Dziedziny wiedzy

Najnowsze komentarze

Newsletter

Traktat z Nicei PDF Print Email
Unia Europejska
Written by   
DATE_FORMAT_LC2

Powstanie Unii Europejskiej sięga swoimi korzeniami roku 1957, kiedy to w wyniku zawarcia Traktatu Rzymskiego powołana została Wspólnota Europejska, zwana EWG. Państwa Wspólnoty Europejskiej stanowią pierwszy i najważniejszy filar Unii Europejskiej, powołanej do życia Traktatem o Unii Europejskiej, przyjętym w Maastricht dnia 07.02.1992 roku i uzupełnionym Traktatem z Amsterdamu z dnia 2.10.1997 roku.

Traktatem zmieniającym traktaty ustanawiające UE i Wspólnotę Europejską jest Traktat z Nicei, wynegocjowany przez piętnastu szefów rządów UE, którzy w dniach 7-11 grudnia 2000r. obradowali w Nicei. Przywódcy piętnastu krajów uznali, iż z datą wejścia w życie Traktatu z Nicei Unia będzie w stanie powitać nowe państwa, które jednak muszą wykazać gotowość sprostania obowiązkom wynikającym z członkostwa w Unii.

Strony porozumienia to: Dania, Belgia, Austria, Grecja, Francja, Hiszpania, Finlandia, Irlandia, Holandia, Luksemburg, Portugalia, RFN, Szwecja, Włochy, Wielka Brytania. Dokument nicejski przygotował instytucje Unii do rozszerzenia o nowe kraje (m.in. Polskę) i zmienił znaczenie układu sił w samej Unii. Ponieważ po wejściu traktatu w życie zostało ograniczone prawo weta w Radzie Ministrów Unii, wzrosło znaczenie dużych państw.

Cele Traktatu Nicejskiego:

  1. Przygotowanie instytucji UE do poszerzenia o 12 nowych państw.
  2. Ustalenie podziału głosów w Radzie Ministrów, tj. 345 głosów: Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Włochy otrzymują po 29 głosów, po 27 głosów otrzymały Polska i Hiszpania.
  3. Zwiększenie do 80% ilości spraw, w których decyzje podejmowane będą większością kwalifikowaną (258 głosów).
  4. Odejście od prawa weta w niektórych kwestiach - polityka imigracyjna od 2004 roku, fundusze strukturalne od 2007 roku,
  5. Reforma Parlamentu Europejskiego - zwiększenie liczby eurodeputowanych do 732,
  6. Reforma Komisji Europejskiej - od czasu wejścia w życie Traktatu Nicejskiego każdy kraj będzie miał tylko jednego komisarza; po przyjęciu 12 nowych państw liczba komisarzy ma być niższa od 27.
  7. Proklamowanie Karty Praw Podstawowych - zbioru praw człowieka i swobód obywatelskich.

Nicea zreformowała i uporządkowała Komisję Europejską ponadto rozciągnęłą głosowanie większościowe na pewne nowe obszary, które zdaniem wielu powinny zostać zreformowane - na przykład handel, usługi, polityka przemysłowa, a jednocześnie utrzymała prawo weta w obszarach interesu narodowego wielu członków Unii, jak podatki, ubezpieczenia społeczne. Traktat Nicejski otworzył w końcu drzwi do członkostwa w Unii Europejskiej przed najlepiej przygotowanymi krajami kandydującymi. Celem ich ciężkiej pracy w ciągu ostatnich dziesięciu lat była nagroda w postaci członkostwa w UE. Nie powinno się zapominać, jak wielkim historycznym przedsięwzięciem było rozszerzenie Europy, jej ponowne połączenie z Europą Środkową po upadku żelaznej kurtyny.

Traktat Nicejski przygotował UE do ponownego połączenia sąsiadów, którzy byli oddzieleni przez niemal pół wieku. Dzięki rozszerzeniu wiele państw stało się bezpieczniejsze i silniejsze, ponieważ zyskało więcej sojuszników w walce z przeciwnościami, którym żaden kraj nie może stawić czoła w pojedynkę - od przestępczości zorganizowanej, terroryzmowi, handlu narkotykami i nielegalnej emigracji po zanieczyszczenie środowiska, bezrobocie i izolację społeczną.

Traktat Nicejski miał dla rozszerzenia zasadnicze znaczenie, gdyż bez niego rozszerzająca się Unia Europejska stanęłaby w miejscu. Traktat zaczął obowiązywać w 2005 roku.

Tak naprawdę jednak szczyt w Nicei nie był ani gigantycznym sukcesem integracji europejskiej, ani tym bardziej drobnym wstępem do rozszerzenia, ale za to z pewnością olbrzymim sukcesem niemieckiej dyplomacji. Udało się wszystko: zachować narodowe weto tam, gdzie jego zniesienie najbardziej zabolałoby Niemców, umożliwić rozszerzenie i otwierać nowe możliwości "elastycznej współpracy". Niemcy, jak wiadomo, są bardzo przywiązani do idei pogłębiania integracji, a to stało się po Nicei o wiele łatwiejsze i tańsze niż przedtem.

Na samym początku należało zadbać o to, aby dyplomacja francuska była maksymalnie zajęta czymś innym, a nie przygotowaniem do szczytu. Na szczęście sami Francuzi to Niemcom ułatwili: prezydent Chirac bardziej był zaabsorbowany skandalem korupcyjnym z czasów jego merostwa niż agendą europejską, rząd francuski też miał wiele ciekawych zajęć, od statutu autonomicznego dla Korsyki po kryzys paliwowy; rząd niemiecki nie próżnował i dodał mu jeszcze dwa dodatkowe powody do troski: Schröder robił rundę po unijnych stolicach (był nawet w Polsce), aby sondować możliwości kompromisu, tak jakby to Niemcy przewodniczyli UE, a w swoim imieniu zażądał, aby Niemcy mieli tyle głosów w Radzie, ile odpowiada liczbie mieszkańców Niemiec - co oznaczałoby też, że znacznie więcej niż Francja.

Od tego momentu Francja była już zajęta tylko dwiema sprawami: udowodnieniem, że to ona właśnie przewodzi, a nie Niemcy, i zapobieganiem sytuacji, w której miałaby mniej głosów niż Niemcy. Reszta wydawała się drugorzędna, tym bardziej że nagle wielu małym krajom niemiecka propozycja wydała się całkiem rozsądna. Francja, jako duży kraj, też żądała "większej proporcjonalności", co oznaczało stosunkowo mniej głosów dla małych. Nagle stali się oni rzecznikami większej proporcjonalności, wiedząc o tym, że po niemieckiej propozycji samym Francuzom wydawało się to mało sympatyczne. Francuzi chętnie mieliby więcej niż dotychczas w stosunku do Luksemburga lub Holandii, ale jeżeli to miałoby oznaczać mniej niż Niemcy... Rząd niemiecki za rezygnację z tego żądania mógł już dostać od Francji niemal wszystko. Otrzymał dużą liczbę mandatów w Parlamencie Europejskim, znacznie większą niż Francja. W innych obszarach zapadło kilka ważnych decyzji. Na pierwszy rzut oka niewiele się zmieniło: nadal Niemcy mają w Radzie Ministrów UE tyle głosów co Francja, a wiele spraw ważnych dla Niemiec zostało przesuniętych na później, jak np. nowy podział kompetencji miedzy UE, rządami krajów członkowskich i niższymi szczeblami, regionów lub samorządów. Ale w Nicei powstała faktycznie nowa Unia i funkcjonuje ona jednak na innych zasadach niż UE po Maastricht i Amsterdamie.

Do spraw, co do których udało się osiągnąć porozumienie w Nicei, należy swoisty rozkład jazdy dla zniesienia weta. Tam gdzie nie zniesiono prawa weta, rządy zobowiązują się w określonym terminie ustalić najpierw wspólną politykę w danym obszarze, a potem dopiero znieść prawa weta. Zabezpiecza to przez ustanowieniem wspólnej polityki przez większość kosztem jednego lub kilku krajów, ale utrudnia też dochodzenie do wspólnego mianownika, na podstawie którego można potem wprowadzić głosowanie większościowe. Ten mechanizm wprowadzono w dwóch głośnych sprawach: najpierw Rada Ministrów UE musi uchwalić nowe ramy finansowe na lata 2007-2012, potem dopiero będzie można zmienić zasady funkcjonowania funduszy strukturalnych, głosując większością kwalifikowaną. Przeforsowała to Hiszpania, której zależy na tym, aby płatnicy netto (kraje płacące więcej do wspólnej kasy UE niż zeń otrzymujące) nie decydowali np. o innym podziale środków wbrew interesom jednego z największych biorców tych funduszy, którym jest Hiszpania.

Podobnie było z prawem azylowym: Niemcy nie zgodzili się na zniesienie zasady jednomyślności w sprawach azylowych przez uchwaleniem - oczywiście z zachowaniem weta - wspólnej polityki azylowej obowiązującej wszystkie kraje.

Bardzo małe ograniczenie pól, gdzie Rada Ministrów będzie mogła decydować większością kwalifikowaną, było być może dobrą nowiną dla zwolenników "Europy ojczyzn" lub "Europy państw narodowych", ponieważ zachowało najważniejszy symbol interesów narodowych w UE, jakim jest narodowe prawo weto. Taka sytuacja ma tez istotne wady. Za pomocą weta można nie tylko przeforsować własne interesy kosztem innych; inni też mogą przeforsować swoje interesy, tam gdzie postęp w integracji byłby w ich interesie. Weto daje małym krajom poczucie komfortu, że bez względu na liczbę mieszkańców czy mogą one wywierać wpływ na duże państwa, ale jego nadmierne stosowanie może prowadzić do zwiększenia liczby tych spraw, które blokowane państwa będą uzgadniały między sobą. W przeszłości robiły to poza instytucjami unijnymi, po zmianach w Nicei łatwiej im było to robić, wykorzystując do tego Komisję Europejską, Parlament i Radę Ministrów. Odchodzenie od tak zwanej "metody wspólnotowej", doprowadziło do sytuacji, w której Komisja (gdzie decydują równoprawni komisarze z wszystkich krajów członkowskich), Parlament i Trybunał Sprawiedliwości nie mają nic do powiedzenia, nie leży w interesie małych krajów.

Po konferencji w Amsterdamie niektórzy komentatorzy zaliczali jeszcze Komisję i Parlament do zwycięzców - dostały nowe prerogatywy i więcej władzy. Teraz obraz ten nie był już tak jednoznaczny. Do zwycięzców należałoby raczej zaliczyć przewodniczącego Komisji, natomiast samej Komisji już nie. Pozycja przewodniczącego została wzmocniona w Amsterdamie - chociażby przez to, że do jego powołania potrzebna była zgoda Parlamentu. Przewodniczący razem z rządami państw członkowskich uczestniczył też w powoływaniu komisarzy. Cała Komisja w składzie ustalonym miedzy przewodniczącym i krajami członkowskimi musiała zostać zaakceptowana przez Parlament. Po Nicei państwa członkowskie ustalają kandydata na przewodniczącego Komisji i listę członków Komisji kwalifikowaną większością głosów, zanim Parlament wyrazi zgodę (lub nie). Dopiero po wyborze Komisji, kiedy ta się ukonstytuuje, rozdziela on kompetencje poszczególnym komisarzom i - za zgodą całej Komisji - mianuje wiceprzewodniczących. Dotychczas rządy państw członkowskich już podczas ustalania listy komisarzy uzgadniały, jakie kompetencje mają przypaść poszczególnym komisarzom. Teraz decyduje o tym sam przewodniczący. Może też - za zgodą całej Komisji - zdymisjonować członka Komisji.

Traktat Amsterdamski ustalił liczbę komisarzy na poziomie 20 osób. Każde państwo członkowskie miało jednego przedstawiciela w Komisji, pięć dużych państw miało po dwóch. Po rozszerzeniu UE należałoby więc albo zwiększyć liczbę komisarzy i utrzymać zasadę reprezentacji każdego państwa, albo utrzymać liczbę komisarzy i znieść tę zasadę.

Traktat Nicejski przewidywał, że od 1 stycznia 2005r. liczba komisarzy zwiększy się odpowiednio do liczby państw członkowskich, przy czym każde państwo będzie miało prawo do jednego komisarza. Dopiero od momentu, kiedy UE będzie liczyć 27 członków, liczba komisarzy ma być mniejsza od liczby krajów członkowskich. Dokładną liczbę i sposób rotacji komisarzy państwa członkowskie ustalą wtedy jednomyślnie. Od 2005r. Do momentu kiedy Unia będzie liczyć 27 członków Komisja liczyć będzie więcej niż 20 komisarzy. Wymóg ustalania dokładnego systemu rotacji i liczby komisarzy zawiera w sobie spory potencjał konfliktu. Im mniejsza będzie liczba komisarzy, tym dłuższy będzie okres, w którym dany kraj nie będzie miał własnego komisarza.

Traktat Amsterdamski ustalił liczbę członków Parlamentu Europejskiego na 700, co umożliwiło rozszerzenie Unii tylko o dwa lub trzy kraje. Kraje członkowskie były dość zgodne co do tego, że liczba parlamentarzystów nie powinna być powiększana, ale jednocześnie nie ustaliły nowego podziału mandatów na poszczególne kraje.

Traktat Nicejski tylko nieznacznie zwiększył liczbę mandatów do Parlamentu, z 626 do 732. Ponieważ liczba 732 nie zmieni się już wskutek rozszerzenia Unii, oznacza to, że liczba posłów przypadających na poszczególne kraje zmniejszy się - z wyjątkiem Niemiec, które nadal będą miały 99 mandatów jako rekompensatę za ustępstwa na rzecz Francji w sprawie nowego podziału głosów w Radzie Ministrów. Podział głosów w Parlamencie Europejskim będzie bardziej niż dotychczas proporcjonalny do liczby mieszkańców krajów członkowskich.


Najgorętsze spory na szczycie w Nicei dotyczyły nowego podziału głosów w Radzie Ministrów, gdzie dotychczas występowały największe dysproporcje między liczbą ludności danego państwa i liczbą głosów jego przedstawicieli. Gdyby wziąć za punkt wyjścia sytuacje Luksemburga, mającego 0,1% całej ludności UE i 2,3% głosów, to Niemcy mający 814 razy więcej mieszkańców musieliby dysponować 1628 głosami w Radzie Ministrów. Do Nicei mieli jednak tylko 10. W ten sposób małe państwa miały kilkakrotnie więcej głosów w Radzie Ministrów, niż wynikałoby to z liczby ich mieszkańców. Duże państwa natomiast miały proporcjonalnie znacznie mniej. Tak np. Francja ma prawie sześciokrotnie więcej mieszkańców niż Belgia, ale tylko dwa razy więcej głosów.

Szczyt w Nicei nie doprowadził do pełnej proporcjonalności, nieco natomiast wzmocnił pozycje dużych państw. Zmienił też próg dla ustalenia kwalifikowanej większości, który według traktatu Amsterdamskiego wynosił 62 na 87 głosów, to znaczy 71,3%. W przypadkach, kiedy projekt aktu prawnego nie pochodził z Komisji, istniał dodatkowy wymóg, zgodnie z którym projekt musiał uzyskać większość 10 z 15 państw członkowskich. W Nicei powstał bardziej skomplikowany układ. Projekt aktu prawnego uważa się za przyjęty w głosowaniu kwalifikowaną większością, jeżeli uzyskał on 258 z 345 głosów. W przypadku projektów aktów pochodzących z Komisji dodatkowo musi się za nimi opowiadać większość państw (15 z 27), które muszą reprezentować przynajmniej 62% ludności UE. W przypadku projektu bezpośrednio zgłoszonego w Radzie Ministrów (bez udziału Komisji) do wymaganych 258 z 345 głosów i 62% ludności dochodzi jeszcze konieczność pozyskania 2/3 państw członkowskich, to znaczy 18 państw.

Dochodzenie do decyzji stało się po Nicei trudniejsze. Wskutek zwiększenia proporcjonalności z jednej strony i podniesienia progów dla kwalifikowanej większości z drugiej nie wzrosły możliwości przeforsowania własnych projektów ani dla dużych, ani dla małych państw. Powiększyła się natomiast szansa blokowania dowolnej decyzji przez duże państwa. Podczas gdy blokowanie decyzji podjętych kwalifikowaną większością było możliwe (według Traktatu Amsterdamskiego) dla posiadaczy 28,7% głosów (tzn. dla przynajmniej 4 z 15 państw), jest to teraz możliwe już dla dysponentów jedynie 28,3% głosów (tzn. np. 4 z 27 państw). Do blokowania dowolnej inicjatywy wymagającej kwalifikowanej większości wystarczą głosy Niemiec i dwóch dużych państw lub trzech dużych państw i jednego małego państwa, bo razem przekraczają one próg 62% ludności. Nawet wszyscy nowi członkowie razem wzięci (włącznie z Maltą i Cyprem) nie są w stanie zablokować takiej decyzji. Tak więc hamowanie stało się łatwiejsze, szczególnie dla dużych państw. Przyspieszenie, forsowanie własnych projektów, jest natomiast trudne zarówno dla dużych, jak i dla małych.

Tak sprawa by wyglądała, gdyby patrzeć jedynie na układ sił w Radzie Ministrów i na nowy w niej podział głosów. Ale inny wątek powoduje, że hamowanie może się nie opłacać. Chodzi o zliberalizowane przepisy dotyczące tak zwanej "elastyczności", "wzmocnionej współpracy" lub tworzenia "wąskich kręgów".

Grupa państw, pragnąca przeforsować własny projekt bez udziału wszystkich członków UE, była - według Traktatu Amsterdamskiego - zdana na łaskę każdego, kto z takiego obrotu sprawy był niezadowolony. Proces decyzyjny w ramach "ściślejszej współpracy" zawierał dwie możliwości blokady: jeżeli Komisja, otrzymawszy dany projekt od "wąskiego kręgu" państw, nie przekazała go pod obrady Rady Ministrów, uznając za szkodliwy lub niezgodny z traktatami europejskimi, i jeżeli jeden z członków UE postawił weto w Radzie Ministrów i spowodował przekazanie sprawy do Rady Europejskiej, "ściślejsza współpraca" mogła zostać skutecznie zablokowana. Jak wiadomo, w Radzie Europejskiej musiała zapaść decyzja jednomyślna, inaczej projekt nie mógł wejść w życie. Projekt mógł też zostać zablokowany na poziomie Rady Ministrów kwalifikowaną większością głosów. Możliwość zablokowania projektu "ściślejszej współpracy" przez Komisję odpadła jedynie w sprawach dotyczących Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa, gdzie Komisja nie ma kompetencji. Tu wniosek o tworzenie "wąskiego kręgu" przechodził natychmiast w ręce Rady Ministrów.

W traktacie Nicejskim regulacje dotyczące drugiego filaru zostały utrzymane, ale znajdują się teraz w ogólnych regulacjach na temat "elastyczności". W sprawach dotyczących Schengen Komisja i Parlament jedynie opiniują projekt "ściślejszej współpracy", ale nie mogą go zablokować. Został też opracowany bardziej szczegółowy katalog kryteriów, które "ściślejsza współpraca" musi spełniać. Nie może ona dyskryminować członków pozostających poza "wąskim kręgiem" ani ich obywateli, nie może naruszać spójności Wspólnego Rynku i warunków konkurencji w całej UE, musi służyć celom UE i dalszej integracji, nie może się rozciągać na obszary, gdzie instytucje UE mają wyłączne kompetencje (wyklucza to faktycznie "ściślejszą współpracę" w pierwszym filarze), nie może tworzyć barier dla handlu wewnątrz UE (to bardzo zawęża możliwości ściślejszej współpracy w ochronie środowiska, przeforsowanej przez Niemcy) ani ograniczać praw państw członkowskich spoza "wąskiego kręgu". "Wąski krąg" musi być otwarty dla innych uczestników i musi gromadzić przynajmniej 8 członków.

Jest to ciekawy zapis: 8 państw to w tej chwili większość; po rozszerzeniu jednak będzie to mniejszość państw Unii. Oznacza to, że w przyszłości "wąski krąg" będzie mogła tworzyć mniejszość państw. Ważne jest też, że tworzenie "wąskich kręgów" ma być ostatecznością, po wyczerpaniu normalnego procesu decyzyjnego Unii. "Wąska grupa" musi najpierw wypróbować, czy rzeczywiście nie ma szans na uzyskanie np. kwalifikowanej większości w całej Radzie (i ewentualnie większości w Parlamencie), zanim zdecyduje się na zgłoszenie projektu o "ściślejszej współpracy" w węższym gronie.

Jeżeli projekt współpracy już powstał i uzyskał aprobatę Rady, to istnieją dwie możliwości:

  1. Projekt dotyczący obszaru odnoszącego się do całej UE podlega art. 251 Traktatu o WE, a więc Parlament ma prawo do współdecydowania o nim. W takim przypadku Parlament musi też wyrazić zgodę na dany projekt "ściślejszej współpracy". Traktat Amsterdamski dał jeszcze możliwość obejścia Parlamentu za pomocą zgłoszenia projektu "ściślejszej współpracy", teraz ta furtka została zamknięta.
  2. Projekt nie dotyczy takiego obszaru, wobec czego Parlament jedynie opiniuje.

W związku z tym duże znaczenie ma układ w Parlamencie w wypadku, kiedy "ściślejsza współpraca" wymaga jego zgody.

Oznaczało to, że proces decyzyjny w sprawie wydłużył się i nie kończy się już na przykład na odmowie Rady Europejskiej. Po wyczerpaniu wszystkich możliwości w ramach UE można było bowiem - w obszarach gdzie traktat nie dopuszcza - uruchomić proceder "ściślejszej współpracy", co ma - z punktu widzenia inicjatorów - tę zaletę, że powstanie danego projektu znacznie trudniej jest zablokować w ramach "ściślejszej współpracy" niż w ramach całej UE. Dodatkowo wszystkie progi większościowe w ramach działającego już "wąskiego kręgu" dopasowywały się do niego: kwalifikowana większość w ramach "ściślejszej współpracy" to 74,7% głosów, ale tylko tych państw, które uczestniczą w danym projekcie. Parlament w którym przecież zasiadają też posłowie pochodzący z państw pozostających poza "wąskim kręgiem" - nie miał już wpływu na decyzje "wąskiego kręgu" - za to nie obowiązują one w całej UE i nie obciążają budżetu unijnego, lecz budżety państw-uczestników.

Procedura dopuszczenia dodatkowych kandydatów do uczestnictwa w "wąskim kręgu" nie zmieniła się, poza tym, że ogólna klauzula dotycząca elastyczności stwierdza teraz wyraźnie i jednoznacznie, iż "krąg" musi być otwarty. W praktyce oznacza to, że Rada Ministrów "wąskiego kręgu" nie ma prawa odmówić przyjęcia nowych kandydatów, może jednak decyzję odłożyć i ponownie rozpatrywać większością kwalifikowaną głosów. Inaczej kandydat zostaje z mocy prawa przyjęty. Dotyczy to spraw z drugiego i trzeciego filaru, w pierwszym filarze Rada Ministrów "wąskiego kręgu" w ogóle nie ma prawa decyzji o dopuszczeniu dodatkowych członków. Dany kandydat zgłasza swoją kandydaturę, a Komisja ocenia, czy spełnia on wymogi. Jeżeli tak, to zostaje on przyjęty decyzją Komisji.

Podsumowując:

Traktat Nicejski, podobnie jak Traktat Amsterdamski, jest serią zmian nowelizujących Traktat z Maastricht oraz Traktat o ustanowieniu Wspólnoty Europejskiej. Poprawki wniesione do istniejących Traktatów dotyczą między innymi:

  • procedury stosowanej w wypadku groźby naruszenia przez państwo członkowskie podstawowych zasad, na których opiera się Unia Europejska;
  • kwestii związanych z tworzeniem Wspólnej Polityki Europejskiej w dziedzinie Bezpieczeństwa i Obrony;
  • przyjęcia Europejskiej Agendy Socjalnej;
  • utworzenia i przyszłej roli EUROJUST, jednostki zajmującej się współpracą narodowych organów ścigania państw członkowskich.

Poza poprawkami do poszczególnych artykułów poprzednich Traktatów, podjęto również nowe postanowienia dotyczące ściślejszej współpracy pomiędzy państwami członkowskimi. Większość zmian jest wynikiem rozszerzenia zakresu decyzji podejmowanych przy zastosowaniu większości kwalifikowanej. Zmiany te dotyczą funkcjonowania Parlamentu Europejskiego, Komisji Europejskiej, Trybunału Obrachunkowego, Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów. W sposób zasadniczy zmodyfikowano przede wszystkim zasady funkcjonowania Trybunału Sprawiedliwości i Sądu Pierwszej Instancji. Zmiany te nie są bezpośrednio uzależnione od faktu rozszerzenia Unii Europejskiej i staną się obowiązujące wraz z wejściem w życie Traktatu Nicejskiego.

Ponadto, szczyt Nicejski przedstawił rozwiązania powiązane wprost z perspektywą przyjęcia nowych członków do Unii Europejskiej. Dotyczą one przede wszystkim procedur głosowania i podziału wpływów w poszczególnych instytucjach rozszerzonej Unii. Na przykład, zmiana w ważeniu głosów w Radzie UE spowodowała przyznanie Polsce takiej samej liczby głosów, którą dysponować będzie Hiszpania (27), sytuując Polskę w gronie sześciu największych państw członkowskich, mających zasadniczy wpływ na decyzje podejmowane w ramach Rady UE.

Bibliografia:

  1. Zbigniew Czachor, Czesław Majsiewicz, Leksykon Unii Europejskiej., Wrocław 2002
  2. Klaus Bachmann, Którędy do Europy, Warszawa 2002.
  3. Stanisław Parzymies, Stosunki międzynarodowe po II wojnie światowej 1945-2004, Warszawa 2004.