzadko są proste, jasne i czytelne. Jednak jest to Traktat, który, przy wszystkich słabościach wynikających z jego kompromisowej natury, uwzględnia w należytej mierze polskie interesy.

Jest to zarazem punkt wyjścia w definiowaniu naszej wizji przyszłości Europy. Mówimy o Europie solidarnej i spójnej, sprawnej i skutecznej. Z tego względu tak istotną sprawą, na dziś i na jutro, jest dla Polski realizacja Strategii Lizbońskiej. Jest to projekt zakładający wzmocnienie konkurencyjności Europy w procesie globalizacji względem innych ośrodków, przede wszystkim za sprawą inwestycji w wiedzę, nowe technologie i nowatorskie rozwiązania techniczne, gospodarcze i organizacyjne.

W polskim interesie jest taka Unia Europejska, która będzie ważnym podmiotem w stosunkach międzynarodowych - podmiotem partnerskim w stosunkach politycznych i konkurencyjnym na globalnej scenie gospodarczej. Rywalizacja na scenie globalnej rośnie. Jest to strategiczne wyzwanie dla wszystkich państw europejskich, także tych największych. Coraz trudniej mogą one w pojedynkę mierzyć się z takimi potęgami, jak Stany Zjednoczone czy też rosnące w siłę Chiny albo Indie. Stawić skutecznie czoła nowej rzeczywistości Europa może tylko zbiorowo. Myślenie o Europie w wymiarze strategicznym odpowiada polskiemu interesowi narodowemu. Z tej perspektywy dalsze rozszerzanie Unii na wschód jest bowiem korzystne zarówno dla Polski, jak i dla Unii w całości.


Newsletter



Wiadomość HTML?